Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Trzeci znak"Yrsy Sigurđardóttir


 



           15 lutego 2011 r.
           Krótki nawrót choroby zaowocował lekturą kolejnego kryminału skandynawskiego. Tym razem na liście lektur zagościła przedstawicielka Islandii o dźwięcznym mianie Yrsa Sigurđardóttir (uwielbiam te ich nazwiska), autorka "Trzeciego znaku", który - o, losie słodki - jest początkowym tomem serii.
           Na wydziale historii Uniwersytetu w Reykjaviku zostają odkryte potwornie zmasakrowane zwłoki niemieckiego studenta - Haralda Guntlieba. Harald został uduszony, a następnie jego zwłoki zbezczeszczono między innymi wycinając na jego ciele pewien znak oraz wydłubując mu oczy. Pewnym pocieszeniem jest fakt, że domniemanego sprawcę tego barbarzyńskiego czynu aresztowano i oczekuje on na akt oskarżenia. Zdaniem policji okazał się nim być jeden z kolegów Haralda, jednakże rodzina ofiary nie jest zadowolona z pracy policji i żywi przekonanie, że prawdziwy zabójca ich syna wciąż cieszy się wolnością. Jako że, jak się okaże, rodzina Guntliebów posiada olbrzymie środki, zleca jednej z islandzkich pań adwokat - Thorze Gudmundsdottir - przeprowadzenie pewnych czynności przede wszystkim związanych ze zdobyciem materiałów śledztwa, ale również wiążących się z koniecznością aktywnego poszukiwania faktycznego zabójcy. W tym zadaniu Thorze pomaga pracujący dla rodziny Guntliebów od lat, były policjant Matthew Reich, który co prawda dobrze zna angielski, ale islandzki to co innego. Również z tej przyczyny, że kończyła studia na niemieckim uniwersytecie i siłą rzeczy doskonale zna język niemiecki, Thora okazuje się bardzo przydatna dla Guntliebów. Początkowo nastawiona do zadania dość sceptycznie Thora Gudmundsdottir dość szybko zaczyna zauważać pewne nieścisłości w pracy policji. Równie zaskakująca i intrygująca, a zarazem odpychająca wydaje się Thorze praca naukowa Haralda, który zajmował się w niej badaniem historycznych aspektów czarów i karania za ich uprawianie (swoją drogą autorka mimochodem podrzuca ewentualnemu adeptowi studiów historycznych całkiem intrygujący pomysł na pracę magisterską). Szczególne zainteresowanie u Haralda budził cieszący się złą sławą "Młot na czarownice". Nawet założył na uniwersytecie stowarzyszenie studentów zainteresowanych czarami o nazwie Maleus maleficarum. Olbrzymie zaskoczenie i niemałe emocje wzbudzają także operacje finansowe jakich dokonywał niedługo przed śmiercią Harald. A angażowały one niepoślednie sumy z ogromnego majątku, jaki odziedziczył po swoim zmarłym dziadku, który to również zaszczepił u Haralda zainteresowanie czarami i sam posiadał bogatą kolekcję eksponatów i pism o tej tematyce. W toku prywatnego śledztwa wychodzą na jaw coraz ciekawsze okoliczności, które dotyczą Haralda i jego zainteresowań i aktywności, a sprawa zagadki śmierci Haralda Guntlieba komplikuje się coraz bardziej. Jednocześnie życie prywatne pani adwokat - rozwiedzionej matki dwójki dzieci - również zaczyna nabierać niespodziewanego rozpędu, bynajmniej nie tylko za sprawą nowej znajomości z przystojnym i eleganckim Matthew.
           Mamy tu zatem intrygującego trupa, atmosferę niesamowitości, prywatne śledztwo i - last but not least - zdolną panią adwokat. Słowem wszystko to, czego potrzeba, żeby wyszło z tego bezprzykładne gówno. Tymczasem ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu jedyne, co w tej powieści się nie trzyma kupy, to tytuł. Naprawdę mimo najlepszych chęci nie jestem w stanie stwierdzić, dlaczego temu kryminałowi zdecydowano się nadać taki tytuł. Ale poza tym "Trzeci znak" to naprawdę bardziej niż przyzwoity, niegłupi i - i to muszę podkreślić - rzetelny, nie naiwny i rozsądny kryminał, w którym bynajmniej nie przesadzono z żadnym z elementów. I za ten właśnie umiar przyznaję Yrsie Sigurđardóttir całkiem pokaźny kredyt zaufania. Łatwo było zrobić z tego pomysłu niestrawne, męczące czytadło z diabelnie dobrą adwokatką w roli głównej, mroczną tajemnicą rodzinną, a do tego jeszcze narzucającym się elementem grozy. Tymczasem dzięki umiarowi i przywiązaniu do realizmu czytelnik otrzymuje kryminał, który jeśli chodzi o intrygę to jest rzetelny i - co najważniejsze - rzeczywiście prawdopodobny. Do tego Thora Gudmundsdottir nie została przez autorkę wykreowana w manierze "doskonałej adwokatki", która swoją pozycję zawodową okupiła nieudanym życiem osobistym, ale gdy przychodzi co do czego okazuje się durna i naiwna niczym dwulatek pod kloszem chowany. Może nie jest to kreacja idealna, ale z pewnością do ideału jest jej zdecydowanie bliżej, niż dalej. Wreszcie nie mamy tu zachwiania proporcji pomiędzy komponentem kryminalnym i obyczajowym tak, że czytelnik nie zapomina, że książka, którą czyta jest kryminałem, a nie zbiorem felietonów z pisma dla "housemanagerek".
           "Trzeci znak" jest powieścią napisaną całkiem przyjemną frazą, która jest tak samo swobodna w partiach opisowych, jak i dialogowych, a sama intryga, o ile nawet po większej części od pewnego momentu można się jej domyślić, to jednak nie powoduje to utraty przyjemności z lektury.
           Swoją zasługę z pewnością ma tutaj również tłumacz (Jacek Godek), który jednak nie uniknął paru wpadek. Np. w pewnym momencie Thora zastanawiając się nad potencjalnymi przyczynami dziwnego zachowania jej 16-to letniego syna rozpatruje możliwość, że okazał się homoseksualistą, który przymierza się do "wyjścia z szafy". Tego babola nie zauważyła również redakcja (Stanisława Staszkiel). Jednak za wyjątkiem tego, i może jeszcze jednego, podobnego przypadku, "Trzeci znak" przetłumaczony jest bardzo dobrze.
            Kolejny skandynawski kryminał, który warto polecić. Może oni tam mają coś w wodzie?

Stella


Tytuł: Trzeci znak
Tytuł oryginalny: Priboja Taknio
Autor: Yrsa Sigurđardóttir
Przekład: Jacek Godek
Wydawca: Muza
Cykl: Thora Gudmundsdottir
Format: 382s. 140×200mm; oprawa twarda
Cena: 34,90 złotych
Data wydania: 6 października 2006


W sieci, związane z tematem:
Yrsa na Facebooku
Weź moją duszę, Yrsa Sigurdardottir - na Portalu Kryminalnym
"Trzeci znak" w portalu Czytelnia