Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Aleja szubienic" Briana McGilloway'a


 

           29 marca 2011 r.
           Oto okazuje się, że wśród książek o cenach w przedziale 4,90 zł - 9,90 zł mogą się trafić także rzeczy wartościowe. Do tej kategorii z pewnością zaliczam "Aleję szubienic" Briana McGilloway'a.
           Lifford to średniej wielkości miasto położone na granicy Republiki Irlandzkiej i Irlandii Północnej. Miasto ma typowy sielsko - półwiejski charakter właściwy dla tamtych terenów. Nie brak tam jednak również i przestępców. Jednym z nich jest Jamie Kerr, który właśnie powraca w rodzinne strony po zakończeniu dłuższej odsiadki. Miejscowy szef irlandzkiej policji (Garda Síochána na hÉireann) nadinspektor Costello, pamiętając Kerra sprzed odsiadki jako typowe złe nasienie, poleca jednemu ze swoich podwładnych inspektorowi Benedictowi Devlinowi aby miał na niego baczenie i najlepiej skłonił go do jak najszybszej zmiany klimatu na inny niż liffordzki. Krótkie spotkanie Devlina z Kerrem potwierdza pogłoski o tym, że Kerr przeżył w więzieniu nawrócenie i zawierzył swoje życie Chrystusowi. Okazuje się, że do Lifford wraca tylko na niedługą chwilę, aby wybaczyć swoim krzywdzicielom.
           Tymczasem w Lifford zaczyna się dziać podejrzanie wiele. Po pierwsze w noc powrotu Kerra do miasta dwaj gardai (policjanci) dokonują niebagatelnego, ale też nie budzącego zdziwienia po zawieszeniu broni, znaleziska. Odnajdują i likwidują jeden z zakamuflowanych bunkrów z bronią i narkotykami, który należał do IRA za czasów jej świetności, a umiejscowiony był, jak się okazało, na posesji Petera Webba. Ci sami gardai niespełna miesiąc wcześniej ujawnili podobny bunkier. Ich znalezisko uważa się powszechnie za wielki sukces liffordzkich gardai, który przyćmiewa nie tylko osobę Jamie'go Kerra (z łatwością) ale także potwornie brutalne morderstwo młodej dziewczyny (trochę trudniej). Ofiara została bestialsko zatłuczona na śmierć a stan ujawnionych zwłok wskazuje, że prawdopodobnie do napaści doszło na tle seksualnym. Dalsze badania przez biegłego patologa wskazują jednak, że do stosunku, ani jakiejkolwiek innej aktywności seksualnej, nie doszło. W obliczu tak doniosłych wydarzeń już całkiem na znaczeniu traci doniesienie o włamaniu do miejscowej apteki skutkiem którego skradziono leki stosowane w leczeniu raka piersi. Tymczasem niedługo po zakończeniu przesłuchań i zwolnieniu Petera Webba (właściciela feralnej posesji z wybuchową niespodzianką) zostaje on zamordowany. A to zaledwie początek morderczej serii.
           W tym gąszczu wątków i wydarzeń stara się odnaleźć jakiś ład inspektor Benedict Devlin, który będąc głównym bohaterem serii kryminałów McGilloway'a, jednocześnie na bohatera powieści kryminalnej zdaje się mieć średnie kwalifikacje. Jest co prawda rzetelnym detektywem, którego doświadczenie i idąca z nim w parze wiedza fachowa czyni go doskonałym kandydatem do zajęcia stanowiska udającego się na emeryturę Costella, jednak nie sposób powiedzieć o nim, aby był jakoś szczególnie uzdolniony. Nie posiada cech charakterystycznych prawdziwego powieściowego detektywa. Benedict Devlin nie stroni od pracy w zespole, za to zdecydowanie stroni od wszelkiej maści alkoholu, a najwyżej na świecie ceni sobie spokój i szczęście swojej rodziny: żony Debbie, którą bardzo kocha i dwójki dzieci - starszej córeczki i niespełna dwuletniego synka, którego właśnie cierpliwie uczy mówić "tata". I chyba to autentycznie szczęśliwe życie rodzinne i co za tym idzie zrównoważenie emocjonalne Devlina czyni go przypadkiem wyjątkowym w znanej mi galerii powieściowych detektywów. Okazuje się, że to w niczym nie przeszkadza, a kryminał absolutnie niczego na tym nie traci. W zasadzie można powiedzieć, że przeciwnie, zyskuje pewien wymiar, którego siłą rzeczy nie sposób uświadczyć w przypadku gdy powieściowy detektyw nie musi stawać przed dylematami w rodzaju "odpuścić sobie prawdę, czy bezwzględnie dążyć do jej ujawnienia kosztem bezpieczeństwa własnej rodziny?". I co zasadnicze, McGilloway tak potrafi nakreślić tę sytuację, że opisany wyżej dylemat nie jest sztuczny i wydumany, bo ma namacalne podstawy.
                        
           W zasadzie waham się czy kołem zamachowym "Alei szubienic" bardziej jest intryga i akcja, czy psychologia postaci. Przy czym intryga i akcja zyskuje sobie chyba jednak pewną przewagę. Jak można się było zorientować, w "Alei szubienic" dzieje się naprawdę dużo a akcja idzie wartko do przodu. Na tyle wartko, że w zasadzie nie odczuwa się potrzeby nadmiernego analizowania. Może to właśnie dlatego rozwiązanie okazuje się jeśli nie szokujące, to z pewnością zaskakujące. Do tego narracja choć pierwszoosobowa, a zatem nie moja ulubiona, tak doskonale pasuje do klimatu powieści, jej rytmu i bohaterów, że w tym przypadku jest bardzo na miejscu. Nadto autor ma talent do dialogów. Nie skrzą się może błyskotliwymi ripostami i dowcipem, ale są za to bardzo naturalne, co jest chyba jeszcze cenniejsze, bo pozwala pokazać interakcje pomiędzy postaciami. A skoro już o postaciach mowa, to trzeba zaznaczyć, że są całkiem udane. Prawie wszystkie mają w sobie nerw, który dodaje im rysu autentyczności. Szkoda, że na tym tle ukochana rodzina Devlina wypada niestety dość blado. O ile w przypadku dzieci trudno czynić z tego autorowi jakiś zarzut, o tyle gdy mowa o Debbie - żonie głównego bohatera, to wygląda na to, że McGilloway nie miał na nią wcale pomysłu. Stąd też w zasadzie jest, a jakoby jej wcale nie było. Taka maszynka do robienia śniadań, zajmowania się ogrodem, obiadem, kolacją, dziećmi i psem, którą czasem Benedict prosi o wyrażenie opinii, a kiedy już do tego dojdzie najczęściej ta opinia jest bezpłciowa. Za to inne postaci, w tym drugoplanowe są już - jako się napisało - zdecydowanie bardziej pełnokrwiste. Dzięki temu również udaje się McGilloway'owi nakreślić obraz sieci konfliktów i podłości w którą zaplątany jest Devlin w swojej pracy. A dzięki temu z kolei, praca w Garda jaką ukazuje autor zyskuje na autentyczności i w niczym nie przypomina modelowej współpracy w zespole Ikei.
           "Aleja szubienic" to pierwszy z zakupów promocyjnych w Matrasie, który mogę polecić z czystym sumieniem. Trzymająca w napięciu, niegłupia i naprawdę dobrze napisana lektura. Jednocześnie godzi się zaznaczyć, że tego samego autora w Polsce ukazała się jeszcze "Na granicy", która stanowi pierwszy tom serii o Benedikcie Devlinie, a z odniesień zawartych w "Alei szubienic" można wnioskować, że jest równie ciekawa.

Stella
Tytuł: Aleja Szubienic
Tytuł oryginalny: Gallows Lane
Data wydania: 8 kwietnia 2010
Autor: Brian McGilloway
Wydawca: Amber
Cykl: Inspektor Benedict Devlin
ISBN 978-83-241-3643-8
Format: 256s. 148×210mm
Cena: 29,80


W sieci, związane z tematem:
Brian McGilloway - strona oficjalna
Brian's McGilloway Facebook Page