Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Domofon" Zygmunta Miłoszewskiego


 





           09 września 2012 r.
           Lektura "Uwikłania" Zygmunta Miłoszewskiego, pomimo niezaprzeczalnych atutów tej powieści, jakoś nie nastroiła mnie szczególnie entuzjastycznie do autora. Dopiero po około pół roku i przeczytaniu wielu innych książek postanowiłam ponownie zaryzykować i sięgnęłam tym razem po "Domofon" jego autorstwa. I tym razem zaskoczyło, i to jak.Młode małżeństwo Agnieszka i Robert Łazarkowie sprowadzają się z prowincjonalnego Olecka do Warszawy. Konkretnie do malutkiego mieszkanka na warszawskim Bródnie, które udało im się kupić jedynie dzięki wyjątkowo korzystnej jego cenie. Agnieszka patrzy w przyszłość z niepoprawnym, wręcz szalonym optymizmem. Robert zdaje się mocniej stąpać po ziemi. Jego optymizm jest, delikatnie mówiąc, ostrożniejszy. Oboje sprawiają jednak bardzo sympatyczne wrażenie. Gdy Agnieszka i Robert przyjeżdżają na miejsce, pierwsze co ich wita, to odkrycie makabrycznie zmasakrowanych zwłok jednego z lokatorów ich bloku, któremu w wypadku winda odcięła głowę. Szok i niedowierzanie. Równolegle poznajemy historie niektórych z innych lokatorów: Wiktora - obecnie upodlonego do granic wytrzymałości alkoholika, wcześniej wziętego redaktora i szczęśliwego męża i ojca; Kamila Źródlańca - maturzysty, który ma na pieńku ze swoim zasadniczym do urzygu ojcem, Stopy - bardzo bogatego psychologa; Anny Marii Emilii Wierzbickiej - starej panny, dewotki, od wielu lat dzielącej swój czas pomiędzy modlitwę, telenowele i ofiarną opiekę nad całkowicie zniedołężniałą matką.
           Pierwsze tygodnie życia w Warszawie okazują się dużo lepsze dla Agnieszki niż dla Roberta, który w zawrotnym tempie zaczyna się zmieniać z sympatycznego, dowcipnego chłopaka, jakim był do niedawna, w chama i gwałtownika, którego Agnieszka w ogóle nie zna. W tym samym czasie, kiedy zmiany w osobowości Roberta zdają się zbliżać do kulminacji, coś bardzo niedobrego zaczyna się dziać z całym blokiem i jego mieszkańcami. Potworne nocne wizje męczą lokatorów już od jakiegoś czasu, ale w świąteczny listopadowy weekend 2002 r. osiągają swoje apogeum. Właśnie wtedy blok na Bródnie zaczyna więzić swoich mieszkańców. Dosłownie. Za sprawą działania niewątpliwie nieczystych sił, lokatorzy nie mogą opuścić swojego bloku. Drzwi są zatrzaśnięte, a nawet kiedy udało się wreszcie rozwiercić zamek, jakimś niepojętym sposobem w chwili, w której ktokolwiek chce przekroczyć próg żeby wyjść na ulicę, ponownie staje wewnątrz upiornego budynku. Do tego koszmary, które prześladują lokatorów stają się tak wyraźne i plastyczne, że wszyscy obawiają się zmrużyć oka, aby - broń Boże - nie musieć wyśnić snu do końca.
           Pomysł na tę powieść jest doskonały, choć przecież tak bardzo prosty. Do tego trzeba dodać równie świetną realizację i oto otrzymujemy horror z prawdziwego zdarzenia, który jest jednocześnie bardzo sprawnie napisaną, przepełnioną czarnym humorem, naprawdę niegłupią opowieścią z trafnymi obserwacjami socjologicznymi. Szczególnie doceniam lekką, plastyczną frazę jaką posłużył się Miłoszewski, która sprawia, że samo czytanie "Domofonu" jest naprawdę dużą przyjemnością. Ale jest w tym więcej. Dzięki temu językowi postaci w "Domofonie" nabierają indywidualnego wyrazu, stają się plastyczne i pełnowymiarowe. Dzięki temu czytanie tej powieści jest czystą przyjemnością.
           Fabuła jest też niegłupia, choć nie pomyli się ten, kto powie, że autor garściami czerpie z popkultury. I bardzo dobrze, że to robi. Oczywiście można wskazać na wyraźne ślady Stephena Kinga i jego "Lśnienia", na tropy "Innych" i podobnych dzieł. To absolutnie w niczym nie przeszkadza, bo nie stanowi ślepego naśladownictwa, ale jest twórczym wykorzystaniem motywu. Serdeczne gratulacje dla autora.
           Przytrafiają się też i pewne dziury logiczne, z czego jedna wydaje mi się szczególnie rażąca, ale o umiejętnościach Miłoszewskiego niech świadczy to, że w czasie lektury opowieść tak mocno wciąga, że spokojnie kładzie się na tym lagę. Podsumowując stwierdzę jedynie, że zdecydowanie bardziej odpowiada mi taki Miłoszewski - z elementami niesamowitości, jak w przypadku "Domofonu", niż kiedy stara się mocno trzymać ziemi jak w "Uwikłaniu". "Domofon" polecam naprawdę bardzo i z czystym sumieniem.

Stella
Tytuł: Domofon
Data wydania: 27 kwietnia 2011
Autor: Zygmunt Miłoszewski
Wydawca: W.A.B.
ISBN 978-83-7414-962-4
Format 224s. 123×195mm; oprawa twarda
Cena: 44,90
Gatunek: kryminał / sensacja / horror
ISBN: 978-83-7554-006-2


W sieci, związane z tematem:
Robert Ostaszewski o powieści Miłoszewskiego
Strona oficjalna autora