Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja antologii "Epidemie i zarazy"


 



           15 kwietnia 2011 r.
           Serce roście kiedy się trafi na naprawdę dobry zbiór opowiadań. Tym bardziej się cieszę, że tym razem biblioteka miejska w B. uraczyła mnie "Epidemiami i zarazami", które okazały się zaskakująco dobrą lekturą.
           Myśl przewodnia została lapidarnie i ze stuprocentową trafnością oddana w tytule zbioru. Klamrą łączącą wszystkie zamieszczone tu opowiadania są przeróżne epidemie i co zawsze mi się bardzo podoba, autorzy potraktowali sprawę poważnie. Dzięki temu "Epidemie i zarazy" nie tylko zaskakują bardzo wysokim ogólnym poziomem, ale także nie zdarzają się tutaj kompromitujące wycieczki gdzieś obok założonego motywu przewodniego, które zwykle w moich oczach świadczą o tym, że jest on nietrafiony i niechwytliwy (porównaj: "Pokój do wynajęcia").Na zbiór składa się osiem opowiadań, które wyszły spod pióra uznanych na rynku rodzimej fantastyki autorów. Być może również i to, że prawie wszyscy autorzy opowiadań zgromadzonych w "Epidemiach i zarazach" mają bogate doświadczenie pisarskie, jest przyczyną dla której oceniam antologię tak wysoko.
           Zbiór rozpoczyna się opowiadaniem Pilipiuka "Parowóz", które jest z całą pewnością poprawne i czyta się je nieźle, ale nie wzbudziło mojego entuzjazmu. Może to kwestia tego, że jakoś nie po drodze mi z tym autorem? Tak czy inaczej opowiadanie traktuje o dziennikarzu, który w ramach swoich obowiązków zawodowych bada intrygujące zjawisko, które dotyczy okolic jednej z oddalonych od cywilizacji wiosek - Michałowic. Otóż okazuje się, że ludzie tam mrą niczym anemiczne muchy. Szczególnie pleni się wśród ludności białaczka i inne nowotwory i choroby krwi. Badając sprawę nasz nieustraszony tropiciel wszelkiej prawdy odkrywa, że pomór na większą skalę zaczął się dopiero w latach 50-tych szczęśliwie i słusznie minionego ustroju. Drążąc temat, przy pomocy ksiąg parafialnych itp. trafia między innymi na niedobitki ubeków (obowiązkowo rozbitkowie życiowi), ale przede wszystkim odkrywa przyczynę zgonów, którą okazał się lokalny niewielki wybuch jądrowy tytułowego parowozu z napędem atomowym, który jakimś cudem przedostał się do naszej rzeczywistości ze świata równoległego, gdzie historia potoczyła się trochę inaczej. Jak kto nie czytał, to już nie musi, a co. Opowiadanie w gruncie rzeczy tyleż mało zajmujące co i nieoryginalne, ale napisane sprawnie i przez to czytalne.
           Potem było już tylko lepiej. I tak Michał Cholewa w opowiadaniu "Ognisko 11" uraczył czytelnika historią umiejscowioną w mieście ogarniętym tajemniczą epidemią, bohaterami swojego opowiadania czyniąc żołnierzy jednego z oddziałów pilnujących porządku w miasteczku. Naukowcom udaje się wreszcie uzyskać skuteczną szczepionkę, ale technologia jej produkcji zdaje się być czasochłonna, bowiem do Ogniska 11 dociera bardzo ograniczona liczba ampułek z lekiem do wykorzystania. Tym bardziej, że połowa z ich liczby przeznaczona jest dla personelu wojskowego. Żołnierze stają wobec nie lada dylematu. Dobre, mocne opowiadanie, które potrafi wycisnąć łzy z oczu.
           Jakub Ćwiek w "Domu na wzgórzu" przyjmuje inną optykę. Epidemię oglądamy tym razem z perspektywy poddawanego kwarantannie i wszechstronnym badaniom zarażonego pacjenta. Wszystko wydaje się być tak, jak powinno, dopóki nie zaczynają się pojawiać rysy na z gruntu logicznym obrazie rzeczywistości, powodujące, że nasz bohater zaczyna nabierać podejrzeń co do swojego rzeczywistego położenia. Bardzo fajne, inteligentne i przewrotne opowiadanie z niezłym pomysłem. Sama radość.
           "Ketew Meriri" Rafała Dębskiego jest opowiadaniem dedykowanym pamięci ofiar wysiedleń z terenu Zamojszczyzny jakie miały miejsce w ramach realizacji Grosse Plannung. Jednymi z głównych postaci swojego opowiadania czyni autor Odilo Globocnika i hrabiego Jana Zamoyskiego i prezentuje największą zarazę ludzkości, jaką jest nienawiść. Opowiadanie jest naprawdę przyzwoite i czyta się je dobrze, ale chyba odrobinę za dużo w nim czegoś zbliżonego do patosu (choć z patosem nie tożsamego). Niemniej są tu sceny, które są autentycznie bardzo mocne.
           Po opowiadaniu osadzonym w czasie słusznie historycznym, za sprawą Anny Kańtoch robimy duży krok do przodu. Dobrze by tylko było, żeby to nie był (jak w anegdocie) krok w przepaść. A w zasadzie w piekielną otchłań. Niestety, "Światy Dantego" nie oferują czytelnikowi spokojnego wytchnienia. Ludzkość jest dziesiątkowana przez zarazę. Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy wybuchła, jednemu z genialnych naukowców udało się odkryć i ustabilizować zjawisko tak zwanych bram - przejść do realnie istniejących gdzieś obok światów żyjących w wierzeniach i wyobrażeniach ludzkich. Tym sposobem ludzie uzyskali możliwość zajrzenia do katolickiego Nieba, do Avalonu czy Walhalli, ale nigdzie nie udało się im znaleźć antidotum na wyniszczającą ludzkość chorobę. A nawet jeśli udało się na którymś ze światów ustalić istnienie substancji, która wydaje się być obiecująca, to nie sposób jej przetransportować do naszej rzeczywistości przez bramę. Zdesperowani ludzie poszukują ratunku także w świecie, który określają jako Dante 3. O ile Dante 1 to katolickie Niebo, Dante 2 to katolicki Czyściec, to nie trudno się domyślić, czym będzie Dante 3. Czy z Piekła może nadejść ratunek? Nad odpowiedzią na to pytanie pracują naukowcy i wojskowi w założonej w Piekle bazie. Wyobraźnia i fantazja Anny Kańtoch zdaje się być nieograniczona i jest nieziemsko plastyczna, aż zapiera dech w piersi. Do tego należy dodać to, do czego już nas przyzwyczaiła, czyli doskonałą, skomplikowaną psychologię postaci i równie doskonałą kompetencję językową. Nie dziwi, że dzięki temu opowiadaniu Anna Kańtoch została w 2009 r. laureatką Nagrody im. Zajdla. Nie mogło być inaczej.
           Z kolei Paweł Siedlar w kolejnym z zamieszczonych w "Epidemiach i zarazach" opowiadaniu "Piwnica" również czyni krok, nawet duży krok, tyle że wstecz przenosząc właściwą część akcji do wczesnośredniowiecznego Krakowa, w którym szaleje czarna ospa. Wraz z akcją przenosi się tam Januszek - najpierw przedszkolak, potem dumny uczeń podstawówki, który jest jednocześnie narratorem w opowiadaniu. A przenosi się tam poprzez magiczne przejście usytuowane w piwnicy należącej do jego dziadków. Opowiadanie "Piwnica" jest charakterystyczne nie tylko dlatego, że jest najdłuższym w tym zbiorze, ale przede wszystkim dlatego, że charakterystyczną ma narrację, ustylizowaną na sposób myślenia i formułowania myśli kilkulatka. Ponadto pewnego rodzaju wartością samą w sobie jest drwina z bezkrytycznego zapatrzenia w rzekomą poetykę wieków średnich, jaka pojawia się w pewnych środowiskach (tak, najczęściej młodych, zapalczywych miłośników fantasy względnie historii, z których potem potrafią się rekrutować grupy rekonstrukcyjne).
           Kolejny krok to "Antidotum" Tomasza Duszyńskiego. Ciekawe opowiadanie w którym sprawnie i inteligentnie udało się autorowi połączyć historię alternatywną z zadanym tematem epidemii i zaraz. Wykonując ostatnie zadanie zlecone przez Piłsudskiego pułkownik Tadeusz Rzepecki udaje się do Moskwy na spotkanie ze Stalinem i Mołotowem. Oficjalnie ma prowadzić rozmowy o współpracy celem walki ze wspólnym wrogiem - Niemcami. Nieoficjalnie jego zadaniem zleconym przez Komendanta jest zakażenie Stalina wyprodukowaną w polskich laboratoriach chorobą. W tym samym czasie inny wysłannik jedzie z analogiczną misją do Berlina. Niestety, spiskowcy zostają zdemaskowani, a ich plany udaremnione. Nie na tyle jednak, żeby wirus się nie uwolnił. Nieszczęśliwie jednak, na skutek zdrady współpracownika profesora Siedlara (odkrywcy niebezpiecznego bakcyla, jak i tytułowego antidotum) tak Moskwa jak i Berlin są przygotowane na atak biologiczny, zaś Polska - nie. II wojna światowa dla Polski przebiega zatem zupełnie inaczej. Istotą bowiem choroby atakującej mózg jest to, że po przespaniu nocy chory budzi się nie pamiętając niczego z tego, czego doświadczył po zachorowaniu. Nie trudno się domyślić, że ci, którzy urodzili się po wybuchu epidemii, są niezdolni do nauczenia się czegokolwiek, nawet podstawowych czynności życiowych. Naprawdę inteligentny pomysł na zarazę i opowiadanie zorganizowane wokół niej. Warto przeczytać.
           Zbiór wieńczy "Sześćset cetnarów piekła" Jacka Komudy i jest to bodaj jedyne z tych opowiadań, które napisane było taką frazą, jaką chciało mi się czytać na głos, a bardzo to lubię. Naprawdę doskonale napisane pod kątem językowym i warsztatowym (może trochę męczyć fachowa terminologia żeglarska). Intryga co prawda nie jest tutaj jakoś szczególnie skomplikowana i wymyślna, ale autor z całą pewnością nadrabia klimatem i udanym przedstawieniem obrzydliwości. A rzecz dzieje się na Karaibach gdzie szyper Speedy Fortune zostaje zmuszony przez bezwzględnego wierzyciela - lichwiarza do udania się po drogocenny ładunek znajdujący się na osiadłej na rafie niedaleko jednej z wysepek fluicie Eenhoorn. Szyper Wallis nie wie, że wraz z ładunkiem przeniesie na Speedy Fortune coś jeszcze.
           Ogółem trzeba powiedzieć, że "Epidemie i zarazy" to doskonały zbiór opowiadań, który z całą pewnością warto przeczytać. Serdecznie polecam i bez wahania stawiam go w jednym rzędzie z
"Bajkami dla dorosłych"
i "Kochali się, że aż strach".


Stella
Tytuł: Epidemie i zarazy
Wydawca: Fabryka Słów
Format: 528s. 125×195mm
Cena: 29,99 pln
Data wydania: 25 lipca 2008


W sieci, związane z tematem:
Blog Kuby Ćwieka
Rafał Dębski na stronach Gildii
Andrzej Pilipiuk - strona oficjalna
Jacek Komuda - oficjalna strona
O Annie Kańtoch na stronie wydawnictwa Fabryka Słów
Strona antalogii w serwisie Frabyki Słów