Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach
Recenzja powieści "Festung Breslau" Marka Krajewskiego :


 


             Powieścią "Festung Breslau" Marek Krajewski zamyka swoją tetralogię wrocławską opowiadającą o mrocznych kryminalnych przygodach dyrektora kryminalnego Eberharda Mocka w scenerii przedwojennego Breslau. Tego Breslau, które przez niemal 60 lat po swojej agonii wiosną 1945 r., gdy umierało pod własnymi gruzami, pozostawało oficjalnie wymazane z pamięci. Teraz odżywa przywoływane w albumach starej fotografii, antykwarycznej kartografii a także w powieściach takich jak wspomniana tetralogia ("Śmierć w Breslau", "Koniec świata w Breslau", "Widma w mieście Breslau", "Festung Breslau").
             Marek Krajewski przyzwyczaił już czytelnika do wspaniałego klimatu noir umiejętnie połączonego z elementami o charakterze zbliżonym do powieści grozy. Wszystkie zaprezentowane we wcześniejszych powieściach o Mocku zagadki kryminalne, których rozwiązywanie pochłania bohatera, osnute są wokół poczynań umysłów błyskotliwych, acz tkniętych swego rodzaju obłędem. Niemym świadkiem wszystkich z nich jest przedwojenne Breslau, tak wspaniale z uczuciem i dbałością o szczegóły odmalowane przez autora. Wszystkim kolorytu dodają bardzo sugestywne opisy kulinariów, co można chyba już uznać za pewne signum pisarstwa Marka Krajewskiego. Wreszcie niezmieniony pomimo osiągania kolejnych stopni drabinki awansowej w policji pozostaje sam główny bohater - Eberhard Mock. Jest on niezmiennie cyniczny, acz nie wyzuty z wątpliwości. Posiada bez wątpienia złośliwe sumienie, które go dręczy. Ma też całe mnóstwo wad z których alkoholizm wcale nie musi być tą najważniejszą. Ma na swoim koncie niezliczoną liczbę podłości i grzechów. Ale też jest niezrównanym "policyjnym psem gończym". Wszelka niesprawiedliwość (może za wyjątkiem tej, której sam mimochodem się dopuszcza) będzie przez niego wytrwale i zaciekle tropiona, by jej sprawcy zostali ukarani, a pewna delikatna równowaga by została w ten sposób przywrócona. Być może to nieco naiwne. Być może nie pasuje już do dzisiejszej rzeczywistości. Być może. Bo jest przecież częścią Breslau Eberharda Mocka, którego już nie ma, ale odżywa swym barwnym życiem na kartach tych powieści.
             Bezwzględne, choć nieco wypaczone przez długie lata służby w policji i różnorodnych kontaktów ze światkiem przestępczym, poczucie sprawiedliwości Mocka stanie się w "Festung Breslau" przyczyną jego kłopotów.
             Oto w połowie marca 1945 r. Breslau przestało być miastem, a zmieniło się w twierdzę. W tej twierdzy w bestialski sposób zostaje zgwałcona i zamordowana siedemnastoletnia dziewczyna - Berta Flogner, która okazuje się siostrzenicą znanej antyfaszystki hrabiny Gertrudy von Mogmitz, obecnie przetrzymywanej w obozie Bergstrasse Breslau, gdzie znosi nieludzkie upokorzenia i bestialskie traktowanie ze strony jego komendanta - Hansa Gnerlicha. Niemłody już, bo sześćdziesięciodwuletni Mock, borykający się z własnymi kłopotami, za sprawą tajemniczej korespondencji skierowanej do jego starszego brata, zostanie wciągnięty w ostatnie śledztwo jakie poprowadzi. Usiłowaniom rozwiązania tej zagadki przyglądało się będzie także Breslau, ale Breslau cierpiące, bo ginące od naporu radzieckiej barbarii. Lecz, co gorsza, ginące bo przecież zginęła wielka część z jego przedwojennych mieszkańców. Ginące, bo po tym wszystkim nie będzie już jego kolorytu.
             Jako się napisało, powieścią tą Marek Krajewski zamyka swój cykl o Eberhardzie Mocku. Nie dziwi więc, że autor zechciał, aby uniosła ona naprawdę duży ciężar. Aby zamykająca zagadka była przynajmniej równie trzymająca w napięciu jak poprzednie, aby czytelnik po raz ostatni zetknął się ze znakami rozpoznawczymi pisarstwa Krajewskiego, które przyczyniły się walnie do niewątpliwego sukcesu poprzednich części tej tetralogii. Jednocześnie autor zapewne postawił sobie zadanie sportretowania odchodzącej rzeczywistości przedwojennego Breslau w momencie jej agonii. Moim zdaniem poczynione ambitne założenia udało się Markowi Krajewskiemu zrealizować częściowo.
             Niestety z nutą pewnej przykrości muszę stwierdzić, że zagadka kryminalna w "Festung Breslau" nie trzymała mnie w takim napięciu jak w przypadku poprzednich części. Jednak zdaję sobie sprawę, że wkomponowanie prowadzenia śledztwa w sprawie spektakularnego, bestialskiego nawet jak na warunki frontowe (a nie byle jaki to był front jeśli o to chodzi) i skonstruowanie związanej z nim intrygi w okoliczności ostatnich dni twierdzy Breslau, jest zadaniem mocno skomplikowanym i przedstawia nie lada wyzwanie.
             Natomiast po przeczytaniu omawianej powieści mój szacunek dla Marka Krajewskiego jako autora, było nie było, literatury popularnej wyraźnie wzrasta. Decyduje się on bowiem na posunięcie, nomen omen, niezbyt popularne jeśli o taką literaturę chodzi. M. Krajewski zohydza czytelnikowi Mocka. Robi to - jak sądzę - w pełni świadomie, konsekwentnie, z premedytacją. Mock się starzeje, i to starzeje się naprawdę brzydko. Krajewski nie szczędzi czytelnikowi nie tylko momentami makabrycznych, acz koniecznych, opisów obrażeń (np. u Berty Flogner), lecz również fizjonomii doganianego przez swój wiek Mocka. Jednak starość dosięga go na kartach "Festung..." nie tylko fizycznie. Starzeje się również jego, do tej pory błyskotliwy, umysł. Mock traci swój legendarny "nos policyjny". Nie domyśla się, że pada ofiarą manipulacji nawet wtedy, gdy dla czytelnika staje się to oczywiste. Pod tym kątem pewien wspominany przeze mnie brak napięcia jeśli chodzi o poprowadzenie intrygi może okazać się zabiegiem celowym.
             Nie brakuje w "Festung..." również opisów podziemnego życia oficerów niemieckich w Breslau. Są i orgie i burdele. Jest czarny rynek. Jest chyba największe stężenie podłości i bestialstwa spośród dotychczasowych powieści, co w tych niemalże frontowych okolicznościach nie powinno jednak dziwić. Ale jakby mało jest strachu przed tym, co niesie przyszłość. Nie czynię w tym miejscu autorowi żadnego zarzutu. Nie posiadając informacji odmiennych muszę zaufać jego wiedzy i rzetelności, że tak właśnie mogło - przynajmniej w pewnych kręgach - wyglądać życie w Festung Breslau tuż przed jej upadkiem. Nawet jeśli obraz ten kłóci się nieco z moimi wyobrażeniami.
             Wreszcie "Festung Breslau" jest także dość sentymentalne, melancholijne. W końcu to opowieść o ostatnich dniach wspaniałego Breslau, które już nigdy nie powróci. Zdradzę jednak - bo nie mogę się powstrzymać - że mimo tego ono przetrwa. I, co prawda gdzie indziej, przetrwa stary pies policyjny Mock, by definitywnie zamknąć "his last bow".
             Kończąc wspomnę jeszcze tylko o tym, że ponownie pojawia się niezrozumiała dla mnie maniera wprowadzania do narracji elementów stylizacji tekstu. Znowu spotykamy się z użyciem różnych: "aluzyj, eksplozyj, linij", które jednak stanowią jedyny przejaw tejże w tekście. Nie rozumiem.
Dla czytelnika szczególnie wyczulonego również małe ostrzeżenie - jest troszkę literówek. Niewiele, ale się pojawiają.
            Sądzę, że miłośników Eberharda Mocka nie muszę przekonywać do przeczytania "Festung Breslau". Doceni je również ten czytelnik, który znając poprzednie części (bo w tym przypadku lepiej jednak jest je znać przed przeczytaniem "Festung...". Ta znajomość nie jest, co prawda, konieczna z punktu widzenia fabuły, jednak sądzę, że rozpoczynanie znajomości z Mockiem od tej powieści nie jest najlepszym pomysłem.) będzie w stanie docenić pewną zmianę w rozłożeniu akcentów. Skupić się na modyfikacji dobrze znanych do tej pory elementów i pamiętać, że to przede wszystkim opowieść o końcu.

Stella


autor: Marek Krajewski
tytuł: Festung Breslau
cykl: Eberhard Mock
liczba stron: 352
miejsce wydania: Warszawa
rok wydania: 2006
wydawca: W.A.B.
seria: mroczna seria


W sieci, związane z tematem:
Artykuł "Wrocławia czar"
"Miasto grzechu Breslau" wywiad z Markiem Krajewskim
Sylwetka autora na witrynie wydawnictwa
Artykuł "Festung Breslau - 80 dni, które zabiły miasto"
Artykuł o promocji powieści
"Chcę wejść w stare fotografie" - rozmowa Jacka Szczerby z Markiem Krajewskim
"17 marca 1945 roku" - fragment powieści "Festung Breslau"
Maciek Majewski "Vanin" recenzuje "Festung Breslau"
"Miasto ukryte" - artykuł Mariusza Czubaja z "Polityki" o Marku Krajewskim i "jego" Wrocławiu
"Zbrodnie na wielkich równinach" - rozmowa z Aleksandrą Marininą i Markiem Krajewskim
"Golonka z Breslau" - artykuł prezentujący cykl o Mocku
"Żegnaj Mock, żegnaj Breslau" - recenzja z serwisu WP.książki
Serwis "Festung Breslau 1945"
Grupa Rekonstrukcji Historycznej FESTUNG BRESLAU