Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Karaluchy" Jo Nesbø


 



           29 lipca 2011 r.
           W oczekiwaniu na coś nowszego Wydawnictwo Dolnośląskie postanowiło nie dać czytelnikom zapomnieć o Jo Nesbø wypuszczając na rynek chronologicznie biorąc drugą powieść jego autorstwa z Harrym Hole jako główną postacią - "Karaluchy", napisaną w 1998 r..
           Powyższe przyjęłam tyleż z zadowoleniem co i swego rodzaju zaniepokojeniem. Z jednej strony ucieszyłam się z możliwości ponownego obcowania z kryminałem Jo Nesbø, którego uznaję za jednego z najlepszych autorów powieści kryminalnych ostatnich lat, z drugiej strony obawiałam się czy tego obrazu nie zakłócą potencjalnie nieporadne pierwsze (no, prawe pierwsze) próby pisarskie. Z satysfakcją spieszę donieść, że moje obawy okazały się nieuzasadnione.
           Skądinąd wiem, że akcja pierwszej powieści z cyklu, w Polsce wydana parę niezłych lat temu przez inne wydawnictwo, rozgrywa się w Sydney. Z kolei w "Karaluchach" autor przenosi czytelnika do Tajlandii, gdzie w dusznej i niezdrowej atmosferze Bangkoku Harry'emu Hole przychodzi prowadzić niewdzięczne dochodzenie w sprawie, która ma więcej wątków, niż by się ktokolwiek mógł spodziewać. Szczególnie niebezpieczny jest jednak wątek polityczny, który właśnie zadecydował o tym, że cieszący się już niejaką medialną sławą norweski policjant Harry Hole zostaje oddelegowany z Oslo, (gdzie oddaje się swojemu nałogowi, którym w równych częściach jest alkohol co i rozpamiętywanie niewesołych epizodów z przeszłości) do Bangkoku. Tam bowiem , w jednym z cieszących się złą sławą moteli zostają znalezione zwłoki norweskiego ambasadora w Tajlandii. Oczywiście należy się domyślać, że ambasador nie zakończył żywota skutkiem ataku serca, a z przyczyn, które mają więcej wspólnego z kryminałem. Śledztwo, które Harry Hole prowadzi we współpracy z tajlandzką policją w szczególności w osobie Lisy Crumley - naczelnika wydziału zabójstw tamtejszej komendy, pozwoli Harry'emu a z nim czytelnikowi odkryć wstydliwe tajemnice diaspory norweskiej w Tajlandii. Do tego wszechobecna atmosfera banalnie łatwo dostępnego płatnego seksu w naprawdę wszelkich wyobrażalnych i niewyobrażalnych konfiguracjach, w tym oczywiście dla amatorów dzieci (jako uczestników, nie efektu zbliżeń, aby nie było wątpliwości), wielkie pieniądze, korupcja, w tle zorganizowana przestępczość, narkotyki. Doprawdy, jest w czym wybierać. A do tego jeszcze nieudane życie rodzinne ambasadora i skrzętnie skrywana jego osobista tajemnica, a także niezaspokojone ambicje zawodowe współpracowników. Robi się naprawdę gęsto. A znalezienie odpowiedniego rozwiązania zagadki śmierci ambasadora przy tej całej gmatwaninie z pewnością nie należy do łatwych przedsięwzięć.
           "Karaluchy" okazały się naprawdę dobrym kryminałem. Może jest tu trochę za dużo swego rodzaju efekciarstwa, nawet jeśli podane jest ono dość subtelnie. Najważniejsze jednak jest to, że odkryłam dlaczego Harry Hole daje się mimo wszystko lubić. Sądzę, że chodzi tutaj o jego było nie było zdrowy krytyczny osąd samego siebie, który owocuje daleko idącą autoironią i pewnego rodzaju pokorą. No i sama ta autoironia, o której wspominałam. Dobra mieszkanka, właściwe proporcje. Z przyjemnością odnotowuję, że Jo Nesbo był dobrym autorem już w początkach kariery, a potem jedynie nabierał ogłady, która czyniła go jeszcze lepszym. "Karaluchy" nie są już debiutem, ale prawie debiutem i przyjemnie mi jest tę lekturę polecić jako kolejny świetny, a co najmniej bardzo dobry, porządny i rzetelny kryminał ze znakiem markowym Nesbø.

Stella


Tytuł: Karaluchy
Tytuł oryginalny: Kakerlakkene
Autor: Jo Nesbø
Przekład: Iwona Zimnicka
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Format: 320s.
Data wydania: 30 czerwca 2011


W sieci, związane z tematem:
Sebastian Chosiński "Psycho Killer"
Jo Nesbø - The Official Website of Europe's New Star of Crime Fiction
Jo Nesbø's UK website
Sebastian Chosiński - Mariaż "Dnia Szakala" z "Psychozą"