Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja antologii "Kochali się, że strach"


 



             Muszę przyznać, i chętnie to czynię, że dawno nie czytałam tak dobrego zbioru opowiadań jak "Kochali się, że strach". Początkowo nie byłam do niego przekonana, do czego przyczyniło się pierwsze z zawartych tam opowiadań - "Imponderabilia" Aleksandry Janusz - ale później dałam się pochłonąć bez reszty. Było to niezmiernie łatwe, bowiem opowiadania zamieszczone w "Kochali się, że strach" prezentują wręcz zaskakująco wysoki poziom.
            Myślą przewodnią jest tutaj miłość. Różnorodność jej aspektów uchwycona i sportretowana przez autorów, choć z pewnością nie jest wyczerpująca, to i tak wręcz zachwyca. Zresztą podobnie jak różnorodność koncepcji i motywów, jakie zastosowali.
            Pozytywnie "Kochali się, że strach" wyróżnia także sposób w jaki autorzy zamieszczonych w nim opowiadań podeszli do zadanego tematu. W tym zbiorze nie ma tekstów przypadkowych, czy dobieranych na siłę i z tematem przewodnim nie mających zgoła nic wspólnego. Bardzo sobie cenię takie poważne potraktowanie czytelnika. Tym bardziej, że czytelnik ma pełne prawo poczuć się potraktowany poważnie, a nawet dopieszczony także - jeśli nie przede wszystkim - od strony merytorycznej. To nieczęsto spotykane, przynajmniej w przypadku zbiorów opowiadań różnych autorów, aby prezentowany poziom warsztatowy był tak wyrównany i jednocześnie tak wysoki. Każde z zamieszczonych tu opowiadań jest doskonale opracowane warsztatowo, nie ma dłużyzn, nie ma rzucających się w oczy nielogiczności czy niekonsekwencji, broń Boże nie ma błędów językowych. Są za to całkiem zajmujące fabuły, dopracowane postaci i - last but not least - niespotykana jak na debiutantów (większa bowiem część autorów zamieszczonych tu opowiadań przyznaje się do debiutu, a już z pewnością debiutu papierowego) lekkość pióra i swoboda, ba nawet swego rodzaju nonszalancja pisarska. Skoro już o tym mowa, w "Kochali się, że strach" naprawdę brak jakichkolwiek potknięć charakterystycznych dla debiutanckiego braku doświadczenia. Ten stan rzeczy należy chyba przypisać po części zbawiennemu wpływowi fahrenhaitowych ZakuŻonych Warsztatów, co oznacza ni mniej ni więcej, że oto tam jest prawdziwa kuźnia talentów. Bo przecież niewątpliwy sukces tego zbioru to nie tylko Warsztaty, ale także talent i zapał twórców. Nawet jeśli Warsztaty oszlifowały ich pomysły, to koncepcje i zręby (a z pewnością dużo więcej), czyli dusze poszczególnych opowiadań to ich dzieła. I są to dzieła bardzo różnorodne. Różne są podejścia do zaprezentowania fenomenu miłości - od lekkich, niezobowiązujących i uroczych humoresek, krótkich żarcików, do naprawdę poważnych i niewesołych rozważań nad istotą miłości, oddania, związku w różnych jego fazach. Aby nie być gołosłowną, kilka przykładów opowiadań, które mi szczególnie przypadły do gustu, albo po prostu zapadły w pamięć.
            "Miód z moich żył" Rafała W. Orkana należy właśnie do tej drugiej z wymienionych przeze mnie wyżej kategorii. Doskonale napisane opowiadanie o tym co jest miłością, a co tylko wydaje się nią być. Do tego pokazane świetnie i dosłownie czym różni się wyzysk od poświęcenia. Jedyne, co mi zazgrzytało, to moim zdaniem zbyt pochopna przemiana Gebneha. Tak raptownie budzi się w nim zrozumienie? Coś nie potrafię w to do końca uwierzyć.
            "A imię jej Grace" Aleksandry Zielińskiej to w moim odbiorze przede wszystkim wariacja na temat "co by było gdyby". Konkretnie, co by było gdyby Kevin Lomax dokonał innego wyboru (a przecież ciągle jeszcze może...). Dobrze napisane opowiadanie z pomysłem. Łyżka dziegciu? Jak najbardziej znajdzie się - tłumaczenie tekstu "Grace". Przykładowo "fingertips" to nie są "odciski" tylko "opuszki palców", "a pearl in a perfect condition" moim zdaniem lepiej by brzmiało przetłumaczone jako "perła bez skazy" (ale to tylko moja opinia, tłumaczenie zachowuje sens) itp..
            "Detox" Karola Makawczyka zapada w pamięć, bo pozostawia pewien niedosyt. Jak dla mnie troszkę zawiodło bilansowanie. Zbyt dużo niejasności sprawia, że trochę jest za mało danych, żeby snuć domysły, próbować ogarnąć główną myśl. Z drugiej strony to właśnie sprawia, że o tekście się nie zapomina, że tkwi w pamięci jak nierozwiązana zagadka.
            "Wielbłądy za Annę" Krzysztofa Skolima, "Fantastyczna miłość" Karoliny Majcher i "Tylko mnie kochaj" Wiktorii Semrau dostają ode mnie punkty dodatkowe za pomysł (poza zwyczajowymi za wykonanie). Każdy z tych tekstów zasługuje na uwagę z powodu ujęcia tematu.
            W "Wielbłądach..." mamy wspomnianą nie tylko wielką, porażającą miłość, ale także dotykamy, choćby w niewielkim zakresie, tego co było po "żyli długo i szczęśliwie". To jest właśnie ten element, który sobie w tym opowiadaniu cenię najbardziej. Miłość, która się rozwija i przeistacza. I chyba właśnie dzięki temu trwa.
            "Fantastyczna miłość" to z kolei głos sprzeciwu. Znowu inne oblicze "miłości". Tekst jednocześnie zbuntowany i przygnębiająco zrezygnowany.
            Wreszcie jeszcze inny kąt widzenia w "Tylko mnie kochaj", może niespecjalnie rewolucyjny, ale cenię sobie, że autorka tym tekstem zwraca uwagę na to, że jak miłość, to niekoniecznie tylko i wyłącznie romantyczna miłość kochanków.
            Jeśli przyrównać opowiadania z "Kochali się, że strach" do sznura pereł, to dla mnie największą i najczystszą z nich nie będzie jednak żadne z pokrótce opisanych wyżej, ale świetne, ciepłe, dowcipne, swobodne i autentycznie niewymuszenie zabawne opowiadanie Marty Kisiel "Dożywocie". Doskonale skonstruowane i opisane postaci, przy tworzeniu których Marta Kisiel chyba świadomie czerpała z bogatego arsenału szeroko pojętej pop-kultury. Jednocześnie udało jej się wyczarować doskonały klimat rodem z "U Pana Boga za piecem" czy "Ranczo" (nota bene - Kusy? Czy to przypadek?). Do tego może i prosty, ale naprawdę wyśmienicie zrealizowany pomysł okraszony doskonałym humorem. A wszystko to podane lekkim, filuternym i bardzo swobodnym stylem. Prawdziwa perła w koronie.
            Niewiele więcej można na temat "Kochali się, że strach" dodać. Może poza tym, że szturmem wywalczyło sobie u mnie pozycję niemal równą, jeśli chodzi o zbiory opowiadań, z "Obrońcami Królestwa", "Księgą jesiennych demonów" czy opowiadaniami wiedźmińskimi. To naprawdę dużo znaczy. Polecam z całego serca.

Stella


autorzy:
Daniel Greps, Paweł Grochowalski,
Aleksandra Janusz, Marta Kisiel,
Karolina Majcher, Karol Makawczyk,
Rafał W. Orkan, Martyna Raduchowska,
Konrad Romańczuk, Andrzej Sawicki,
Wiktoria Semrau, Krzysztof Skolim, Aleksandra Zielińska
tytuł: Kochali się, że strach
liczba stron: 432
miejsce wydania: Lublin
rok wydania: 2007
wydawca: Fabryka Słów
seria: Antologie


W sieci, związane z tematem:
Fabryka Słów
"Nie ma się czego bać, czyli o miłości razy 13" - recenzja w Esensji
Recenzja "Kochali się, że aż strach" autorstwa Kamili Olejnik w "Carpe Noctem"