Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Książę Mgły" Carlosa Ruiza Zafóna


 




           17 stycznia 2012 r.
           Po zupełnie wykoślawionym doświadczeniu czytelniczym jakim okazał się "Fiolet" Magdaleny Kozak zaaplikowałam sobie odtrutkę w postaci nowych-starych powieści Carlosa Ruiza Zafona. Piszę nowych-starych, bowiem chodzi o trzy jego pierwsze chronologicznie powieści, które przez dłuższy czas, skutkiem batalii o prawa do dzieła, nie mogły się przez dłuższy czas doczekać wznowienia. Na pierwszy ogień poszedł "Książę Mgły" - nie tyle powieść, co w zasadzie nowela.
           Mamy rok 1943. Jeszcze nie wiadomo z całą pewnością jak długo potrwa wojna. Właśnie z powodu zagrożeń wojennych, ale również goniąc za marzeniem, Maximilian Carver - ojciec rodziny, z zawodu zegarmistrz - postanawia, że wraz z żoną i trójką dzieci przeprowadzi się na prowincję. W ten sposób, latem 1943 roku Carverowie i ich dzieci - ośmiolatka Irina, trzynastoletni Max i ich piętnastoletnia siostra Alicja, przeprowadzają się do niewielkiej miejscowości na wybrzeżu Atlantyku i osiadają w domu, który uprzednio był własnością zamożnego londyńskiego lekarza i jego żony. Max niedługo po przyjeździe odkrywa, że w sąsiedztwie ich nowej siedziby znajduje się dziwny, zapuszczony ogród z niepokojącymi posągami przedstawiającymi artystów cyrkowych. Szybko również zaprzyjaźnia się z miejscowym chłopakiem Rolandem, który opowiada mu historię jaką poznał od swojego dziadka - latarnika. W ten sposób Max i Alicja dowiadują się, że niedaleko niewielkiej plaży w pobliżu ich domu zatonął swego czasu statek. Jednak prawdziwe sensacje i związane z nimi niebezpieczeństwa odkryje przed naszymi bohaterami dopiero dziadek Rolanda - Victor Kray, który opowie Maxowi, Rolandowi i Alicji o pasażerach leżącego na dnie "Orfeusza", a przede wszystkim o podróżującym nim w chwili katastrofy Mr Kainie, którego Victor Kray nazywa Księciem Mgły. W ten sposób Max Carver przekona się, że magia naprawdę istnieje.
           "Książę Mgły" jest klasyfikowany jako literatura młodzieżowa, co nie oznacza, że nie trafi do czytelnika, który swoje lata szczenięce ma już dawno za sobą. Uważam, że ma wszelkie podstawy do tego, by również dorosły czytelnik czerpał z lektury wiele prostej przyjemności. Przede wszystkim "Książę Mgły" jest napisany bardzo przyjemnym językiem, a - w jaskrawym kontraście do Magdaleny Kozak - Carlos Ruiz Zafón ma dar opowiadania i kreowania klimatu. Kiedy opisuje bryzę znad morza, to robi to tak, że wystarczy na chwilę zamknąć oczy, aby ją poczuć na twarzy. Jednocześnie czyta się to bardzo gładko i lektura naprawdę przynosi wytchnienie.
           Wobec powyższych cech pisarstwa Carlosa Ruiza Zafóna, które zresztą ceniłam sobie już od samego początku mojej znajomości z jego twórczością, na znaczeniu całkowicie tracą jak dla mnie różnego rodzaju i kalibru nieścisłości, niejasności czy niedoróbki, które przytrafiają się fabule "Księcia Mgły". Jest trochę tak, jakby opowieść całkowicie pochłonęła i porwała gawędziarza - autora, a za nim czytelników. I w takim wypadku nie trudno o zgubienie jednego czy drugiego wątku pobocznego. Jakimś cudem to jednak nie przeszkadza. Bardzo przyjemne i całkiem przyzwoite, niezobowiązujące czytadło na jedno posiedzenie. Czyta się naprawdę bardzo miło, polecam.

Stella
Tytuł: Książę Mgły
Tytuł oryginalny: El príncipe de la niebla
Data wydania: 10 listopada 2010
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Przekład: Carlos Marrodán Casas, Katarzyna Okrasko
Wydawca: Muza
ISBN 978-83-7495-837-0
Format: 200s. 132×205mm
Cena: 26,99


W sieci, związane z tematem:
Recenzja Anny Kańtoch "Książę chaosu"
Oficjalna strona pisarza (hiszp.)
Oficjalna strona pisarza (ang.)