Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Labirynt węża"Núrii Masot


 



           12 stycznia 2011 r.
           Niedawne wyprzedaże w księgarniach Matras zaowocowały u mnie niespotykanym wzrostem ilości lektur w biblioteczce. Od samego początku zdawałam sobie doskonale sprawę, że najpewniej dużą część tego grona stanowią śmieci, które naturalną koleją rzeczy skończą jako dary dla biblioteki. Ale czego tu się spodziewać po książkach w cenie od 4.90 zł do 9.90 zł.. Nałóg to jednak ciężka rzecz. Na pierwszy ogień idzie powieść Núrii Masot "Labirynt węża", która czym prędzej zasili zbiory biblioteki miejskiej.
           Jest druga połowa XIII wieku. Z Ziemi Świętej do swojej macierzystej komandorii z siedzibą w Katalonii zostaje wezwany przez przełożonych młody templariusz Guillem de Montclar. Brat Guillem jest szczególnym członkiem zakonu, ponieważ od wczesnej młodości, pod okiem najlepszego z najlepszych w swojej profesji, kształcił się na zakonnego szpiega. Po śmierci swojego mistrza, z którym łączyły go silne więzi emocjonalne, Guillem zdecydował się na porzucenie tego zajęcia, jednak obecnie jego umiejętności wpojone mu przez mistrza stają się potrzebne zakonowi. Przełożeni powierzają mu szczególną i dość enigmatyczną misję. Jego zadaniem staje się ustalenie losu jednego ze współbraci, który zaginął bez wieści. Rzecz na tym etapie nie byłaby może jeszcze szczególnie niecodzienna, jednak pewną trudność stanowi fakt, że brat Serpentarius zaginął sto lat wcześniej. Guillem de Montclar dowiaduje się, że zakonowi zależy na ustaleniu jego losów dlatego, że Serpentarius był najlepszym w historii zgromadzenia konstruktorem i budowniczym katedr. Co więcej, zaniepokojenie i zainteresowanie Templariuszy wzbudza fakt, że owiany już niemal legendą Serpentarius był osobnikiem mocno niesubordynowanym. Do tego stopnia, że jego przełożeni nie byli w stanie wskazać nawet gdzie przebywał przez dużą część swojej służby, ani - co gorsza - czym się zajmował. Dopiero zaledwie parę ostatnich lat przed swoim zaginięciem spędził w zakonnej twierdzy Miravet, gdzie pracował wraz ze swoim pomocnikiem, nad odkryciami, które stanowią dla hierarchów zakonu kolejną intrygującą zagadkę. Losów Serpentariusza nie udało się ustalić sługom zakonu przez niespełna cały wiek, ale oto podczas generalnego remontu w twierdzy odkryto zapomnianą i zamurowaną komnatę, która okazała się należeć do Serpentariusza i jego ucznia. A w niej natknięto się m. in. na pewien intrygujący metalowy przedmiot o niewiadomym przeznaczeniu. Jednocześnie w położonym nieopodal opactwie Santa Maria del Maseles, a w zasadzie w przynależącym do niego lesie Fontsanta dochodzi do potwornej zbrodni. Zostaje zamordowana mała dziewczynka, córka miejscowego kowala. Niedługo potem, w tym samym miejscu odkryte zostają zwłoki Huga de Castellar, miejscowego szlachcica. Na mieszkańców pada blady strach, tym bardziej że zaczynają sobie przypominać, że do podobnej serii zbrodni w tym miejscu doszło już kilkadziesiąt lat wcześniej. Mnożą się wątpliwości i podejrzenia, że zbrodnie te mają jakiś związek z wygasłym już kultem miejscowej świętej Iscli, z którym związane były cokolwiek pogańskie w swej istocie obrzędy. Opat zakonu Santa Maria, który swoją drogą chce przywrócić świętej właściwe jej miejsce, zwraca się o pomoc do Templariuszy, którzy i tą zagadką obarczają Guillema de Montclar, do pomocy przydzielając mu byłego szpiega Folcha i rezolutnego giermka Ebre.
           "Labirynt węża" to klasyczny przykład jak można spieprzyć całkiem sensowny, nawet jeśli nie oryginalny pomysł. Jest to też powieść (swoją drogą obowiązkowo wchodząca w skład trylogii, czy wręcz cyklu) która powstała na fali naśladownictwa "Imienia róży". Ale naśladownictwo to jest tak niemożliwie nieudolne, że zęby bolą. Przede wszystkim trzeba ostrzec, że czyta się to źle. Choć początki zdają się być obiecujące, to szybko następuje otrzeźwienie. Powieść razi naiwnością. To, co dla czytelnika jest jaskrawo oczywiste, dla postaci - w tym jakże przenikliwego i zaradnego Guillema de Montclar, ostatecznie szpiega zakonu, szkolonego przez najwybitniejszego z tego fachu - okazuje się zagadką którą rozwiązują w bólach i mozole na przestrzeni kilkuset stron. Swoją drogą, ta powieść robi wrażenie pisanej na metry bieżące. Razi również bardzo dziecięca niemal naiwność i prostota intelektualna i emocjonalna postaci. Pomijając już w ogóle zagadnienie braku jakiejkolwiek rzeczowej psychologii. Męczy kiedy bohaterowie nie są w stanie przyjąć do wiadomości prawdziwych oczywistości tylko dlatego, że przecież "to niepojęte". A do tego wszystkiego doprawdy żałosne wrażenie sprawia kiedy autorka usiłuje na siłę wykrzesać z tej opowieści elementy grozy. To przerażenie które ma towarzyszyć odkrywaniu kolejnych elementów zagadki (którą swoją drogą czytelnik zdążył już dawno przejrzeć) jest podane w manierze tak teatralnej, że aż przeradza się w karykaturę. No ileż razy można blednąć ze strachu i chorować z emocji, na litość boską? Jedyna może troszkę cenniejsze refleksja, jaka się wiąże z tą powieścią dotyczy sposobu prezentowania umysłowości przeciętnego człowieka wieków średnich. Popkultura przyzwyczaiła nas do myślenia o tym zagadnieniu w sposób analogiczny do tego, w jaki pseudo- czy może protopedagogika XVIII i XIX wieku kazała myśleć o dziecku - że jest to po prostu miniaturowa wersja dorosłego, która poza rozmiarami od dorosłego nie różni się niczym i w związku z tym należy i można od niej wymagać tego samego, co od dorosłego. Zakładamy zatem apriorycznie, że przeciętny mieszkaniec hiszpańskiej dalekiej prowincji w XIII wieku niewiele w swojej umysłowości, intelekcie, emocjonalności i pojmowaniu świata będzie się różnił od współczesnego nam jego odpowiednika. A przecież to wcale nie musi być prawda. Ba, najprawdopodobniej nie jest. I to stąd może ta moja irytacja potencjalnym ograniczeniem umysłowym postaci pojawiających się na kartach "Labiryntu węża". Ale jest równie, a może nawet bardziej możliwe, że staram się oto na siłę dopasować jakąś ideologię do karygodnej nieudolności pisarskiej Núrii Masot. Za to muszę pochwalić robotę tłumaczki Barbary Jaroszuk. Naprawdę zadziwiająco dobry, świadomy i przypuszczam, że nie niewolniczy przekład. Całość oczywiście gorąco odradzam.

Stella
Tytuł: Labirynt Węża
Tytuł oryginalny: El laberinto de la serpiente
Data wydania: 8 marca 2007
Autor: Núria Masot
Przekład: Barbara Jaroszuk
Wydawca: Muza
Cykl: Guillem de Montclar
ISBN 978-83-7495-126-5
Format: 430s. 145×205mm
Cena: 34,90


W sieci, związane z tematem:
Núria Masot w serwisie Lubimy Czytać
Szlak Tempalriuszy