Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Dziewczyna, która igrała z ogniem" Stiega Larssona


 


           09 maja 2010 r. Tym razem - to jest w przypadku drugiego tomu trylogii Stiega Larssona "Dziewczyna, która igrała z ogniem" - gdybym nadawała moim notkom tytuły prawdopodobnie napisałabym: "Sponsorem dzisiejszego odcina są [i tutaj długa lista firm i produktów wymienionych detalicznie przez autora w tekście]".
           To właśnie jest pierwszą sprawą, która kojarzy mi się z tą książką. Biorąc pod uwagę manierę Larssona polegającą na skrupulatnym wymienianiu prawie wszystkich produktów nabywanych przez postaci z nazwy a czasami także producenta i innych właściwości technicznych, można dojść do przekonania, że autor uprawia tutaj jakiś niezdrowy product placement. Nie wiedzieć czemu Larssonowi nie wystarcza podać informacji, że np. Lisbeth Salander kupiła papierosy. Czytelnik musi się dowiedzieć, że to były papierosy Marlboro. Salander nie kupiła po prostu pizzy, tylko Billy's Pan Pizza. Mikael Blomkvist nie jechał pociągiem, tylko X2000, itp., itd. Jest to oczywiście całkowicie zbędne i nie służy absolutnie niczemu poza wypełnianiem przestrzeni na kartce. Odnosi się wrażenie, że Stieg Larsson był za bardzo przywiązany do idei płatności za wierszówkę. A to niestety jedynie potęguje odczucie znudzenia. Otóż czytając "Dziewczynę, która igrała z ogniem" przez większość czasu nudziłam się jak mops.

                      

           Zaczyna się od tego, że Lisbeth Salander po pamiętnych wydarzeniach z pierwszej części "Millenium" skutkiem to których stała się osobą nieprzyzwoicie wprost bogatą, ale także stwierdziła, że bardzo głupio zakochała się w Blomkviście, postanowiła coś ze sobą zrobić. W tym celu poddała się operacji powiększenia biustu, a także wyjechała ze Szwecji na rok, kiedy to podróżowała po świecie. Pierwsza część powieści dotyczy właśnie przygód, które ją spotkały podczas ostatniego etapu tej podróży, co daje czytelnikowi do myślenia, bowiem wygląda na to, że początkowo Larsson miał zupełnie inny pomysł na tę powieść. Następnie go zarzucił, ale tak jakby szkoda mu było już napisanego kawałka, więc nie zdecydował się na odważny krok i wykreślenie tego etapu w całości. A szkoda. Początki są bowiem przydługawe i mają się w zasadzie nijak do reszty. Tym samym Larssonowi można postawić zarzut karygodnych braków w konstrukcji literackiej jego kryminału. Znowu niestety można powtórzyć to, co napisałam podając wrażenia z pierwszej części - więcej przekonywającej i przemyślanej intrygi, mniej parafernaliów. Tymczasem w "Dziewczynie, która igrała z ogniem" proporcje te mamy chyba jeszcze bardziej zaburzone na niekorzyść intrygi, niż w "Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet". Niestety, w tej 700 stronicowej powieści pełnowartościowego materiału jest najwyżej może na jakieś 300 - 350 stron i tyle też powinno być. Cała reszta to nic nie wnoszące dreptanie w miejscu i nudne przekonywanie czytelnika do słuszności swoich racji. A zatem do tego, że Lisbeth Salander nie jest oszalałą morderczynią, że lewicowość poglądów ze szczególnym uwzględnieniem tolerancji i akceptacji dla odmiennych orientacji seksualnych jest konieczna dla właściwego funkcjonowania społeczeństwa, że produkty Apple są lepsze od produktów nie-Apple, że Lisbeth Salander jest genialnym hackerem, że w Ikei siła, że należy bezwzględnie zwalczać przejawy agresji i przemocy w tym szczególnie na tle seksualnym, że należy równie bezwzględnie zwalczać handel żywym towarem i że jest to olbrzymi, palący problem w Szwecji, który niewydolne władze zamiatają pod dywan, itd.. Wiele z tych myśli należy moim zdaniem zaakceptować, jednak ta nachalność w indoktrynacji staje się nieznośna i powoduje śmieszność.
           Jednym z jej przejawów jest to, że Larsson konstruuje swój książkowy świat w oparciu o wyraźny czarno - biały schemat. Bad guys to praktycznie wyłącznie mężczyźni, tknięci homofobią i mizoginizmem. Z kolei po stronie dobrych oprócz oczywiście Mikalea Blomkvista pojawiają się postaci wyzwolone i ogólnie światłe. Zaczynam powoli mieć wrażenie, że gdyby Larsson miał skrzywienie w inną stronę, to dobrze by pasował do psychiatryka24 i jego pochodnych. I piszę to pomimo osobistego podzielania jego lewicującego światopoglądu.
           Nie chcę tutaj roztrząsać kwestii szczegółowych, bo uważam, że to nie jest właściwe miejsce, niemniej nie powstrzymam się od dwóch uwag. Po pierwsze z jednej strony tak nieustępliwą krytykę przypuszcza Larsson na mizoginizm, ale z drugiej strony można nabrać wątpliwości, czy przypadkiem jego książkowe alter ego - Mikael Blomkvist w całym swoim feminizmie nie jest swego rodzaju mizoginem 2.0. Te niestworzone korowody kochanek przewijających się przez jego łóżko dają tu trochę do myślenia. Niby wszystko jest w porządku, niby taki układ, ale... Swoją drogą to też dodaje ostro do lolkontentu. Jest mniej więcej tak, że kiedy tylko pojawia się jakaś nowa postać kobieca, to o ile ma lat więcej niż (dla przyzwoitości) 17 i mniej niż 70 zaczynam się zastanawiać kiedy bezpardonowo zaciągnie Mikaela Blomkvista do łóżka (na co on bezwolnie przystanie), a kiedy zdarzy się, że tak się nie dzieje, to jestem autentycznie zaskoczona.
           Po drugie nasycenie, a w zasadzie przesycenie światopoglądowe występuje tutaj w naprawdę dużym stężeniu i podane kawa na ławę, co nie dodaje powieści uroku. I jeszcze jedno - ta nieszczególnie zrozumiała dla mnie mania przykładnego gadżeciarza (znajdująca wyraz nie tylko w "szpanowaniu" przynajmniej rzekomą wiedzą o produktach określonych firm, ale ogólnie swego rodzaju kultem marki) jakoś mi się kłóci z wizją lewicującego egalitaryzmu.
           A nadto - i to jest już prawdziwa wisienka na torcie - mamy tu jeszcze dodatkowo mroczną tajemnicę rodzinną Lisbeth Salander i - uwaga - Salander autentycznie powracającą zza grobu. Nie przesadzam, nie koloryzuję. Naprawdę Salander otrzymuje kulkę w łeb, zostaje pogrzebana w płytkim grobie, a następnie odzyskawszy przytomność się z niego wygrzebuje własnoręcznie. Potem w pewnym momencie dotyka swojego odsłoniętego mózgu. Naprawdę. Serio-serio. No lols.
           Jak to wszystko można zatem podsumować? Chyba tylko tak, że naprawdę nie wiem co stanowi podstawę sukcesu tych powieści Larssona. Ani to nie jest jakoś szczególnie mądre, ani naprawdę zgrabnie napisane. Zastanawiam się czy ostatnia część z wydanego cyklu jakoś mi w tym wszystkim pomoże. Może wreszcie zrozumiem dlaczego miliony much nie mogą się mylić.

Stella


Tytuł: Dziewczyna, która igrała z ogniem
Tytuł oryginalny: Flickan som lekte med elden
Autor: Stieg Larsson
Przekład: Paulina Rosińska
Wydawca: Czarna Owca
Cykl: Millenium
Format: 704s. 135×210mm; oprawa twarda
Cena: 49,90 zł
Data wydania: październik 2009

W sieci, związane z tematem:


W sieci, związane z tematem:
Strona wydawnictwa Czarna Owca
Polska strona Stiega Larssona
Tekst Anny Kańtoch o Larssonie w Esensji
Stieg Larsson - strona oficjalna
Larsson Trilogy
Strona oficjalna szwedzkiej służby bezpieczeństwa SÄPO
My z IV Międzynarodówki - rozmowa z prof. Hakanem Blomqvistem