Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Letnie drzewo" Guy'a Gavriela Kay'a


 


           23 kwietnia 2011 r.
           Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo brakowało mi magii zaklętej w pisarstwie Guy'a Gavriela Kay'a. Dopiero lektura pierwszego tomu "Fionavarskiego Gobelinu"(dodajmy że ekspresowa lektura) pozwoliła mi sobie przypomnieć i - niestety - zatęsknić, bo widoki na dalsze tomy tej trylogii mam najwyżej mgliste.
            "Letnie drzewo" rozpoczynało się ku mojemu zaskoczeniu i pewnemu niepokojowi w jak najbardziej naszej rzeczywistości. Konkretnie na terenie należącym do uniwersytetu w Toronto, gdzie pięcioro znajomych spotkało się przy okazji odczytu wygłaszanego w ramach II Międzynarodowej Konferencji Celtyckiej przez uznany autorytet w dziedzinie wierzeń celtyckich - dra Lorenzo Marcusa. Gratka to tym bardziej niesłychana, że dr Marcus znany jest również z tego, że bardzo stroni od towarzystwa ze szczególnym uwzględnieniem wystąpień publicznych. Sami organizatorzy zdają się być zaskoczeni faktem przyjęcia przez niego zaproszenia. Tymczasem bardzo szybko okazuje się, że o ile dr Marcus doskonale sprawdza się w roli prelegenta, o tyle żadną miarą nie ma ochoty brać udziału w następującym po wykładzie bankiecie. Tutaj właśnie na scenę wkracza jego mocno zbudowany, ale bardzo niski sekretarz Matt Sören, który zupełnie niespodziewanie zaczepia piątkę naszych znajomych (Kevin Laine, Paul Schafer, Jennifer Lowell, Kimberly Ford i nieco przypadkowo Dave Martyniuk) i proponuje im pewien interesujący układ. Kim zgadza się odegrać rolę kuzynki dra Marcusa, który tym samym zyska pretekst do opuszczenia bankietu wymawiając się sprawami rodzinnymi. Kiedy wreszcie wesoła ferajna znajdzie się w pokoju hotelowym dra Marcusa, okaże się że tak naprawdę jest on kimś zupełnie innym, i - co ważniejsze - pochodzącym skąd inąd. Naprawdę Lorenzo Marcus nazywa się Loren Srebrny Płaszcz i jest jednym z magów Najwyższego Królestwa Brenninu, który jest jednym z krajów Fionavaru - pierwszego ze światów, którego pozostałe światy (w tym nasz) są jedynie kopiami. Loren prosi o wyświadczenie mu przysługi, która ma polegać na udaniu się wraz z nim do jego świata, gdzie najwyższy król Brenninu Ailell właśnie obchodzi pięćdziesiątą rocznicę panowania. Pierwszy mag Metran wymyślił sobie, że będzie wskazane, aby magowie uczcili to wydarzenie takim pokazem mocy jak sprowadzenie kogoś z innego ze światów. Szczególnie Lorenowi zdaje się zależeć na Kimberly. Kiedy jednak nasza piątka (o której celowo nie piszę "piątka przyjaciół", przynajmniej jeszcze nie) trafia do Fionavaru sprawy zaczynają się układać inaczej niż zaplanowano.
            Zdecydowanie widać tutaj wyraźne wpływy wizji fantasy ugruntowanej przez J.R.R. Tolkiena, czyli takiej, jaką dzisiaj określa się przymiotnikiem klasyczna. Ale chyba nikt tak nie pisze tego rodzaju fantasy, jak czyni to G.G. Kay. A tym razem, muszę powiedzieć, że mam podstawy aby tak napisać. Bezpośrednio bowiem przez lekturą "Letniego drzewa" usiłowałam przeczytać "Lyonesse" J. Vance'a i próba się nie powiodła. A tamto to przecież również fantasy klasyczne w szerokim znaczeniu. Zatem potwierdza się raz jeszcze, że to nie charakter, a styl jest tym co powoduje, że pewne powieści są dla mnie absolutnie magiczne, a inne zdecydowanie nie. A styl G.G. Kay'a jest w "Letnim drzewie" najlepszym z najlepszych. Nie tylko rytm, który uwodzi i wciąga tak, że przytrzymanie mnie przy lekturze do 3:00 nad ranem nie stanowi żadnego problemu. Nie tylko rozmach z jakim G.G. Kay kreuje swój fionavarski świat, jego podstawy, bogów, koncepcja magii i wszystko co się z nią wiąże i jego historia. Ale także mistrzowsko poprowadzone postaci (nawet jeśli ogółem dość archetypiczne) i przede wszystkim to, co jest już znakiem rozpoznawczym autora - subtelnie odmalowane emocje i elektryzująco przedstawione interakcje pomiędzy bohaterami. To właśnie z ich powodu w zasadzie z bezkrytycznym zachwytem podchodzę do pisarstwa Kay'a. I w tym przypadku również jestem przekonana, że dałoby się postawić jakiegoś rodzaju zarzuty (choćby o zbyt wyraźna zapatrzenie z klimat "Władcy Pierścieni"), to jednak jedynym, który wydaje mi się sensowny jest fakt, że "Fiovanarski Gobelin" został wydany w Polsce tylko raz, zbyt dawno temu (1995 r.) i o ile mi wiadomo niestety nie można liczyć na wznowienia, a nakład dawno temu się oczywiście wyczerpał. Jest to jednak zarzut, którego żadną miarą nie sposób kierować pod adresem autora.Po raz kolejny zostałam uwiedziona magią G.G. Kay'a. Zdecydowanie tego mi było trzeba.

Stella


autor: Guy Gavriel Kay
tytuł: Fionavarski gobelin 1. Letnie drzewo
tytuł oryginału: The Summer Tree
tłumaczenie: Dorota Żywno
ISBN: 83-86530-73-1
data wydania: 01-01-1995
wymiary: 125x185 mm
oprawa: Miękka
liczba stron: 400
wydawnictwo: Zysk i S-ka


W sieci, związane z tematem:
Strona oficjalna autora
"Złocista nić w gobelinie fantasy" - rozmowa Agnieszki Sylwanowicz z autorem
Guy Gavriel Kay’s The Summer Tree: Review