Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach
Recenzja powieści "Lwy Al - Rassanu" Guya Gavriela Kaya:


          W wyjątkowych czasach, czasach "złotej pełni lata", w tym najgorszym z możliwych czasie - w czasie szczytu wszystkiego, kiedy jedyna ścieżka jaka jest możliwa prowadzi już tylko w dół, w powieści Gaya Gavriela Kaya "Lwy Al-Rassanu" los splata ze sobą drogi trojga nietuzinkowych osób. Rodrigo Belmonte jest dżadytą (wyznawcą Dżada - boga słońca, czyli w naszej rzeczywistości chrześcijaninem), dowódcą kochanym i szanowanym doborowego oddziału Jeźdźców króla Valledo Ramira, ojcem kilkunastoletnich bliźniaków: Fernana i Diego, mężem porywającej kobiety. Jest niezrównanym dowódcą, szlachetnym wojownikiem, przenikliwym i inteligentnym człowiekiem.
          Ammar ibn Khairan jest drugą połową duszy Rodriga Belmonte. Aszaryckim (po naszemu muzułmańskim) niedoścignionym w swojej subtelności poetą i dyplomatą, natchnionym wojownikiem, wprost legendarnie błyskotliwym mężem stanu.Dżehana bet Iszak jest Kindathijką (czyli Żydówką), lekarką biegłą w swojej profesji, choć nie aż tak jak jej ojciec Iszak ben Jonannon, kolejna żyjąca legenda. Dżehana jest także osobą obdarzoną ostrzem inteligencji, szybkością rozumowania, intuicją, mądrością i wiedzą.
          Jest absolutnie niemożliwe, żeby te trzy osoby w jakiejś bliższej nam rzeczywistości się ze sobą zetknęły inaczej niż co najwyżej pośrednio (przynajmniej w przypadku dwóch pierwszych). Ale "Lwy Al-Rassanu", choć bez najmniejszych wątpliwości czerpią z jak najbardziej bliższej nam rzeczywistości, to nią nie są. Jest to za to opowieść tysiąca i jednej nocy, skomplikowana i zajmująca jak wyrafinowana arabeska. Tu jest możliwe, że tych troje spotyka się, spędza razem czas, który jest utkany ze złota i kości słoniowej, ze słów, które mogłyby być milczeniem i milczenia bardziej wymownego niż słowa. Z gestów i zawoalowanych znaczeń, a przecież tak wyraźnie czytelnych, jednak nie dla wszystkich. Czas przetykany coraz bardziej obficie krwią i pożogą, strachem i niepewnością jutra, a coraz mniej wysublimowanym żartem i wyrafinowaną poezją miliona znaczeń. Czas schyłku. Czas, w którym jedna kobieta zaczyna czuć miłość do dwóch mężczyzn, jeden z mężczyzn kocha dwie kobiety, drugi z nich tylko tę jedną. Bo nic innego nie jest możliwe pod tym słońcem, księżycami i gwiazdami.
          Oczywiście ta arabeska ma tak wiele niuansów, taką liczbę barw i ich odcieni, które przeplatają się ze sobą, wpływają na siebie nawzajem, tkają tę opowieść, że jej przedstawienie będzie zawsze nieudolnym cieniem oryginału. "Lwy Al-Rassanu" to powieść, o której trudno pisać, bo jej się nie czyta. Ją się czuje sercem. Można by z pewnością powiedzieć, że jej zasadnicza myśl jest tak wyeksploatowana, że aż wyświechtana. W takim wypadku trzeba by również powiedzieć, że wyświechtana jest potrzeba poezji, fontanny i spokojnego wieczoru, którą człowiek nosi w sercu. I tęsknota za godziną pełni. Arabeska o przemijaniu światów, ludzi i - co w tym wszystkim szczególnie bolesne - przyjaźni, w tym między kobietą a mężczyzną, która nie może trwać, z jakichś przyczyn musi przemienić się w coś niebotycznie większego, albo żałośnie skarłowacieć. Albo...


Stella



autor: Guy Gavriel Kay
tytuł: Lwy Al-Rassanu
tytuł oryginału: The Lions of Al-Rassan
liczba stron: 500
miejsce wydania: Warszawa
rok wydania: 2006
wydawca: Mag


W sieci, związane z tematem:
Strona oficjalna autora
"Złocista nić w gobelinie fantasy" - rozmowa Agnieszki Sylwanowicz z autorem
Anna Kańtoch recenzuje "Lwy Al - Rassanu"
Aga Chojnowska recenzuje "Lwy Al - Rassanu"
Stella recenzuje "Sarantyńską Mozaikę"