Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach


Recenzja powieści "Prędkość mroku" Elizabeth Moon




          Jeżeli przyjmiemy założenie, że o formacie dzieła świadczy jego ponadczasowość, wtedy z pewnością należy w poczet dzieł literackich zaliczyć powieść Elizabeth Moon "Prędkość mroku" uhonorowaną w roku 2003 nagrodą Nebula.
          Czytelnik, który nie przepada za sztafażem SF w literaturze nie powinien żywić żadnych obaw w związku z tą powieścią. Istotnie, została sklasyfikowana jako powieść z nurtu SF, jednak - co może z kolei zaskoczyć miłośnika laserów, statków kosmicznych i podróży międzygwiezdnych - elementów tradycyjnie kojarzonych z SF w "Prędkości mroku" się nie uświadczy. Gdybyśmy chcieli koniecznie wpisać tę powieść w jakiś konkretny nurt to chyba należałoby raczej w pierwszej kolejności wskazać na thriller medyczny spod znaku Robina Cooka z leciutko zaznaczonymi elementami fantastyki naukowej.
          Lou Arrendale urodził się na przełomie XX i XXI wieku jako osoba dotknięta autyzmem. W tym czasie nastąpił olbrzymi postęp w zakresie terapii schorzeń neurologicznych w tym autyzmu, pozwalający na jego zdiagnozowanie i całkowite wyleczenie jeszcze w fazie prenatalnej, a najpóźniej we wczesnym dzieciństwie. Jednak Lou urodził się zbyt wcześnie i w stosunku do niego nie można było już zastosować tej rewolucyjnej metody. Wobec tego jako osoba dotknięta autyzmem był poddawany wszelkiemu dostępnemu leczeniu i terapiom, które pozwoliły mu nauczyć się jako takiego samodzielnego funkcjonowania w społeczeństwie. Szczególnie, że Lou i jemu podobni koledzy z pracy: Linda, Bailey, Cameron, Chuy, Eric i Dale posiadają ponadprzeciętne uzdolnienia do tworzenia, wyszukiwania i analizowania skomplikowanych wzorów, przez co są cenionymi pracownikami firmy farmaceutycznej, która wykorzystuje te wzory w swoich produktach jako zabezpieczenie przed ich podrobieniem. Praca stanowi dla Lou chyba najistotniejszy z elementów jego życia. Życia, które jest pedantycznie uporządkowane i polega na wykonywaniu codziennych czynności w ustalonym z góry porządku. Życia, którego bohater nie lubi modyfikować, choć w razie potrzeby jest do tego zdolny. Jednym z zajęć Lou jest szermierka. Fechtuje się u swoich nauczycieli a zarazem przyjaciół Toma i Lucii, gdzie co tydzień na treningu spotyka się z grupą "normalnych" w tym z Marjory, w której się po cichu podkochuje oraz Donem, który jest zazdrosny nie tylko o Marjory, ale również o sukcesy jakie - z jego punktu widzenia niezasłużenie - odnosi Lou.
          Tymczasem zostaje wynaleziona eksperymentalna metoda leczenia autyzmu u dorosłych zakładająca dokonanie zmian w mózgu chorego przy pomocy biostymulatorów. Metoda sprawdziła się w leczeniu szympansów, jednakże do tej pory nie była stosowana u ludzi. Przełożony Lou i jego współpracowników - Gene Crenshaw, wskazując na rzekome oszczędności dla firmy (która do tej pory musi udostępniać im sprzęty umożliwiające lepsze funkcjonowanie jak sala gimnastyczna i stałe miejsca parkingowe) stara się zmusić ich do poddania się eksperymentalnej kuracji. Lou staje wobec dylematu. Oto otwiera się przed nim możliwość zostania jednym z "normalnych", ale jednocześnie zadaje sobie pytanie, czy nie spowoduje to, że przestanie być sobą? Lekarze zapewniają, co prawda, że poddani kuracji nie utracą swoich szczególnych uzdolnień i zdolności koncentracji, jednak Lou nadal targają wątpliwości.
          "Prędkość mroku" to fascynująca i bardzo zajmująca próba pokazania świata z punktu widzenia człowieka autystycznego. Elizabeth Moon opisuje rzeczywistość tak, jak ją postrzega autystyczny Lou. Uwypukla te jej elementy, które dla niego są ważne i tłumaczy przyczynę ich znaczenia. Pisze o kolorach, zapachach i dźwiękach. Lou prowadzi czytelnika przez muzykę klasyczną, skakanie na trampolinie i obserwowanie kręcących się, połyskliwych spirali, które go uspokajają. Razem z Lou czytelnik mierzy się z sytuacjami w sklepie, w pralni czy na lotnisku dla "normalnego" nie stanowiącymi wyzwania, ale dla Lou, który z racji swojej ułomności ma ograniczony kontakt ze światem innych ludzi i potrzebuje, aby odnosić się do niego z cierpliwością i wyrozumiałością, są przyczyną bardzo wielu stresów. Lou pokazuje czytelnikowi, że niektóre zwyczajowe, idiomatyczne powiedzenia są dla niego - którego rozumowanie jest dosłowne - pozbawione sensu, jednak nauczył się ich znaczenia aby lepiej komunikować się ze światem, co okupione było z pewnością ciężką pracą. Wreszcie Lou prezentuje czytelnikowi niewyobrażalny, fascynujący sposób postrzegania świata poprzez konglomeraty przeróżnych, czasem skomplikowanych, czasem banalnych wzorów, które rozumie dużo lepiej niż cokolwiek innego. Ich obserwowanie, ustalanie, tropienie, tworzenie stanowi dla niego fascynującą przygodę. Może się w nią zanurzyć po sam kres, zatracić się w niej na wiele godzin nie czując żadnych bodźców zewnętrznych jak głód czy niewygoda, że o upływie czasu już nie wspomnę.Lou nie różni się tak znacząco od "normalnych".
          Autorka stworzyła w przypadku "Prędkości mroku" dzieło dojrzałe, bardzo dobrze skonstruowane, przemyślane i - przede wszystkim - napisane w sposób oddający nasze wyobrażenia o tym jak i o czym może myśleć osoba autystyczna. Jej narracja jest nieskomplikowana, skierowana nie tyle na opis wydarzeń, co zdecydowanie do wewnątrz. Przy tym w każdym momencie to, co czytamy jest fascynujące i interesujące. Wręcz nie można się od tej lektury oderwać, czekając w napięciu na odkrycie tego, co spotka Lou na następnej stronie i - co ważniejsze - jak on na to zareaguje, jakie będzie miał w związku z tym przemyślenia, na co zwróci uwagę.
          W kontekście pewnej stylizacji szczególnie godny polecenia jest ostatni rozdział. Moon wspaniale wykorzystuje w nim rytm języka i składnię, żeby wykreować, niemal magicznie, przekonujący nastrój.Szczególnie ciepło wokół serca robiło mi się gdy czytałam te fragmenty powieści, gdzie autorka pisze o uczuciach Lou wobec Marjory. O tym, co on w niej lubi, o tym jak mógłby całą wieczność spędzić na przyglądaniu się wielości odcieni koloru jej włosów i oczu, o tym jak ze sobą fechtują i co w takich chwilach czuje. Lou nie różni się wiele od "normalnych".
          "Prędkość mroku" to powieść o "obcym" (by powrócić do poetyki SF) z jego punktu widzenia. "Obcym", który staje przed szansą zostania "swoim". Może dzięki temu będzie mógł spełnić swoje marzenia. Może jednak obudzi się w nim prawdziwy obcy, ktoś kogo nie zna. Autystyczny Lou musi podjąć decyzję, przed którą zapewne wzdragałoby się bardzo wielu "normalnych".
          Elizabeth Moon przyświecał cel jakim było wyjaśnienie i zbliżenie "normalnych" do autystycznych. Z cała pewnością warto przeczytać tę powieść. Poszerza horyzonty.
          Na zakończenie parę słów należy się również polskiemu wydawcy - wydawnictwo ISA. Wydawca usiłuje wprowadzić na polskim rynku księgarskim porządek właściwy dla rynku brytyjskiego i amerykańskiego gdzie nowość zostaje wydana w formacie hard cover, a dopiero po pewnym czasie wydaje się ją w zdecydowanie niższej cenie w miękkiej okładce.
          Z pewnością "Prędkość mroku" jest powieścią, która ze względu na swój bardzo wysoki poziom zasługuje na porządne wydanie. Jest twarda obwoluta, jest szycie. Jest też dość nieporęczny, nieco większy niż zazwyczaj format (co jeszcze da się przeżyć), naprawdę duża czcionka i szerokie marginesy (znamy te motywy, znamy; pisało się pracę magisterską czcionką rozmiar 14 z odstępami między linjami 1,5 żeby zwiększyć jej objętość, tłumacząc względami estetycznymi i troską o wzrok czytelnika) no i jest, rzecz jasna, cena zbliżona do 40 zł za około 380 stronicową książkę, co spowodowało, że z tą naprawdę godną polecenia powieścią osobiście miałam okazję zapoznać się dopiero teraz, ponad rok po jej wydaniu, kiedy zakupiłam ją w antykwariacie w cenie mającej dużo więcej wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Na marginesie jednak podkreślam, że biorąc pod uwagę sposób wydania, wierzę, że przedstawiona przez wydawcę cena ma swoje ekonomiczne uzasadnienie. Niemniej, jeśli wydawca - jak deklaruje - dąży do osiągnięcia prawdziwie wysokiego poziomu edytorskiego, to winien zwracać uwagę nie tylko na obwolutę, lecz także choćby na papier, na jakim drukuje swoje książki. Naprawdę ten żółknący, szorstki papier nie współgra z porządną obwolutą i ze wszech miar godna polecenia treścią. Zdawać by się mogło, że wydawca, gdy podejmie jakąś decyzje, to powinien się jej konsekwentnie trzymać zdając sobie sprawę z kosztów. Z tym papierem pod kątem edytorskim "Prędkość mroku" wygląda jak wspaniała suknia galowa, spod której wyłazi ordynarna i źle skrojona podszewka. Nadto o klasie wydania świadczy nie tylko wygląd zewnętrzny książki, lecz również, a może nawet przede wszystkim, rzetelność korekty i redakcji odpowiedzialnych również za wskazanie ewentualnych potknieć tłumaczowi i ich naprostowanie. Tymczasem w bogatej tkaninie tej galowej sukni pysznią się następujące, wybrane przykładowo ordynarne dziury:
1. "Muzyka w mojej głowie to Koncert na wiolonczelę nr 2 Brucha." gdzie, jak wynika z kontekstu, chodzi o Bacha. (s. 209).
2. W rozmowie z policjantem. Policjant zadaje Lou pytanie: "Może pan przyjść na stację ?" gdzie z kontekstu wynika, że chodzi o posterunek policji. W języku angielskim "station" to zarówno "stacja" jak i "posterunek policji" włąśnie, jednak w tym przypadku tłumaczenie tego słowa jako "stacja" jest całkowicie pozbawione sensu. (s.212)
3. "(...) tabliczka, który głosi (...)" - nie wymaga komentarza. (s.237)
4. "-Może pomóc - roponuje." Czyżby chodziło o to, że broczy ropą ? Kontekst jednak wskazuje raczej na to, że miało tam być "proponuje". (s.246)
5. Na stronie 323 mamy jeden z przypadków, o których wspominałam wyżej. Lou rozstrząsa znaczenie wyrażenia idiomatycznego "to be glad/happy for sb.", które zostało przetłumaczone moim zdaniem słusznie jako: "cieszę się ze względu na was". Tyle tylko, że w dalszej części swoich rozważań Lou podnosi, że to "kolejne wyrażenie, które brane dosłownie nie ma żadnego sensu. (...) nie mogę odczuwać czegoś za kogoś." Całość jest zrozumiała, gdy czytelnik domyśli się o jak brzmiące w języku oryginału wyrażenie idiomatyczne będzie chodzić, bo tłumaczenie dosłowne brzmi: "jestem zadowolony/szczęśliwy ZA/DLA ciebie". Wobec tych subtelności znaczeniowych, dla rozszyfrowania których znajomość języka oryginału jest niezbędna, zdziwienie budzi fakt, że brakuje stosownego przypisu tłumacza. Szczególnie, że w innych miejscach, praktyka stosowania przypisów jak najbardziej występuje (np. strony 10 i 11).
6. "Zaglądam do szuflad i biurka i widzę tę samą stertę książki". Zaiste, szczególna musiała to być książka, która sama jedna utworzyła stertę... (s.350)
          Wreszcie trzeba podkreślić, że po około roku od pierwszego wydania "Prędkości mroku" w Polsce w formacie HC nadal czekamy na wydanie miękkookładkowe, o którym ani widu, ani słychu. To również zdaje się świadczyć, iż wydawca mimo chęci nie dorósł do wysokości wyznaczonego sobie ambitnego standardu. Może zasadnym byłoby w tym przypadku rozważenie zastosowania się do reguły "mierz zamiar podług sił"?


Stella


autor: Elizabeth Moon
tytuł: Prędkość Mroku
tytuł oryginału: The Speed of Dark
język oryginału: angielski
liczba stron: 384
miejsce wydania: Warszawa
rok wydania: 2005
wydawca: ISA


W sieci, związane z tematem:
Wywiad dla wotmania.com
Fragment powieści
Strona oficjalna autorki