Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści Wiktora Pielewina "Mały palec Buddy" (oryg.: "Czapajew i Pustota"):


 



          Do lektury powieści Wiktora Pielewina "Mały palec Buddy" (oryg.: "Czapajew i Pustota") przymierzałam się parokrotnie. Za każdym razem jednak po przeczytaniu kilkunastu początkowych stron odkładałam książkę do nadejścia lepszych czasów. Prawdę mówiąc, powoli przestawałam wierzyć, że kiedykolwiek te "lepsze czasy" nadejdą. Jednak okazałam się osobą małej wiary, albowiem ostatecznie powieść przeczytałam, choć uważam ją za pozycję stosunkowo trudną.
Tytułem wstępu trzeba napisać, że nie należę do miłośników literatury rosyjskiej. Nie chodzi mi tutaj oto, że jej nie lubię. W grę wchodzi tu fakt, że jej po prostu nie znam. Z jakichś przyczyn, których natury nie jestem w stanie dostatecznie zidentyfikować, (aczkolwiek moje lenistwo będzie wśród nich zajmować z pewnością poczesne miejsce) naprawdę niewiele czytałam literatury rosyjskiej. Czy powieść Pielewina skłoni mnie do zmiany tego stanu? Póki co, z całym szacunkiem, chyba jednak nie.
Wspominałam już, że uważam "Mały palec Buddy" za powieść dość trudną w odbiorze. Związane jest to, w moim przypadku, z intelektualnie trudną materią jaką autor porusza. Całość jest bowiem rozważaniem na temat istoty świata i człowieka oraz roli jaką człowiek w tym świecie i dla niego odgrywa. W tym aspekcie jest tu bardzo wiele rozważań, które jako żywo - o ile są podane na serio - przypominają niezrozumiały bełkot. Jednak wydaje mi się, że trzeba pamiętać, iż jest to również, a raczej przede wszystkim, powieść o "duszy rosyjskiej". Można się tutaj doszukiwać zgrabnego komentarza zarówno do realiów Rosji lat 90-tych jak i czasów schyłku pierwszej wojny światowej.
          Główny bohater Piotr Pusto - literat, jest pensjonariuszem domu wariatów z powodu rozdwojenia osobowości. Z tej przyczyny żyje równolegle pod koniec I wojny światowej, gdzie jest komisarzem i dowódcą w oddziale Czapajewa, który zwraca się do niego per Pietka. (Na marginesie - na tej kanwie należy wspomnieć o przykładzie kunsztu narratorskiego Pielewina, o czym niżej, we fragmencie, gdzie współpensjonariusze opowiadają Piotrowi popularne kawały o Czapajewie, Pietce i Ance, a on prostuje zawarte w nich historyjki). Podróżując z Czapajewem i Anną cekaemistką Piotr prowadzi niekończące się rozmowy o charakterze egzystencjalnym z samym Czapajewem, który staje się dla niego swego rodzaju guru - przewodnikiem duchowym, jak i z Kotowskim a nawet baronem von Ungern. Czapajew dąży do tego, aby Piotr pojął, że nic nie istnieje, nie jest rzeczywiste. Bo kiedy Piotr pojmie tę prawdę, otworem staną dla niego drzwi do Mongolii Wewnętrznej - całkowitej wolności. Znając choćby powierzchownie dzieje barona von Ungerna nie sposób teraz się dziwić temu, że postać ta pojawia się na kartach "Małego palca Buddy".
          Trzeba koniecznie powiedzieć, że narracja Wiktora Pielewina jest naprawdę najwyższej próby. Co prawda na początku napisałam, że nie znam literatury rosyjskiej i jest to fakt. Jednak parę (naprawdę niewiele) pozycji z tej literatury czytałam. Myślę, ze na tej (wątłej, bo wątłej) podstawie mogę jednak stwierdzić, że ten typ narracji jest bardzo rosyjski. Co mam na myśli? To trudno ująć w słowa. Jednak bez wątpienia jest u Pielewina klimat, który nie pozostawia miejsca na wątpliwości. Jest melancholia i zaduma przetykana inteligentnym humorem, rozważaniami filozoficznymi i wódką, kokainą i grzybkami - halucynkami. Pozwolę sobie przytoczyć dość obszerny, ale uroczy fragment. Występujące w nim dramatis personae Wołodin, Szurik i Kolan są rosyjskimi gangsterami, którzy wybrali się do lasu celem poeksperymentowania z grzybkami. W pewnym momencie Wołodin (najbardziej doświadczony) zaczyna opowiadać o wiecznym haju i usiłuje wyjaśnić istotę tego zjawiska. Pokrótce - o ile zrozumiałam - to jest to coś w rodzaju miłości Bożej jaką się odczuwa autentycznie i nieprzerwanie.
"- Tu nie chodzi o narkotyki - powiedział Wołodin - Tu o wiele większy szmal można stracić [gdyby wiedza o wiecznym haju była powszechna - przyp. mój]. Przecież jak sie do wiecznego haju dorwiesz, nie będzie ci potrzebna ani bryka, ani benzyna, ani pornosy, ani telewizor. I innym także. I co wtedy będzie?
-P...da. Wszystkiemu koniec - Szurik rozejrzał się dookoła - Koniec całej kultury i cywilizacji. Jasna sprawa."

Urocze, prawda? Oczywiście trzebaby się dowiedzieć, jak się na własną rękę do wiecznego haju dostać. Wołodin tłumaczy, że trzeba się od wszystkich wewnętrznych uwarunkowań uwolnić:
"-Pamiętasz jak mówiliśmy o wewnętrznym prokuratorze?
-Pamiętam. Ten, co za rozróbę posadzić może. Jak Raskolnikowa, co babkę ukatrupił. Myślał, ze jego wewnętrzny adwokat go odpucuje, ale nie wyszło.
-No właśnie. A jak myślisz, kto jest tym wewnętrznym prokuratorem?
-Nie wiem. Pewno ja sam, jakaś moja cześć. Kto by jeszcze?
-A wewnętrzny adwokat, który cię wyklepuje?
-Najpewniej też ja sam. Chociaż dziwnie wychodzi, że sam na siebie sprawę zakładam i sam się wyklepuję.
-Nic dziwnego. Zawsze tak się dzieje. Teraz wyobraź sobie, że cię ten twój wewnętrzny prokurator posadził, wszyscy twoi wewnętrzni adwokaci skrewili, no i siadłeś pod celą w swoim wewnętrznym mamrze. A przy tym wszystkim pozostaje - wyobraź sobie - ktoś czwarty, kogo nikt nigdzie nie pociągnie, którego nie można nazwać ani prokuratorem, ani tym, któremu on sprawę zakłada, ani adwokatem. Który nigdy w żadną sprawę nie wchodzi - nie jest ani urką, ani człowiekiem, ani mentem.
-Wyobraziłem sobie
-No więc ten czwarty, to właśnie ten na wiecznym haju (...)"

Dalej jest ciekawiej:
"[Kolan] -Toś ty, Wołodin, nawtykał nam wtedy o wewnętrznym prokuratorze - powiedział.
-Ja? Jak to? - zdziwił się Wołodin.
-A tak to. Potem mi Mały Wowczyk dał taką książkę, gdzie wszystko o tym jest wyhaftowane, dobrze wyhaftowane, faktycznie. Napisał ją Nietzsche. I tam, kurwa, tak zawile nawija, żeby normalny człowiek nie zrozumiał, ale wszystko cwanie. Wowczyk specjalnie jednego profesora głodomora najął, posadził przy nim małolata, co po naszemu kuma, i oni oba przez miesiąc doprowadzili ją do zrozumiałości, tak żeby cała hewra mogła przeczytać. Przetłumaczył na normalne. Krótko mówiąc tego twojego wewnętrznego menta trzeba rąbnąć i tyle. I nikt nas wtedy nie ruszy, zrozumiałeś?
-Coś ty, Kolan? - serdecznie, a nawet jakby współczująco spytał Wołodin - Pomyślałeś co mówisz? Wiesz co za menta dostaniesz?
Kolan roześmiał się.
-Od kogo? Od innych wewnętrznych mentów? O to przecież chodzi, że wszystkich ich trzeba rąbnąć.
-No dobra - powiedział Wołodin - przypuśćmy, żeś wszystkich wewnętrznych mentów rąbnął. To przecież wtedy weźmie się za ciebie wewnętrzne ZOMO.
-Ja twoją gadkę na kilometr z góry widzę - rzekł Kolan. - Potem będziesz miał wewnętrzne KGB i jeszcze wewnętrzną grupę "Alfa", i tak dalej. A ja ci na to powiem tak - wszystkich ich rąbnę i zostanę swoim wewnętrznym prezydentem."
-Dobra - powiedział Wołodin. - Przypuśćmy, że zostałeś swoim wewnętrznym prezydentem i nawiedzają cię jakieś wątpliwości, co wtedy robisz?
-A nic - odrzekł Kolan - przyduszę, i naprzód.
-Znaczy będą ci jednak potrzebne wewnętrzne menty, żeby zdusić te wątpliwości. A jeśli to duże wątpliwości, to i wewnętrzne KGB.
-Ale teraz wszyscy będą pracować dla mnie. Jestem przecież swoim własnym prezydentem. Każdego stuknę i szafa gra.
-No tak, nieźle cię Mały Wowczyk podszkolił. Dobra, powiedzmy, że zostałeś tym swoim wewnętrznym prezydentem (...)co wtedy będziesz robił?
-A co zechcę (...) wezmę na przykład babkę i pojadę na Kanary. (...) Zechcę to się wykąpię, zechcę - babkę wyrypię, zechcę - blanta pokopcę.
-Aha (...) pokopcisz blanta? A po blancie zbierze ci się na pomyślunek, tak?
-A jakże.
-No, a jak będziesz już prezydentem, powinieneś mieć ważny, państwowy pomyślunek, tak?
-Pewno.
-To ci powiem, co będzie dalej. Jak pierwszy raz pokopcisz blanta, zbierze ci się na państwowy pomyślunek i skończy się to wewnętrznym impeachmentem twego wewnętrznego prezydenta.
-Poradzi się - zaoponował Kolan. - Wyprowadzę wewnętrzne czołgi.
-Jakże ty je wyprowadzisz? Komu zebrało się na pomyślunek? Przecież tobie. To znaczy, że ty sam ogłosisz impeachment temu wewnętrznemu prezydentowi. Kto wobec tego wyprowadzi czołgi?
Kolan milczał.
-Od razu będzie nowy prezydent - ciągnął Wołodin - I aż strach pomyśleć, co wtedy zrobi ze starym ta twoja służba wewnętrznego bezpieczeństwa, żeby się nowemu podlizać?
Kolan zastanowił się.
-No i co - powiedział niepewnie. - Nowy prezydent, to nowy prezydent.
-Ale ty sam byłeś poprzednim, prawda? To kogo wtedy będą szlauchem lać po nerach w wewnętrznej Łubiance? Milczysz? Przecież ciebie. To zastanów się co lepsze - żeby cię wewnętrzne menty za staruchę zwinęły czy jako za byłego wewnętrznego prezydenta wzięło się za ciebie wewnętrzne KGB?"

I w ten oto sposób gangster Wołodin, na kartach powieści Pielewina, rozprawił się z filozofem Nietzsche. Na marginesie, jak dowiadujemy się z notki o autorze w styczniu 2002 r. rosyjska organizacja młodzieżowa popierająca Władimira Putina ogłosiła listę pisarzy i książek "niesłusznych". Otwiera ją nazwisko Pielewina.
Ale oczywiście to tylko, obszerny co prawda, jednak wyjątek. Nie jest on bynajmniej w pełni reprezentatywny dla całej powieści. Należy bowiem wyobrazić sobie, że Pielewin naturalnie i łagodnie od takiej stylistyki swojej narracji, przechodzi do rozważań natury filozoficznej i psychologicznej językiem zdradzającym profesjonalną znajomość przedmiotu i jego nomenklaturę.
"Mały palec Buddy" ostatecznie jest lekturą całkiem przyjemną, doskonale napisaną. Ale bynajmniej nie lekką i łatwą. Ponadto jest ze wszech miar rosyjski w taki sposób jaki można zobaczyć w przytoczonym przeze mnie fragmencie. I o tym wszystkim należy pamiętać sięgając po tę książkę.


Stella


autor: Wiktor Pielewin
tytuł: Mały palec Buddy
tytuł oryginału: Czapajew i Pustota
język oryginału: rosyjski
liczba stron: 420
miejsce wydania: Warszawa
rok wydania: 2003
wydawca: W.A.B.
seria: Don Kichot i Sancho Pansa


W sieci, związane z tematem:
Oficjalna strona Wiktora Pielewina
Pielewin info - strona nieoficjalna pisarza
"The visit of Russian author Victor Pelevin to the University of Bristol"- artykuł Sarah Hudspith
Wywiad - Leo Kropywiansky rozmawia z Pielewinem (po angielsku)
"Bez nadziei na poprawę" - artykuł z "Esensji" Sebastiana Chosińskiego o powieści Pielewina
Sylwetka pisarza i wywiad w serwisie peoples.ru
Michał Witkowski recenzuje dla "Gazety Wyborczej"