Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Między tęsknotą lata, a chłodem zimy" Leifa GW Perssona


 



           16 stycznia 2011 r.
           Moja przygoda z kryminałem skandynawskim dobrnęła oto do etapu Leifa GW Perssona i być może trochę wyhamuje.
           "Między tęsknotą lata, a chłodem zimy" to opowieść o do dziś oficjalnie nie rozwikłanej zagadce śmierci szwedzkiego premiera Olofa Palmego. I to jest jedyna wskazówka odnośnie czasu akcji. Więcej, gdyby czytelnikiem okazał się ktoś, kto jakimś cudem nie byłby świadom tego wydarzenia z najnowszej historii Szwecji, to nie byłby w stanie w ogóle osadzić akcji w jakimś konkretniejszym czasie, autor bowiem nie daje żadnych wskazówek w tym względzie. W tekście powieści nie pada również ani razu nazwisko Palmego. Mowa jest jedynie o "premierze".
           Zaczątkiem akcji "Między tęsknotą lata, a chłodem zimy" jest domniemane samobójstwo Johna Krassnera - amerykańskiego niezależnego dziennikarza, który przybył do Szwecji celem skompletowania materiału do książki. Nie ma podstaw do przyjęcia, że śmierć Krassnera nastąpiła w innych niż narzucające się okolicznościach i przy udziale osób trzecich. Oficjalnie sprawa zostaje zaklasyfikowana jako samobójstwo i szybko umorzona. Nie zmienia tego ani ustalenie, że Krassner okazał się być dość podejrzanie paranoiczny ani to, że w pustym obcasie jego wojskowych butów odnaleziono notatkę z domowym adresem Larsa M. Johanssona - jednego z wysoko postawionych funkcjonariuszy policji w Oslo, opatrzoną dopiskiem o "uczciwym gliniarzu". Johansson odczuwając pewien niepokój i dyskomfort w związku z powyższym, postanawia się bliżej przyjrzeć sprawie działając na własną rękę. W ten właśnie sposób, opierając się na mglistych przesłankach i niejasnych przeczuciach, ale także pewnych dokumentach pochodzących od Krassnera, a także uwzględniając jego powiązania rodzinne, dochodzi do przekonania, że śmierć amerykańskiego dziennikarza nie była ani samobójcza, ani tym bardziej przypadkowa. Równolegle poznajemy tajniki pracy tak szwedzkiej policji, jak i służb specjalnych, a przede wszystkim obszerną charakterystykę umysłowości i charakterów ludzi w tych formacjach zatrudnionych i decyzyjnych i jest to obraz zaprawdę katastrofalny i przerażający.
                                 
           Pisarstwo Leifa GW Perssona (który dodać trzeba, jest zawodowcem. Jak wynika z jego notki biograficznej jest profesorem kryminologii, pracuje w komendzie głównej policji i ma za sobą zawodową przeszłość m. in. w Ministerstwie Spraw Społecznych, Kancelarii Premiera i Ministerstwie Sprawiedliwości) tym różni się od innych znanych mi skandynawskich kryminałów, że prezentuje obraz policji i służb specjalnych całkowicie odarty z jakichkolwiek złudzeń. W szczególności nie pozostawia czytelnikowi złudzeń co do tego, że znajdzie się w nich choćby jeden sprawiedliwy, którego pisarze i scenarzyści zwykli czynić bohaterem swoich dzieł.
           Bezlitośnie i nieco karykaturalnie obnaża podłości, kompleksy, umysłowe ograniczenia, stereotypy, ksenofobię, pijaństwo i przede wszystkim niezgłębione pokłady niekompetencji i lenistwa policjantów i agentów szwedzkich. A także to, co znane jest każdemu, kto kiedykolwiek zetknął się z pracą w podobnych strukturalnie instytucjach - kombinowanie w taki sposób, aby ukryć swoją niekompetencję i ignorancję, a odpowiedzialność za swoje przewinienia zepchnąć na kogoś innego. Umiejętnie Leif GW Persson prezentuje, że pod uładzoną i ukulturalnioną na siłę powierzchnią na jaką składa się zespół wyćwiczonych zachowań, min i gestów do użytku w kontaktach oficjalnych z przełożonymi i kolegami z pracy, wrze prawdziwy ocean zadufania, chamstwa, przekonania o własnej wyższości, kolesiostwa, interesowności i wszelkiego autoramentu plugastwa właściwego dla rodzaju ludzkiego. Dzięki temu, a także z powodu chłodnej i zdystansowanej narracji, która pozwala przypuszczać, że na co dzień autor jest raczej przyzwyczajony do tekstów urzędowych, naukowych i najwyżej prasowych, nie sposób wskazać w tej powieści postaci, do której czytelnik mógłby zapałać jakąś sympatią. Może nieco cieplejsze uczucia żywi się do Larsa M. Johanssona, ale i to raczej na zasadzie z braku laku, dobry i opłatek. Skoro już mowa o narracji, to krótka refleksja - to, co jest w niej dobre i zajmujące na początku, w dalszej części stosowane bez umiaru, robi się nieznośne i przeszkadza w czytaniu. To, że taką zdystansowaną, pozbawioną emocji narrację czyta się raczej nienajlepiej, zwłaszcza na dłuższych dystansach, to jedno. Inną jeszcze rzeczą jest to, że w celu ujawnienia tych dwóch równoległych światów: oficjalnych kontaktów i rzeczywistych kipiących pod tą uładzoną warstwą złych emocji, autor decyduje się na zabieg ujawniania myśli postaci. A zatem praktycznie każdemu wypowiedzianemu zdaniu towarzyszy cichy wewnętrzny do niego komentarz, najczęściej sprzeczny w treści do podanego komunikatu. W początkach to daje nawet interesujący i całkiem zabawny efekt, ale po pewnym czasie zaczyna mocno nużyć. A tutaj trzeba wiedzieć, że cała powieść jest całkiem słusznych rozmiarów (645 stron). Jak zatem nietrudno się domyślić, koniec końców czytało mi się "Między tęsknotą lata, a chłodem zimy" nieszczególnie. Zwłaszcza pod koniec, gdzie byłam lekturą już wyraźnie zmęczona. Przyczyniła się do tego nie tylko zdystansowana narracja i opisane wyżej zabiegi, ale też i to, że akcja jaką serwuje nam Leif GW Persson nie należy do szczególnie porywających, delikatnie mówiąc. W istocie rzeczy przez olbrzymią większość powieści nie dzieje się w niej nic interesującego. Poziom emocji jest tutaj tak letni, że nawet w momencie osiągnięcia punktu kulminacyjnego, którym powinno być zabójstwo premiera (co swoją drogą ma miejsce dosłownie na ostatnich stronach) czytelnik nie odczuwa choćby dreszczyku emocji. Może to i dlatego, że tak jest ten kryminał skonstruowany, że nie odkrywamy mechanizmów po czasie, lecz uczestniczymy w ich powstawaniu, zatem za wczasu wiemy kto i co.
           Tak się złożyło, że lektura "Między tęsknotą lata, a chłodem zimy" przypadła u mnie zaraz po zakończeniu "Księżniczki z lodu" Camilli Läckberg i dzięki temu jestem w stanie teraz powiedzieć, że poznałam różnicę pomiędzy pisarstwem męskim i kobiecym. Te narracje różnią się od siebie zdecydowanie i - jeśli o samą czytalność chodzi - to zdecydowanie w rywalizacji prowadzi C. Läckberg. Za to obraz, który prezentuje L. GW Persson jest z pewnością bliższy rzeczywistości. Tak czy inaczej, podobnie jak w przypadku "Księżniczki z lodu" nad sięgnięciem po dalsze tomy cyklu w tym przypadku, choć z innych powodów, będę się zastanawiać.

Stella


Tytuł: Między tęsknotą lata a chłodem zimy
Tytuł oryginalny: Mellan sommarens längtan och vinterns köld
Autor: Leif GW Persson
Przekład: Wojciech Łygaś
Wydawca: Czarna Owca
Cykl: Trylogia policyjna
Format: 648s. 135×210mm
Data wydania: listopad 2010


W sieci, związane z tematem:
Palme is dead, long live Persson! - Sebastian Chosiński
Oficjalna strona autora
"Inspector Norse: Why are Nordic detective novels so successful?" - artykuł z The Economist.
"Posłuchaj kto zabił premiera" - wywiad Wojciecha Orlińskiego z autorem