Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Piąta korona" Javiera Gonzáleza


 



            Pod moją choinką objawiły się znaki. Wiele znaków. Wskazywały wszystkie na to, że odkryty przeze mnie pod nią prezent książkowy w postaci "Piątej korony" Javiera Gonzáleza ma szanse dorównać mrocznym pomiotom Jorge Molisty. Po pierwsze: już sam tytuł dzieła wzbudza pewien niepokój. Po drugie: autorem "Piątej korony" nie jest Arturo Perez-Reverte, co więcej jest nim pisarz nieszczególnie znany. Aby nie skłamać, zachodzi podejrzenie, że taka postać, jak Javier González nie istnieje. Nie słyszał bowiem o nim internet. W szczególności obcy jest Wikipedii, a zwłaszcza Wikipedii hiszpańskiej, która owszem zna różnych Javierów Gonzálezów - przy czym większość z nich to sportowcy - ale Javiera Gonzáleza pisarza wśród nich nie ma. Po trzecie: graficzna i ogólnie edytorska strona przedsięwzięcia eo ipso daje wiele do zrozumienia. Po czwarte: wydawcą jest Albatros A. Kuryłowicz dumny edytor takich pozycji jak różne Dany Browny (wspólnie z Sonia Draga) w tym przesławny "Kod Leonarda da Vinci" i "Anioły i demony", "Pracująca dziewczyna", "Niania w Londynie", "Kroniki rodzinne" jak również: "Templariusze. Tajemni strażnicy tożsamości Chrystusa", "Bractwo świętego całunu", "Bramy Templariuszy", "Złoto Krzyżowców", "Czwarte przymierze" czy choćby "Czarny zakon". Po piąte i najważniejsze - sprezentowała mi tę książkę nie kto inny jak moja Mama. Co prawda autor "Piątej korony" nie może poszczycić się zdobyciem nagrody Alfonsa X Mądrego, niemniej nie niweczy to mocy wcześniejszych znaków, w szczególności wymienionego jako ostatni.
            Jak poucza czytelnika okładkowa zajawka młody biznesman (zaledwie czterdziestoletni) Jaime Aguirre jedzie do Sankt Petersburga, aby odszukać i sprowadzić do Hiszpanii na życzenie swojej starej ciotki - dziwaczki prochy jej ukochanego, który poległ tam podczas II wojny światowej. Jednocześnie Berta Wündermann, wicedyrektor Muzeum Prado, kupuje do kolekcji obraz Goi, który okazuje się falsyfikatem. Tych dwoje połączy "tajemnica zagubiona podczas wojennej zawieruchy - historia genialnych fałszerzy obrazów szykujących skok wszech czasów" a do tego "muszą odbyć podróż w przeszłość, do I połowy XX wieku, aby odnaleźć sens życia i na koniec samych siebie" . To by był znak o nieprzypadkowo kojarzącym się dość mrocznie numerze sześć.
            Stając zatem wobec znaków dużo wyraźniejszych niż te, które skłoniły Mędrców do spaceru, z zapałem jęłam się tej powieści, by dać się pochłonąć fascynującej historii. Krew w moich żyłach zaczęła krążyć szybciej na myśl, że oto przyjdzie mi się ponownie zetknąć z dziełem niebanalnego formatu "Pierścienia. Spadku po ostatnim Templariuszu". Jakież bolesne było moje rozczarowanie. Teraz kiedy lekturę mam już za sobą na duchu podtrzymuje mnie jedynie to, że okazała ona niepospolicie głupia.
            Niestety Javier González jest artystą wyraźnie mniejszego formatu niż Jorge Molist. Swoje niefrasobliwe głupoty podaje bowiem co prawda dość drętwo w dialogach (co pozwala żywić względem niego jakieś nadzieje), za to niestety całkiem sprawnie narracyjnie. Istnieje przy tym poważna obawa, że to niezdrowy nawyk, którego już się nie wyzbędzie. Ku mojej olbrzymiej zgryzocie, oczywiście. Co więcej, serce moje krwawi gdy przypomnę sobie tych parę momentów, w których autor pozwala sobie zabłysnąć autentycznym humorem. Przynajmniej jest on dość kiepskawy, ale przecież przez to względem J. Molisty pozostaje tak daleko w tyle, że szkoda gadać.
            Mimo wszystko jednak nie można Javierowi Gonzálezowi odmówić pewnego potencjału. Aż szkoda, że tak sromotnie się marnuje. Potencjał rzeczony tkwi w niepospolitym talencie do wymyślania głupotek i wątków romansowych rodem wprost z rozpasanego snu pożeraczki tych bardziej ugrzecznionych Harlequinów, jaki dumnie pręży autor "Piątej korony". Tytułem przykładu podam może jedynie, że hiszpańscy ochotnicy z Błękitnej Armii zdążając pod Leningrad natrafiają na grupę partyzantów dowodzonych przez - o niespodziewany zbiegu okoliczności - Hiszpana. Albo, że dyrektor Państwowego Muzeum Ermitażu Josef Orbeli nie dość, że w 1941 roku, podczas oblężenia Leningradu nie ma niczego innego do roboty jak oprowadzanie po swojej placówce grupy robotników rekrutujących się z udających Czeczenów Hiszpanów, którzy pojawiają się w nim celem pracy przy pakowaniu ewakuowanych eksponatów, ale przede wszystkim nie rozróżnia języka czeczeńskiego od hiszpańskiego. Całość na zakończenie upstrzona jest krzykliwym happy endem, w ramach którego niebezpiecznie starzejąca się pani kota o imieniu Stalin - Berta Wündermann, otoczona gronem wielodzietnych przyjaciółek, odnajduje szczęście rodzinne u boku odpowiedzialnego rozwodnika z dwójką dzieci - Jaimiego Aguirre i wieńczą swój związek płodząc córeczkę akurat, jak w pysk strzelił, w noc poślubną. A jak to było pięknie, kiedy się poznali...
            Porzucając na moment konwencję, by oddać "Piątej koronie" sprawiedliwość trzeba powiedzieć, że mimo wszystko są tu też motywy niezgorsze. Z ręką na sercu przyznaję, że spodobał mi się tak sposób opisania jak i sam pomysł akcji ze Stalinem i jego sobowtórem. Fajnie też wyszła wolta ze starą ciotką - dziwaczką. Całość napisana jest ponadto dopuszczalną narracją, która co prawda nie wychodzi poza średnie stany przeciętności, ale nie miażdży groteską, jaką funduje całkiem serio nieoceniony J. Molist. Oczywiście te w gruncie rzeczy na tle całości wątłe plusy nie są w stanie żadną miarą przysłonić minusów. "Piąta korona" i jej autor zatem trafiają na półkę z napisem "kurioza", gdzie jednak nie są w stanie nijak zagrozić silnej pozycji lidera peletonu.
            Ja natomiast, jako że ta zabawa zaczyna mi się podobać, pozwolę mojej Mamie iść na żywioł i nie nakierowując jej w żaden sposób, będę zawsze z wielką oskomą przyjmowała od niej prezenty książkowe. Mam w domu niepospolity talent.

Stella


tytuł: Piąta korona
autor: Javiera Gonzáleza
tytuł oryginału: La quinta corona
data wydania: 2007
liczba stron: 408
tłumaczenie: Magdalena Biejat
wydawca: Albatros, Kuryłowicz
seria: kremowa


W sieci, związane z tematem:
"O pożytkach z utalentowanego fałszerza" - Marta Król w słowem.onet.pl
Ermitaż - strona oficjalna
"Portret hrabiego-diuka di Olivares" Velazqueza
"Koronacja Marii Medycejskiej" Rubensa