Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach


Recenzja powieści "Plagi tej Ziemi" Michała Krzywickiego.




         
           Michał Krzywicki autor "Plag tej ziemi" jest historykiem specjalizującym się w historii Połabia. Swoje zainteresowania w tej dziedzinie postanowił przyoblec w formę narracji powieściowej. Trochę wzorem G.G. Kaya. Podobnie jak u tego autora elementy fantastyczne występują w "Plagach tej ziemi" rzadko, a fabuła oparta jest na wydarzeniach historycznych i operuje historycznymi postaciami. Na tym podobieństwa się definitywnie wyczerpują.
           O czym jest ta powieść? W zasadzie to chyba o tym jak pogański książę Jaksa z Kopnika walczy o władzę z Petrysą, żoną księcia na Brennie Przybysława. Petrysa jest chrześcijanką i na pomoc wzywa Sasów, którzy w osobach dobrych rycerzy Albrehta Niedźwiedzia, Henryka Lwa czy Konrada z Zahringen udają się wraz z Bernardem z Clairvaux na krucjatę. Oczywiście każdy z nich chce realizować swoje cele, przy czym Bernard poszukuje na bagnach ziemi Stodolan i Sprewian pewnej tajemniczej ksiągi, o której mówi się, że została spisana krwią samego Jezusa Chrystusa. Z Bernardem idzie Przecław - mnich, który cokolwiek lekce sobie waży śluby ale za to doskonale zna się na właściwościach ziół, w tym w szczególności tych trujących, co czyni go przydatnym narzędziem w rękach tak Bernarda, jak i innych dobrych rycerzy. Jednak Przecław też będzie chciał odnaleźć księgę i odnaleźć ją nie dla Kościoła, a dla siebie. Aha, do tego jeszcze dochodzi cała czereda zamieszkujących nieprzebyte bory, bagna i trzęsawiska mamun, boginek, topielic i temu podobnego tałatajstwa, które - jak buńczucznie zapowiada blurb na okładce - będzie walczyło o swoje z nową wiarą. Byłoby z nimi nawet fajnie, gdyby tylko autor zechciał mieć jakiś sensowny pomysł na ich zagospodarowanie. Niestety zastępy topielic, południc, zmor i innych snują się w zasadzie bez pomysłu i celu wyraźnie wyłącznie po to, żeby można było licho, bo licho ale jednak bronić tezy, że może to być powieść co najmniej z elementami fantasy, a nie zwykła i - powiedzmy to wprost - nienadzwyczajna powieść historyczna.
           A powieść historyczna z tego jest taka sobie. Przede wszystkim czytało się "Plagi tej ziemi" jak trochę zbeletryzowany i przyprawiony dialogami podręcznik. Czyli nic przyjemnego koniec końców.
           Nie jest ponadto wykluczone, że autor tak poważnie podchodzi do zagadnień historycznych, że wprowadzenie szczypty humoru może uważać za profanację. Kiedy zatem już się wysila jak dotknięty nieszczęściem hemoroidów i zaparciem jednocześnie, efekt jest wypisz wymaluj jak u takiego nieszczęśnika - niezadowalający i okupiony cierpieniem. Do tego wszystkiego należy jeszcze dodać, że nadawanie prawdziwych barw postaciom znanym z kart kronik, gdy jednocześnie chce się pozostać jak najbardziej wiernym prawdzie historycznej to rzecz szczególnie niełatwa, która Michałowi Krzywickiemu się nie udaje. Słowem "Plagi tej ziemi" to z całą pewnością nie "Królowie przeklęci" czy "Pożeglować do Sarancjum", a Michał Krzywicki nigdy nawet nie zbliży się do ligi w której swobodnie poruszają się G.G. Kay czy Maurice Druon. W sumie dość smutno mi, że traciłam czas na tę lekturę, bo po niespełna tygodniu od jej zakończenia z jej fabuły nie pamiętam zgoła nic poza tym, że była mdła. Tym bardziej jest mi smutno, że w okolicznościach panującej aktualnie od jakiegoś czasu posuchy na rynku wydawniczym, "Plagi..." kupiłam w ciemno, wydałam własne, ciężko zarobione pieniądze, co niniejszym innym szczególnie gorąco odradzam.
           Aha, i nadal nie wiem czym są te całe tytułowe plagi...


Stella
10 lipca 2010 r.
Tytuł: Plagi tej ziemi
Autor: Michał Krzywicki
Wydawca: RUNA
Rok wydania: 2008


W sieci, związane z tematem:
Strona "Plag tej ziemi"