Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Player One" Ernesta Cline


 



           28 maja 2012 r./ 06 lipca 2012 r.
           Po ponad miesiącu od kiedy zakończyłam lekturę "Player One" Ernesta Cline'a (a w międzyczasie jeszcze parę innych) ponownie staram się napisać parę słów o tej książce. I ponownie mam jedną tylko refleksję na jej temat: zawiedzione nadzieje bolą bardzo.
           "Player One" ma jedną, za to zasadniczą cechę wspólną z "Robokalipsą" - to nie jest w zasadzie powieść, co raczej scenariusz filmowy. Tyle tylko, że "Player One" jest pisany na fali sukcesów takich produkcji jak "Igrzyska śmierci". Mamy zatem zniszczoną Ziemię, ale mamy też powszechnie dostępną odskocznię od rzeczywistości. Stworzoną przez kongenialnego informatyka - multimiliardera Hallidaya wirtualną rzeczywistość OASIS. Kiedy Halliday umiera, pozostawia testament, któego postanowienia są równie ekscentryczne, co sam testator. Halliday ogłasza, że cały jego niewyobrażalnyu majątek przypadnie temu, kto wygra w grze przez niego stworzonej i umieszczonej w środowisku OASIS. Aby w ogóle zacząć grę, trzeba jednak znaleźć szereg drzwi i kluczy do nich. Nie jest to łatwe, bo Halliday nie pozostawia żadnych wskazówek (za wyjątkiem wierszowanej podpowiedzi), a OASIS składa się z niezliczonej ilości wirtualnych światów.Do tego koniecznie trzeba dodać (i to mnie właśnie skusiło), że Halliday był szalonym wręcz fanatykiem popkultury lat 80-tych. No i właśnie. Tak to określa wydawca. Tymczasem nie wszystko złoto, co się świeci. Kupiłam "Player One" skuszona przyjemną wizją. Wyobrażałam sobie bowiem, że będzie to zgrabnie napisana apologia popkultury na której wychowało się moje pokolenie. Miałam wręcz zgubne (jak miało się okazać) przekonanie, że będzie to nieco melancholijna i uczuciowa podróż sentymentalna, gdzie trzeba będzie się naprawdę dobrze orientować w popkulturze lat 80-tych, aby móc wyłapać wszelkie smaczki. O święta naiwności. Cóż - za dużo Gaimana i Moora. To, co otrzymujemy w "Player One", to prościutka, scenariuszowa opowiastka o siedemnastolatku, który staje się rzekomo ekspertem od lat 80-tych i jako pierwszemu graczowi udaje mu się odnaleźć pierwszy klucz i minąć pierwszą z bram. I - oczywiście - idzie dalej. Niestety, niczego z tego, co oczekiwałam w "Player One" nie ma. Próżno szukać przede wszystkim samej popkultury lat 80-tych. Jeśli cokolwiek się tu z tej dziedziny pojawia, to wyłącznie praktycznie ogranicza się do gier komputerowych. Jeśli pojawia się coś z filmu czy muzyki, to są to wyłącznie znane rzeczy i pojawiają się jedynie marginalnie. Literatura czy komiks nie istnieją. Żal. Żal.pl.
           "Player One" to dla mnie właśnie dlatego spore rozczarowanie. Niestety to nie jest podróż sentymentalna dla pokolenia dzisiejszych 30-to latków (które na coś takiego zasługuje i przypuszczam, że czeka), a kolejna pozycja dla nastolatków, którzy jak zaczadzeni łykną wszystko co jest zbliżone do najnowszej mody. Do tego "Player One" jest kiepsko napisany (infantylne wypowiedzi bohaterów to prawdziwa zgroza). Słowem nie znalazłam tu niczego, co by nie było dla mnie rozczarowaniem. Nie polecam.

Stella
Tytuł: Player One
Tytuł oryginalny: Ready Player One
Data wydania: 22 maja 2012
Autor: Ernest Cline
Wydawca: Amber
ISBN: 978-83-241-4272-9
Format: 416s. 130×205mm
Cena: 39,90


W sieci, związane z tematem:
Strona oficjalna powieści
Strona oficjalna autora