Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Podziemne rzeki Londynu" Christophera Fowlera

           



                      03 maja 2011 r.
                                 Zmęczyłam wreszcie "Podziemne rzeki Londynu" autorstwa niejakiego Christophera Fowlera i już wiem z całą pewnością, że nie będę chciała więcej wracać do tego autora.Bohaterami swoich kryminałów (które już tradycyjnie tworzą serię) czyni Fowler dość niestandardowo dwóch panów w wieku mocno zaawansowanym, bowiem już po osiemdziesiątce (sic!). Arthur Bryant i John May, pomimo podeszłego wieku nadal nie wyrażają woli przejścia na emeryturę, widząc jedyny sens swojego życia w rozwiązywaniu skomplikowanych, niestandardowych i niewdzięcznych zagadek kryminalnych. Obydwaj starzy przyjaciele pracują w Wydziale Spraw Osobliwych, który podlega bezpośrednio Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i stanowi wyraźnie wytwór nieszczególnie zbliżonej do jakiejkolwiek rzeczywistości wyobraźni autora. Akcja "Podziemnych rzek Londynu" rozpoczyna się w momencie, w którym siedziba Wydziału zostaje powoli ponownie oddawana do użytku po generalnym remoncie jaki stał się konieczny skutkiem niszczącej eksplozji wywołanej przez Bryanta. W tych póki co mocno polowych warunkach Bryant i May nie mając jeszcze żadnego oficjalnie przydzielonego zadania, zajmują się lekką prywatą. Każdy z nich inną. John May, który jest człowiekiem sympatycznym, towarzyskim, otwartym na innych, w tym w szczególności na kontakty z przedstawicielkami płci przeciwnej (co nie wywietrzało mu z głowy z wiekiem) usiłuje pomóc swojej byłej, zamężnej kochance, która podejrzewa, że jej mąż wplątał się w coś nielegalnego. Arthur Bryant - cynik, złośliwiec, tetryk, samotnik pozbawiony umiejętności socjologicznych w stopniu wręcz karykaturalnym, który do tego ma tę niesamowitą zdolność, że samą swoją obecnością zdaje się psuć wszelkie urządzenie elektroniczne w promieniu mili - na prośbę starego znajomego interesuje się sprawą zgonu jego siostry - staruszki. Obydwa dochodzenia przyniosą zaskakujące rezultaty.
                                 Rzecz w tym, że te rezultaty, o których wspominałam, będą aż tak zaskakujące, że cokolwiek mało wiarygodne. Czego tutaj nie ma? Narzekania na to, że Londyn nie jest już taki sam jak niegdyś (chyba w czasach Henryka VIII?). Elementy okultyzmu. Cztery trupy. Przywołanie wiktoriańskich idei i stowarzyszeń. Zaginione dzieła sztuki i ich bezwzględni poszukiwacze. No i oczywiście tytułowe podziemne i zaginione rzeki Londynu, czyli zamurowane wiele lat temu kanały, które jeszcze wcześniej były zwykłymi rzekami. A wszystko to spojone nieco bezwładną gadaniną o zmieniającym się na gorsze obliczu miasta, która może mieć ewentualnie jakiekolwiek znaczenie dla kogoś, kto Londyn i jego historię zna i ceni. Niestety wszystko to razem do kupy sprawia wrażenie konstruktu bardzo chwiejnego, do którego powtykano maksimum różnych elementów, nie dbając za bardzo o to, czy pasują, czy nie. Trudno w tym gąszczu odnaleźć jakieś ręce i nogi, a przede wszystkim rzeczywiste (nie wydumane na potrzeby fabuły) związki. Zdaje się, że najważniejszą siłą tego kryminału (i, jak można domniemywać, całej serii) ma być wedle zamysłu autora, para głównych bohaterów. Tymczasem jedyne, co jest tu nieco oryginalne, to ich podeszły wiek. Choć i tutaj można się ostro zastanawiać, przywołując w pamięci choćby pannę Marple. Rzecz w tym, że o ile panna Marple - jak sobie dobrze przypominam - nie wykonywała czynności niestosownych do jej wieku, o tyle staruszkowie Bryant i May uczestniczą w pościgach i biegają po londyńskich kanałach, niebezpiecznych z samej definicji. Można by pozazdrościć wigoru staruszkom, gdyby to miało cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. Tak, mam tutaj również na myśli ten aspekt, w którym May skutecznie uwodzi swoją dawną kochankę, przy czym "uwodzi" nie ma tutaj wyłącznie romantyczno-platonicznego charakteru (sic!).
                                 Podsumowując mogę stwierdzić, że "Podziemne rzeki Londynu" to kiepska lektura, którą przeczytałam do końca jedynie po to, żeby móc ją rzetelnie sobie opisać. Lichej jakości produkcyjniak powstały moim zdaniem na fali melancholii związanej z ukochanymi miastami różnych autorów i czynieniem z nich faktycznych, milczących bohaterów swoich powieści. Markowi Krajewskiemu w stosunku do Wrocławia udało się to nieporównywalnie lepiej.

Stella
tytuł: Podziemne rzeki Londynu
tytuł oryginału: The Water Room
autor: Christopher Fowler
miejsce wydania: Wrocław
wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania: 2006
nr wydania: II
ISBN: 83-7384-458-9
liczba stron: 336
kategoria: fantastyka
seria: Kryminał współczesny
tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
format książki: 135 x 205mm
okładka: miękka
cena: 28 zł


W sieci, związane z tematem:
Christopher Fowler's Blog