Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach
Recenzja powieści Jarosława Grzędowicza "Popiół i kurz: opowieść ze świata Pomiędzy".




          Sezon urlopowy w pełni, więc rynek księgarski proponuje czytelnikowi również pozycje lekkie, łatwe i mniej wymagające. Ta tendencja nie omija też - i słusznie - rynku fantastyki. Przykładem "Popiół i kurz. Opowieść ze świata pomiędzy" Jarosława Grzędowicza wydana na dniach przez Fabrykę Słów.
           Bohater jest psychopompem czyli Charonem, a zatem osobą, która ma zdolność przeprowadzania dusz zmarłych, które skutkiem szoku związanego z nagłą śmiercią ciała utknęły w świecie Pomiędzy. Dzięki naturalnym zdolnościom, wzmocnionym i ujarzmionym przez ćwiczenia potrafi to robić świadomie i porusza się w świecie Pomiędzy prawie tak sprawnie, jak w znanej nam rzeczywistości. Wprowadzenie do tych realiów zawarte jest w stanowiącym swego rodzaju przedmowę do właściwej powieści opowiadaniu "Obol dla Lilith" zamieszczonym w tej książce w charakterze prologu.
          Przyjaciel bohatera - jezuita Michał, umiera nagle by nawiedzać go w koszmarnych snach, gdzie główną rolę odkrywa cierniowy krzyż i napomnienie Michała, by uważać na ciernie. Bohater zostaje wezwany do zgromadzenia zakonnego, w którym mieszkał Michał, by odebrać zaadresowaną do siebie paczkę spakowaną przez Michała, co samo w sobie już budzi jego podejrzliwość. Oczywiście ma się już wkrótce okazać, że słusznie. Paczka zawiera szachy i dwie książki: Biblię i "Mistycy i pustelnicy" Jeana Davida Rumiere'a zawierającą m. in. wzmiankę o niejakim Teofaniuszu, który mógł mieć zdolności identyczne ze zdolnościami bohatera. Obydwie książki zawierają wskazówki z których wyłania się zagadka do rozwiązania. Nasz bohater usiłując odkryć prawdziwą przyczynę zgonu swojego przyjaciela część drogi pokona w naszej rzeczywistości, jednak większość tajemnic rozstrzygnie się dopiero w świecie Pomiędzy, który nie jest ani Niebem (to z całą pewnością), ani Piekłem (to z już nieco mniejszą pewnością), ani też Czyśćcem (choć Czyściec jest chyba najbliżej?). Po drodze nasz "samotny wilk" spotka oczywiście kobietę fascynującą i co najmniej nietuzinkową, zmierzy się ze zdradą i zdemaskuje starożytny zakon Bractwa Cierni.
I bez względu na to, jak znajomo to brzmi, to wbrew pozorom "Popiół i kurz" nie jest złą powieścią. Jest to z pewnością powieść lekka i niewymagająca, ale jednocześnie spójna, logiczna i - nade wszystko - napisana w stylu, z którego dał się nam już poznać autor, a więc ze swadą, płynnie, całkiem nastrojowo, gdy zachodzi taka potrzeba i ciekawie.
           Faktem jest, że fabularnie to jest powieść co najmniej nieskomplikowana, by nie napisać wręcz sztampowa. Akcja rozwija się tutaj w szybkim tempie, z przepisową liczbą punktów zwrotnych, na tyle przewidywalnie, żeby nie zmęczyć czytelnika kombinowaniem. Koniec końców intryga jest przewidywalna i zwieńczona kanonicznym happy endem. Gdyby nie ten styl i kreacja świata Pomiędzy, rzecz byłaby po prostu słaba. A tak otrzymujemy powieść, która z pewnością nie jest kamieniem milowym w historii literatury fantastycznej, ale nie jest też rzeczą, za którą autor powinien się szczególnie wstydzić.
          Mamy tutaj też naprawdę wiele rozpoznawalnych tropów, albo przynajmniej momentów, które mają prawo się kojarzyć. Mamy zatem Patrycję - wiedźmę, której czarne jak plama atramentu kałamarnicy włosy, fiołkowe oczy, drobna i zgrabna (choć wysoka) sylwetka i ogólnie styl i sposób bycia mogą przywoływać skojarzenia z Yennefer. Mamy jej kuzynki, również wiedźmy, które to rozwiązanie może mgliście przywodzić na myśl "Kuzynki" Pilipiuka. Mamy w świecie Pomiędzy klimat i scenografię, która jako żywo kojarzy się z malarstwem Hieronima Boscha, co zresztą jest wyrażone w tekście experssis verbis , a co oczywiście przywołuje z odmętów pamięci fragmenty "Pana Lodowego Ogrodu" również autorstwa Grzędowicza. Mamy oczywiste tropy związane z jakże modną ostatnio w literaturze popularnej tendencją do demaskowania spisków szczególnie tych związanych z Kościołem. Mamy również ciekawostkę. Prawdopodobnie niewielu czytelników interesuje się równocześnie żywo nowościami komiksowymi. Można założyć, że autor "Popiołu i kurzu" w tym rynku nieco się orientuje, skoro zajmuje się - jak wiadomo - tłumaczeniem "Usagiego". Na ile żywe jest to zainteresowanie, jak selektywne i od kiedy się datuje, nie mnie przesądzać. W każdym razie na stronie 314 "Popiołu i kurzu" czytamy zdanie: "Niemiecki pistolet maszynowy, MP-40 niesłusznie nazywany schmeisserem." Otóż parę miesięcy temu ukazał się komiks duetu autorskiego Ł. Mieszkowski, M. Oleksicki pt. "Ursynowska specgrupa od rozwałki", którego recenzję będzie można przeczytać na tej witrynie. W prologu, na stronie 6 mamy tam zdanie: "Machinenpistole, wzór 1940, popularnie, a błędnie zwany schmeisserem". Oczywiście nie imputuję Grzędowiczowi niczegokolwiek poza ewentualnym, może nawet nieświadomym (choć prolog do tego komiksu wisiał w necie od bodaj już dwóch lat, więc może i świadomym...) wprowadzeniem pewnego smaczku do wytropienia przez uważnego czytelnika.
Należy również wspomnieć o dość bogatej w tym przypadku szacie graficznej będącej dziełem Dominika Brońka. O ile wydawca przyzwyczaił już czytelników do ilustrowania swoich publikacji, o tyle w tym przypadku ilustracji jest naprawdę dużo i są do tego całkiem niezłe, acz nie zachwycające.
           Podsumowując "Popiół i kurz" to przyzwoite czytadło na jedno posiedzenie, świetny przykład dobrze wykonanej rzemieślniczej roboty. Solidna, wciągająca, logicznie poprawna rozrywka. Jednak w tym przypadku nie należy odkładać spisania wrażeń z lektury w czasie, bowiem mają one trwałość popiołu i kurzu na wietrze.


Stella


autor: Jarosław Grzędowicz
tytuł: Popiół i kurz: opowieść ze świata Pomiędzy
liczba stron: 330
miejsce wydania: Lublin
rok wydania: 2006
wydawca: Fabryka Słów


W sieci, związane z tematem:
fragment powieści na stronach wydawcy
notka o autorze w WIKI
Wywiad z Jarosławem Grzędowiczem
Stella recenzuje powieść "Pan Lodowego Ogrodu" Grzędowicza