Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Przedksiężycowi, tom I" Anny Kańtoch.


 


            Niniejszym stwierdzam, że istotnie "Przedksiężycowi, tom 1" Anny Kańtoch, to najlepsza powieść jaka wyszła spod jej ręki.
           Trudno jest mi ująć w słowa co składa się na wyrobienie pisarskie. Podobną zresztą trudność sprawiałoby mi podanie co składa się na wyrobienie czytelnicze. Jeden tylko z elementów składających się na te pojęcia podam bez wahania - doświadczenie. W "Przedksiężycowych" widać, że Anna Kańtoch, jako powieściopisarka wyciągnęła naukę zarówno z poprzednich swoich doświadczeń literackich, jak i doświadczeń innych autorów. Dzięki temu udało się jej snując opowieść, która - jako pierwszy tom cyklu z natury rzeczy - stanowi ledwie wstęp, zarys świata i prezentację postaci, umiejętnie utrzymywać napięcie i zainteresowanie czytelnika. Jednocześnie świat, który kreuje Anna Kańtoch w "Przedksiężycowych" to bardzo interesująca i oryginalna koncepcja.
           Miasto Lunapolis jest w istocie rzeczy polem eksperymentu. Jego mieszkańcy wiodą beztroskie życie, które upływa im na doskonaleniu wrodzonych zdolności. Każdy mieszkaniec dąży do osiągnięcia doskonałości w swojej dziedzinie. Wszyscy są przekonani, że im bliżej ideału się znajdą, tym pewniejsze jest osiągnięcie przez nich Przebudzenia - mitycznego momentu końca czasu. Nad całością projektu czuwają tajemniczy i wszechmogący Przedksiężycowi. To oni dyktują kierunki rozwoju cywilizacyjnego, kanony moralności, wreszcie sam moment Przebudzenia. Każdy z zaakceptowanych przez Przedksiężycowych wynalazków przybliża Przebudzenie. Również od woli Przedksiężycowych zależy o ile. Szczególnie interesująca i oryginalna jest koncepcja Skoków. Z woli Przedksiężycowych raz na jakiś czas, w związku z osiągnięciem kolejnego stopnia rozwoju cywilizacyjnego skutkiem dokonania kolejnych odkryć, dzieje się coś dziwnego. Następuje Skok. Polega on na tym, że rzeczywistość ulega niejako powieleniu. Lunapolis się "dubluje" i wraz z częścią mieszkańców i wszelkim brudem, jedno z miast pozostaje w przeszłości, zaś "prawdziwe" Lunapolis "skacze" w przyszłość przybliżając się tym samym do końcowego momentu odliczania czasu - Przebudzenia. Nie wiadomo którzy mieszkańcy miasta przeskoczą, a którzy zostaną w przeszłości, gdzie czeka ich przyspieszony proces starzenia i niechybna śmierć. Usiłując zwiększyć swoje szanse na przeżycie ludzie poddają się modyfikacjom genetycznym. Poddają im również swoje dzieci, którym fundują (częstokroć kosztem dużych wyrzeczeń) specjalnie dobrane zestawy genów. Co interesujące, mieszkańcy "prawdziwego" Lunapolis mają możliwość odwiedzać miasta, które zostały w przeszłości i przekonać się naocznie o niewesołym, właściwie okrutnym losie, jaki spotyka tych, którzy zostali w przeszłości. Mimo to jednak nikt nie kwapi się, aby jakkolwiek im pomóc. Coś takiego jest nie w smak wszechmocnym Przedksiężycowym.
           Na tym barwnym i wcale nie wyczerpująco opisanym przeze mnie tle rozgrywają się początki historii Kairy - dziewczyny, która pragnie wyrwać się spod niezdrowej opieki apodyktycznego i demonicznego ojca, Niraja - jej starszego brata równie jak ona uwikłanego w chore relacje rodzinne i Finnena - utracjusza i bawidamka (ale to tylko jedna strona jego złożonej osobowości), który postanawia jej pomóc.
           Jest oczywiste, że na kartach "Przedksiężycowych" spotkamy jeszcze wiele innych postaci, a każda z nich będzie kompletna, pełnokrwista i z uwagą umocowana psychologicznie. Przecież zostały stworzone przez wyobraźnię i obserwacje Anny Kańtoch, a doskonała plastyczność narracji i szczególna dbałość o psychologię postaci to zawsze był i pozostaje nadal jej znak firmowy. Te cechy pisarstwa autorki, którymi dała się poznać już czytelnikowi w poprzednich powieściach i - przede wszystkim - opowiadaniach, zostały w "Przedksiężycowych" wzbogacone o poprowadzoną z naprawdę wielkim rozmachem opowieść osadzoną w doskonale przemyślanej w najdrobniejszych nawet szczegółach fantastycznej rzeczywistości. To, co - obok wymienionych już stałych wyznaczników pisarstwa Anny Kańtoch - zachwyca mnie w "Przedksiężycowych", to właśnie ten odważny rozmach kreacji świata, połączony z dbałością o szczegóły. Autorka naprawdę bardzo stara się, aby wszystkie, nawet najdrobniejsze elementy stworzonej przez nią fantastycznej rzeczywistości do siebie pasowały, aby nie sposób było wykazać w niej nielogiczności czy luk i czyni to z powodzeniem.
           Ponadto, a przecież ma to niebagatelne znaczenie dla czytelnika, przynajmniej czytelnika takiego jak ja, "Przedksiężycowych" czyta się wyśmienicie. Udało się autorce ominąć rafy czyhające na tych odważnych, którzy zdecydowali się na pisanie cyklu. Jako wspomniało się już wyżej, mimo że pierwszy tom z natury rzeczy będzie miał charakter wstępny i będzie zawierał prezentację i najwyżej zawiązanie głównej intrygi, to jednak Anna Kańtoch potrafiła tak wypełnić te ramy, że opowieść trzyma w napięciu i żadną miarą nie nuży.
           Bardzo polecam "Przedksiężycowych". To z jednej strony świetna, doskonale dopracowana i napisana świadomie i z rozmachem rozrywka sama w sobie, a z drugiej strony zapowiedź naprawdę interesującego cyklu (a może tylko drugiego tomu?; nie wiem jakie są tutaj dalsze plany autorki).

Stella


autor: Anna Kańtoch
tytuł: Przedksiężycowi 1
liczba stron: 432
miejsce wydania: Lublin
rok wydania: 2009
wydawca: Fabryka Słów
seria: Asy polskiej fantastyki


W sieci, związane z tematem:
Wywiad z Anną Kańtoch
Opowiadanie Długie Noce z cyklu o Domenicu Jordanie w "Fahrenheicie"
Opowiadanie Czwarta nad ranem w "Esensji"
"Przedksiężycowi" w Onet Czytelnia