Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

    Recenzja powieści "Robokalipsa" Daniela H. Wilsona.


 


            30 października 2011 r.
            Średniodystansowa przyszłość nie różni się szokująco od znanej nam rzeczywistości. Jedyna zauważalna różnica polega na zwiększonej robotyzacji. Bardziej zamożni mają (nie bardzo wiadomo po co) roboty domowe, samochody nowej generacji posiadają bardziej zaawansowaną elektronikę pozwalającą na komunikację pomiędzy jednostkami umożliwiającą unikanie kolizji lub wytyczenie najbardziej optymalnego toru jazdy, są mechaniczne nianie i roboty przystosowane do sprawowania opieki nad osobami starszymi, roboty pocztowe i wyręczające ludzi w innych drobnych sprawach codziennych oraz oczywiście cała gama różnych, w tym humanoidalnych robotów wojskowych. Wszystko to działa płynnie i bezkonfliktowo do czasu gdy najbardziej wyrafinowany i zaawansowany z programów komputerowych, nad którymi prowadzi się badania - Archos, wymyka się spod kontroli po to, by za swój zasadniczy cel obrać zniszczenie ludzkości i przywrócenie Ziemi naturze oraz maszynom. Archos jest zafascynowany zjawiskiem życia jako takiego i chce stworzyć nową rasę - hybrydę ludzi i maszyn w optymalnej liczebności. Dotychczasowa liczebność ludności na świecie wydaje się mu zdecydowanie zbyt duża. Dlatego przejąwszy kontrolę nad wszystkimi robotami i urządzeniami elektronicznymi znajdującymi się na odpowiednio wysokim stopniu zaawansowania, aby mógł się z nimi "dogadać", Archos rozpoczyna krwawą eksterminację ludzi. Spośród niedobitków, którym uda się przetrwać pierwszy atak będzie się rekrutował ruch oporu dzielnie i bohatersko zmagający się z siłami Archosa.O tym właśnie mniej więcej opowiada "Robokalipsa" Daniela H. Wilsona.
            W skrócie można stwierdzić, że "Robokalipsa" jest pokłosiem takich projektów jak "Battlestar Galactica" czy "Matrix"(ewentualnie jakieś nowsze podobne - nie jestem na bieżąco). Wyraźnie wyczuwa się tu klimat i zacięcie zdecydowanie filmowe. Zresztą mam podejrzenia, że całość była pisana bardziej jako scenariusz filmowy niż powieść. I nadto jest delikatnie mówiąc niepozbawiona propagandowego dydaktyzmu,tak lubianego przez hollywood. Zresztą film ponoć już powstaje i bierze się za niego Spielberg. Zdawać by się mogło zatem, że powieść z tego będzie raczej kiepskawa. A tutaj - proszę bardzo - nie jest. Co prawda nie mamy tutaj do czynienia z kamieniem milowym w rozwoju literatury białego człowieka, jednak "Robokalipsa" to naprawdę rzetelna i porządna rozrywka, szczególnie gdy komuś nie przeszkadza propagandówka. I tak też należy do tego podchodzić. Kiedy nie oczekujemy po tej powieści zbyt wiele, to czyta się ją naprawdę doskonale. Rzecz wciąga również dlatego, że jest interesująca pod względem formalnym składając się z szeregu relacji różnych świadków i uczestników wydarzeń.
            Koniec końców "Robokalipsę" mogę spokojnie polecić jako satysfakcjonującą, nieszczególnie skomplikowaną rozrywkę z widokami na przyzwoity, ale z całą pewnością nie wybitny i obarczony zwyczajowymi już niedoskonałościami film amerykański.

Stella
autor: Daniel Wilson
tytuł: Robokalipsa (Robopocalypse)
tłumaczenie: Rafał Śmietana
liczba stron: 408
wydawnictwo: Znak
rok wydania: 2011


W sieci, związane z tematem:
"Robokalipsa D.H. Wilsona, czyli Apokalipsa pod znakiem tranzystorów"
Daniel H. Wilson Official Blog
How to Survive a Robot Uprising Official Website
Book Review: 'Robopocalypse'