Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Ruda Sfora" Mai Lidii Kossakowskiej:


 


            Kitej Serken jest wielkim szamanem jakuckim i ciotecznym dziadkiem Ergisa - trzynastolatka, którego przyucza do roli kolejnego szamana. Kitej jest już stary i zaczyna powoli zabierać się do dzieła umierania kiedy okazuje się, że zmarli z jego urasy zaczynają powracać z zaświatów. Wkrótce sam umiera by przekonać się, że mają po temu słuszne powody. Grasuje tam bowiem nieznana, potężna i miażdżąca zła siła - Ruda Sfora. Żaden z licznych zamieszkujących zaświaty duchów, demonów (abaasy) i bogów nie wie skąd pochodzi Sfora, jaka siła powołała ją do istnienia i - co gorsza - jak z nią walczyć.
            Tymczasem po śmierci Kitej Serkena miast wybranego przez duchy na jego miejsce Ergisa, funkcję szamana uzurpuje sobie z pomocą Rosjanina - nożownika Wasyla, niejaki Dyraj Bogoj. Duchy jednak powołują chłopaka do siebie, by jako prawowity szaman stanął do walki z Rudą Sforą, która niesie śmierć i zagładę wszystkim istotom zamieszkującym zaświaty Jakutów. Tutaj wokół Ergisa skupia się drużyna złożona z Będenka (szamańskiego konia), Elleja - dzielnego wojownika i pieśniarza, tupilaka Iwaszki (demon powołany do życia przez wielkiego onegdaj szamana Ajamiję aby zabił w zaświatach Ergisa, który jednak nie potrafił podołać temu zadaniu i ostatecznie do niego dołączył) oraz wreszcie Tujarymy - wojowniczki, jednej z licznych córek boga ognia Aan Uchana. Razem staną wobec konieczności udania się do dziewiątego nieba Jakutów, gdzie przebywa sam Stwórca, aby Go zbudzić i poprosić o zniszczenie Rudej Sfory. Wydaje się, że Maja Lidia Kossakowska w swojej najnowszej powieści "Ruda Sfora" chciała tchnąć nowe życie w kosmologiczne mity Jakutów. Niestety, jako swego rodzaju "nowe otwarcie" ta powieść jest naprawdę kiepska.
            Skusiłam się na nią pod wpływem intrygującego fragmentu jaki został zamieszczony jeszcze przed ukazaniem się "Rudej Sfory" na rynku na stronie internetowej wydawnictwa. Z przykrością muszę stwierdzić, że okazało się, iż jest to jedyny intrygujący fragment całej tej powieści.
            Maja Lidia Kossakowska bez wątpienia potrafi się dobrze posługiwać językiem. Ma zdolność tworzenia pełnokrwistych, plastycznych opisów, jej narracja nie należy do tkniętych jakąś szczególną ułomnością. Z drugiej strony jednak trzeba zdecydowanie wskazać, że nie jest to poziom całkowicie niedostępny dla bardziej rozgarniętego licealisty. Jednocześnie mimo całej swojej sprawności, moim zdaniem, Mai Lidii Kossakowskiej nie udało się w "Rudej Sforze" wykreować nastroju, ani pobudzić emocji czytelnika. Jeśli chodzi o emocje jakie wzbudza ta lektura to są pokrewne do emocji związanych z lekturą książki telefonicznej. Wyjąwszy może kilka fragmentów, jak wspomniany już przeze mnie intrygujący fragment, który obwiniam o to że wydałam pieniądze na "Rudą Sforę", na tych niespełna 500 stronach spotkamy się z powieścią poprawną warsztatowo i narracyjnie. I nic ponad to.
            Nie umyka mojej uwagi, że prawdopodobnie autorka postawiła sobie za zadanie wskrzeszenie i zaprezentowanie czytelnikowi wierzeń i mitologii Jakutów. Wierzę też, że rzetelnie się do tego przygotowała. Niemniej nawet jeśli pod kątem formalnym "Ruda Sfora" jest tutaj poprawna (w co nie mam podstaw powątpiewać), to nie jest to niestety żaden "drugi oddech". Maja Lidia Kossakowska nie podołała zadaniu tchnięcia nowego ducha w te prastare mitologie i wyszedł jej koniec końców re-telling którejś ze z pewnością niezliczonych pieśni o jakuckim szamanie-bohaterze i jego dzielnych i oddanych przyjaciołach. Wszystko to zaś zostało podane w tonie, który również wydaje się poniekąd stylizowany na pieśń bohaterską. Stąd wielokrotnie spotkamy tutaj niesamowicie dla mnie irytujący sposób użycia słowa "przyjaciel" w odniesieniu do postaci ledwie co poznanych. Wystarczy zaledwie, żeby kolejny przybłęda dołączył do drużyny, a już z mety autorka pisze "przyjaciele poszli dalej". Zresztą postaci z tego uniwersum zdają się mieć szczególną łatwość w zadzierzganiu przyjaźni, a ich emocjonalność pozostawia naprawdę bardzo wiele do życzenia. Jeśli jest to element kreacji świata na sposób i wzór jakuckich przypowieści, to być może i w tym tkwi źródło niepowodzenia "Rudej Sfory" jako "drugiego otwarcia".
            Fabuła powieści jest tak nieskomplikowana jak można się spodziewać. Klasyczny, powielający wszystkie, dobrze znane schematy quest zwieńczony szczęśliwym zakończeniem przyprawionym odrobiną goryczy i krytyką rewolucji bolszewickiej w Rosji (domyślamy się już czego projekcją była Ruda Sfora?).
            Wszystko powyższe, a nadto jeszcze i informacja, że autorka jak ognia piekielnego wystrzega się jakiegokolwiek pogłębiania rysów charakterologicznych czy psychologicznych bohaterów, nakreślania relacji między nimi, że o jakimkolwiek wątku romantyczno - Boże broń - łóżkowym nawet już nie wspomnę, pozwala przypuszczać, że "Ruda Sfora" może napisana była raczej z myślą o młodszym czytelniku. Jednak ta refleksja może być równie dobrze nadinterpretacją. Niemniej dobrze oddaje moje wrażenia. W mojej ocenie to lektura dla młodszego czytelnika. Powinny się takiemu spodobać naprawdę udane, plastyczne opisy potworów Rudej Sfory, może go nawet i wciągnie quest w realiach jakuckich zaświatów, może zechce się nawet utożsamić z trzynastoletnim odpowiednikiem Harry'ego Pottera, może jakimś cudem postać tupilaka Iwaszki będzie mu się wydawała zabawna i nawet może się przejmie i będzie zaskoczony finałem. Czyli może dotyczyć go będzie wszystko to, czego z całą pewnością "Ruda Sfora" Mai Lidii Kossakowskiej nie dostarczy czytelnikowi posiadającemu w gruncie rzeczy jakiekolwiek wyrobienie czytelnicze.
            Na zakończenie pozwolę sobie jedynie dodać, że przynajmniej okładkę "Ruda Sfora" ma w mojej opinii dobrą, a jeśli chodzi o ilustracje Dominika Brońka to tym razem swoją przeciętnością i sprawnością nie wychodzącą poza umiejętności rzemieślnicze ucznia liceum plastycznego w pełni odpowiadają poziomem ilustrowanemu tekstowi. Korekcie natomiast (Barbara Caban, Bogusław Byrski) zwrócę uwagę, że słowo "żądza" pisze się przez "ż", a nie przez "rz" jak jest na stronie 416 w zdaniu: "Najsilniejsze z psów oderwały się od stada, niesione rządzą krwi pędziły za srokaczem".

Stella
autor: Maja Lidia Kossakowska
tytuł: Ruda Sfora
liczba stron: 486
miejsce wydania: Lublin
rok wydania: 2007
wydawca: Fabryka Słów
seria: Bestsellery polskiej fantastyki


W sieci, związane z tematem:
Obecność sztuki w rytuałach szamańskich
Mitologia ludów Syberii
Oficjalna strona Republiki Jakucji
Jakucja 2002 w serwisie "Podróżnik"
Magiczny lot szamana.
O autorce na stronach Fabryki Słów