Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Ślepowidzenie"




          Nie przepadam za poetyką s-f. Ta fraza jest przeze mnie na naszej stronie powtarzana tak często, że w zasadzie mogłaby stanowić myśl przewodnią jakiejś podstrony poświęconej s-f. "Ja to w ogóle nie lubię. A szczególnie s-f, w ogóle"
          "Ślepowidzenie" Toma Wattsa, kolejna propozycja w MAGowym cyklu "Uczta wyobraźni", to s-f pełną gębą.
          W przyszłości Ludzkość zaliczyła nieprawdopodobny postęp technologiczny, który pozwolił jej nie tylko wysyłać statki załogowe do samych krańców znanego kosmosu, ale także "wskrzesić" jakoby wymarłą odnogę w ewolucji człowieka - wampiry, czy opanować technologię przenoszenia świadomości na stałe z ciała do cybernetycznego konstruktu zwanego "Niebem" i wiele innych. Rzecz jasna taka sytuacja pociągnęła za sobą szereg skutków negatywnych. Nie tylko zanik więzi społecznych, a w najlepszym wypadku ich przeniesienie do cyberprzestrzeni; nie tylko krwawo rozstrzygane konflikty światopoglądowe, ale także tak dynamiczny rozwój zaawansowanej nauki, że ludzie którzy przy pomocy modyfikacji swoich naturalnych możliwości są w stanie dotrzymać kroku sztucznej inteligencji, prowadzą swój dyskurs na tak wysokim, skomplikowanym poziomie, iż potrzebują specjalnych "tłumaczy" aby transponowali ich komunikaty na język zrozumiały dla "zwyklaków". Kimś takim jest właśnie główny bohater "Ślepowidzenia" Siri Keeton. Należy do najlepszych w swoim fachu. Jest doskonałym obserwatorem pozostającym zawsze idealnie z boku, nie angażującym się w żaden sposób. Niezdolnym do zaangażowania emocjonalnego. Wprost stworzonym do tego, by opisywać to, co widzi. A widzi wszystko. Żaden szczegół nie umknie jego uwagi. I do tego ma zdolność do wyciągania na podstawie swoich obserwacji trafnych wniosków. Właśnie dlatego, gdy ludzkość staje wobec możliwości pierwszego kontaktu z cywilizacją pozaziemską, Siri wchodzi w skład ekspedycji, która ma się udać na spotkanie ze statkiem Obcych. Oprócz niego w skład ekspedycji wchodzą jeszcze: żołnierz Amanda Bates, lingwistka o wielorakiej osobowości Susan James, wszechstronny naukowiec Isaak Szpindel i szef grupy - wampir Luka Sarasti. No i jest oczywiście jeszcze niesamowity statek, którym lecą - "Tezeusz", którego Sarasti tytułuje mianem "kapitana".
          Myślę, że chciałoby się po przeczytaniu "Ślepowidzenia" powiedzieć, że tym oto różni się ta powieść s-f od innych książek, filmów czy komiksów utrzymanych w tej poetyce, że ten przyszłościowy sztafaż jest tylko pretekstem dla zobrazowania kondycji ludzkiej, przedstawienia trapiących ludzi problemów, niewesołych perspektyw itp.. Wszystko fajnie, gdyby tylko było to prawdą. Nie jest, co oczywiste. To nie Peter Watts był pierwszym, który wpadł na ten pomysł, żeby za pomocą s-f przekazać głębsze treści. Pozostaje zatem wykonanie. Jeśli zaś o to chodzi, to pierwsze co mi się nasuwa, to uwaga, że widać, iż autor jest naukowcem, może także wykładowcą uniwersyteckim. Wykonanie bowiem robi na mnie wrażenie zbeletryzowanego i dzięki temu naprawdę zajmującego wykładu w stylu nauki amerykańskiej. A to jest zupełnie inny styl od tego, który znamy z polskich uniwersytetów. Operujący innym, bardziej przyjaznym dla słuchacza instrumentarium. Przykłady, anegdoty z życia wzięte, wizualizacje, wreszcie nawet projekcje przyszłości. Tak właśnie odbieram "Ślepowidzenie". To jest powieść s-f, która jest tak rzetelnie umocowana w aktualnym stanie wiedzy (zwracam szczególną uwagę na "Posłowie" i "Spis źródeł". W zasadzie nie wiem, czy w to wierzyć...), że sądzę, iż w wielu jej aspektach może być czymś z pogranicza fantazji i prognozy. Oczywiście, z wieloma zawartymi w niej tezami, w szczególności co roli i przyszłości samoświadomości, można polemizować, niemniej nie zmienia to faktu, że znajdują one oparcie w aktualnym stanie wiedzy. Interpretacja jest już inną bajką.
          Ta właśnie teza, o przykładaniu zbyt wielkiej wagi do znaczenia świadomości i wszystkiego, co znajduje w niej swoje korzenie, jest elementem, który ustawił mi "Ślepowidzenie" niejako w opozycji do "Grendela" Johna Gardnera. Ale w gruncie rzeczy obie te powieści traktują o tym samym. O tym co nas czyni ludźmi. Nie bez przyczyny statek Obcych przedstawia się jako "Rorschach". Istotnie, nie ma co zaprzeczać chyba już dostatecznie dowiedzionym faktom - świadomość, z ewolucyjnego punktu widzenia, stanowi zbyt duży wydatek energii i przeszkodę w naprawdę szybkim przetwarzaniu informacji i reakcji na nie. Chcąc zatem zoptymalizować te cechy należałoby zaufać pniowi mózgu, odruchom automatycznym. To jednak - koniec końców - oznacza to samo, co Grendelowe spotwornienie.
          "Ślepowidzenie" to dobra powieść, zawierająca wiele tropów, napisana sprawnie, operująca rzetelną wiedzą i przede wszystkim napisana z wielką wyobraźnią. Pod tym kątem zdecydowanie wpasowuje się w ramy cyklu, który w swojej nazwie posługuje się słowem "wyobraźnia". Jednak mnie mimo wszystko do pełnego zachwytu czegoś tu brakuje. To już z pewnością kwestia indywidualnego odbioru, upodobań. Nie bez kozery ostatecznie zaczęłam od "mantry" o moim stosunku do s-f. Jednak uważam, że to samo, co z jednej strony czyni "Ślepowidzenie" powieścią nawet jeśli nie wyjątkową, to z pewnością dającą się zauważyć - czyli mocne osadzenie w realiach naukowych (swoją drogą wielki szacunek dla rozległej wiedzy autora. Mamy tu bowiem zarówno zaawansowaną fizykę, biochemię jak i psychologię), z drugiej strony troszeczkę męczy i zniechęca. Nie idzie tu o sposób podania tych wiadomości, który - co podkreślam - jest naprawdę bardzo sprawny i przyjazny, ale raczej o ich natłok przy jednoczesnym, uzasadnionym ograniczaniu podejścia emocjonalnego.
          Natomiast opis interakcji pomiędzy poszczególnymi członkami ekspedycji i końcowy akcent są doskonałe. Uważam, że Peterowi Wattsowi należy się uznanie za to, że potrafił jednak na tyle zająć uwagę czytelnika czym innym, aby z sukcesem przeprowadzić końcową - powiedzmy - woltę.
          Jak widać mam pewien kłopot z jednoznaczną oceną "Ślepowidzenia". Z jednej strony jest to z pewnością powieść ze wszech miar godna przeczytania. Z drugiej jednak strony nie określiłabym jej jako całkowicie nowej jakości, którą to atmosferę starano się wokół tej powieści wywołać. Koniec końców jednak, polecam. Z pewnością warto.

Stella


autor: Peter Watts
tytuł: Ślepowidzenie
tytuł oryginału: Blindsight
język oryginału: angielski
liczba stron: 332
miejsce wydania: Warszawa
rok wydania: 2008
wydawca: Mag
seria: Uczta wyobraźni


W sieci, związane z tematem:
Strona Petera Wattsa
Blog Petera Wattsa
Peter Watts w Internet Speculative Fiction Database
Recenzja powieści "Ślepowidzenie" na blogu "Czytam"