Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja zbioru opowiadań "Szatański interes" Tomasza Pacyńskiego


 



           15 listopada 2009 r.
           Przypominam sobie teraz już jak przez mgłę, że lektura opowiadań zebranych w "Linii ognia" Tomasza Pacyńskiego nie zachęciła mnie do sięgnięcia po drugi tom opowiadań w tej samej poetyce i z tymi samymi głównymi bohaterami - "Szatański interes". Toteż dopiero po paru latach i za sprawą mizernego wyboru w bibliotece miejskiej w X "Szatański interes" wreszcie przeczytałam.
           Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że albo coś się zmieniło w moim odbiorze, albo to u Packa coś się pozmieniało, w każdym razie tego, co zniechęciło mnie w "Linii ognia", w "Szatańskim interesie" wydało mi się jakby mniej. A zatem jakby nieco mniej jest tutaj czystych technikaliów z dziedziny broni palnej. Więcej za to jest klimatu.Ten właśnie klimat to jest coś, co moim zdaniem w "Szatańskim interesie" zasługuje na szczególną uwagę. Rzecz jasna opowiadania napisane są bardzo sprawnie, są przemyślane, doskonale skonstruowane i przekazane językiem i rytmem, który czyta się bardzo dobrze i gładko. Nie brakuje w nich też specyficznego humoru, szczególnie w opowiadaniu tytułowym za sprawą diabłów - kotów i kłopotów aprowizacyjnych związanych z nową szatańską działalnością.
           Jednakże prawdziwy klimat, który został wykreowany przez Packa, to nie są te lekkie podśmiewajki. Owszem, one rozluźniają atmosferę, a to jest od czasu do czasu potrzebne. Ale najważniejsze jest to, co charakterystyczne dla prozy Packa - odzieranie z naiwnej bajkowości. Za tym z kolei idzie coś jeszcze trudniejszego. W klasycznych bajeczkach dla dzieci wszystko jest jasne i proste. Kiedy jednak przyjdzie nam napisać bajkę dla dorosłych, nie ma w niej miejsca na taką naiwną prostotę, na kategoryczny podział na białe i czarne, dobre i złe. Wkrada się rzeczywistość w postaci komplikacji, półcieni, cierpienia, zawodów i rozczarowań. I tego wszystkiego w "Szatańskim interesie" jest naprawdę dużo, choć z drugiej strony podane nie nachalnie i bynajmniej nie prostacko jak bywa np. w przypadku pisarstwa Andrzeja Ziemiańskiego.
           Niemniej po zaledwie paru dniach od zakończenia lektury w ciągu których nie chciało mi się po prostu usiąść i wystukać na jej temat tych paru słów, dostrzegam że wyraźnie zapominam już konkretniejsze wrażenia jakie miałam z nią związane. Ot, wychodzi na to, że to jednak kolejne bardzo dobrze, ale wciąż czytadło. To nie jest żaden zarzut. Po prostu zwykła uwaga.
           Na koniec nie potrafię się powstrzymać od lekkiej - przyznaję - złośliwości. Czytałam wydanie z 2005 r.. Jeśli mnie świadomość nie myli, to Fabryka Słów zapowiedziała teraz wznowienie. Jednak ja, jako się wspomniało, czytałam pierwsze wydanie, które ma to do siebie, że opatrzone jest rysunkami Dominiki Repeczko. Pani Dominika Repeczko jest z pewnością człowiekiem wielu talentów. Jednak powiedzmy sobie wprost - talent plastyczny do nich nie należy. Te ilustracje, okładkowej oczywiście nie wyłączając, wyglądają jakby wyszły spod ręki bardzo miernej licealistki. Są sztywne, papierowe i brak w nich choćby cienia życia czy polotu. Że o swobodzie graficznej już nawet nie wspomnę. Dla książki byłoby dużo lepiej, gdyby ich tam nie było.

Stella


Tytuł: Szatański interes
Autor: Tomasz Pacyński
Wydawca: Fabryka Słów
Cykl: Matylda
Cena: 28,99 zł
Data wydania: listopad 2005



W sieci, z tematem:
Tomasz Pacyński - strona oficjalna