Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Tańczący trumniarz" Jeffrey'a Deavera


 


           20 marca 2010 r.
           Jeffrey'a Deavera poznałam przy okazji "Kolekcjonera kości", który wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. "Tańczący Trumniarz" to inna odsłona tych samych bohaterów i tego samego autora. Jednak pewne elementy oczywiście pozostają niezmienione. Do nich z zadowoleniem zaliczam trzymającą w napięciu, elektryzującą i przede wszystkim zaskakującą i doskonale podaną intrygę, a także kompetentnie przedstawione zagadnienia z dziedziny kryminalistyki. Modyfikacje (w porównaniu do "Kolekcjonera kości") dotyczą psychologii bohaterów. W szczególności pary głównych - Lincolna Rhyma i Amelii Sachs.
           W "Tańczącym Trumniarzu" Amelia Sachs i Lincoln Rhyme, choć w zasadzie to raczej ten ostatni, stykają się z godnym przeciwnikiem. Mianem "Tańczącego Trumniarza" określa się w policyjnym żargonie jednego szczególnego płatnego mordercę. Szczególnego, bowiem całkowicie nieuchwytnego i śmiertelnie skutecznego. A nieuchwytny jest przede wszystkim dlatego, że z olbrzymią skrupulatnością dba o zacieranie wszelkich, nawet najdrobniejszych śladów. Tym razem sprawa jest o tyle jeszcze bardziej skomplikowana, że na odnalezienie i powstrzymanie Tańczącego Trumniarza Rhyme i Sachs mają tylko 45 godzin, bowiem jego ofiarami ma być troje (w zasadzie już dwoje) ludzi, którzy są świadkami w procesie potężnego handlarza bronią, który do tej pory sprytnie i skutecznie unikał karzącej ręki sprawiedliwości. Z zeznaniami tych świadków urząd prokuratora wiąże duże nadzieje, nic zatem dziwnego, że wartość życia świadków maleje w zatrważającym tempie.
           Magia "Tańczącego Trumniarza" to przede wszystkim bardzo inteligentna i autentycznie nieprzewidywalna intryga. Warto przeczytać choćby tylko po to, żeby poznać jej rozwiązanie, które jest naprawdę zaskakujące. Ta inteligentna intryga wynagradza nawet tłumaczenie (Łukasz Praski), które jest drewniane i nadaje tekstowi sztuczną, teatralną manierę. Najbardziej dostrzegalna zmiana jaka zachodzi w porównaniu do "Kolekcjonera kości" dotyczy psychologii głównych bohaterów. W sumie to może i dobrze. W "Kolekcjonerze..." Sachs i Rhyme się poznawali, mieli święte prawo być początkowo skrępowani sobą nawzajem. W "Tańczącym Trumniarzu" ich interakcje zostają przeniesione na zupełnie inny poziom. Nie dziwota, skoro wreszcie trafiają do łóżka. Jednego, razem, nie po to aby spać. Ale nie w tym rzecz. Otóż i Sachs i Rhyme pokazują swoje gorsze oblicza. Lincoln Rhyme pokazuje czytelnikowi twarz despotycznego, nieznośnego, toksycznego inwalidy. Amelia Sachs prezentuje się jako irytująca neurotyczka rodem z głupich amerykańskich filmów policyjnych. Słowem para głównych bohaterów w "Tańczącym Trumniarzu" jest wyjątkowo irytująca i w pewnych wymiarach standardowa, o ile nie sztampowa. Może właśnie dlatego druga strona, to całe zło wcielone - Tańczący Trumniarz robi moim zdaniem zdecydowanie lepsze wrażenie. Budzi zainteresowanie i coś na kształt wykoślawionej sympatii czytelnika. To byłby ten sam rodzaj sympatii, którą odczuwa się do Dextera. Bo Tańczący Trumniarz jest przecież klasycznym superinteligentnym psychopatycznym złoczyńcą. Zresztą nie tylko Tańczący Trumniarz, ale niczego bliższego na ten temat nie można napisać, kto czytał ten wie, kto nie czytał, powinien nadrobić tę zaległość. Powinien, bo to naprawdę doskonała, inteligentna i wciągająca (nawet pomimo drewnianego tłumaczenia) rozrywka.
           Na parę słów zasługują także postaci drugoplanowe. A w zasadzie to jedna z nich Percey Clay, jedna z niedoszłych ofiar Tańczącego Trumniarza. Inne postaci drugoplanowe są raczej standardowe. Jednak Percey Clay to ofiara szczególna i poświęcił jej autor wiele uwagi, co wyszło powieści na dobre. Percey jest postacią z krwi i kości i to chyba nawet jeszcze bardziej niż Rhyme, Sachs a nawet Tańczący Trumniarz, co po chwilowym zastanowieniu wcale nie wydaje się takie trudne do osiągnięcia. Jej praca będąca jednocześnie jej pasją i miłością, jej ból po utracie ukochanego męża, jej rozterki i starania związane z desperackim ratowaniem firmy, zdrady jej męża które znosiła mężnie w imię czegoś więcej, co było między nimi. Wreszcie jej twardy, bezkompromisowy i nieustępliwy charakter, który tak urzekł Rhyma. Zdecydowanie, Percey Clay jest chyba najbardziej krwistą z postaci pojawiających się w "Tańczącym Trumniarzu", choć inne, szczególnie te z bliższego planu, nie ustępują jej pod tym względem szokująco wiele. Podsumowując - "Tańczący Trumniarz" to naprawdę zacna lektura, której głównym atutem jest inteligentna, skomplikowana i zaskakująca intryga. Można polecać.

Stella
Tytuł polski: Tańczący Trumniarz
Tytuł oryginalny: The Coffin Dancer
Pierwsze polskie wydanie: lipiec 2001
polskie wydanie: luty 2010
Data wydania oryginału: maj 1998
Wydawca: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Łukasz Praski
Liczba stron: 400
Cena: 32 zł


W sieci, związane z tematem:
Oficjalna strona autora
Polska strona autora
Wywiad z autorem serwisie Zbrodnia w biblitece
Subforum o autorze w Gotham Cafe