Powrót na stronę główną Powrót do działu o filmach

Recenzja filmu Testosteron" :


 




                Rzecz niebywała. Nowy polski film, który nie dość że nie okazuje się totalną chałą, to na dodatek jest komedią, która - być to nie może - śmieszy i to jeszcze jak! Mowa oczywiście o "Testosteronie" w reżyserii T. Koneckiego i A. Saramonowicza.
               W uroczo położonej restauracji urządzonej z rustykalnym sznytem trwają ostatnie przygotowania do wielkiego wydarzenia - wesela Kornela (Piotr Adamczyk) i Alicji (Magda Boczarska). Kornel jest popularnym naukowcem - konkretnie ornitologiem, któremu owa popularność spadła z nieba w dość, trzeba powiedzieć, mało przekonujących, ale za to zabawnych okolicznościach. Alicja jest wschodzącą gwiazdką rodzimej sceny pop, której - jak się przekonamy - bardzo zależy na popularności i rozgłosie. Niestety, po drodze coś idzie nie tak i miast o wyznaczonej porze weselna limuzyna zajeżdża pod restaurację, co prawda z piskiem opon, ale nieco wcześniej, a ponadto nie wiezie szczęśliwych nowożeńców a mocno wkurwione i zszokowane towarzystwo w osobach: ojca pana młodego Stavrosa (Krzysztof Stelmaszyk) - wkurwiony, przyjaciela pana młodego ksywa "Robal" (uroczy i zszokowany Tomasz Kot), gościa weselnego ze strony panny młodej Fistacha (chyba raczej wkurwiony Tomasz Karolak) i powodu całego zamieszania - Tretyna (zdecydowanie zszokowany Maciej Stuhr). Całe to niecodziennie się zachowujące towarzystwo wita kelner Tytus (Borys Szyc). Po niejakiej chwili dojeżdżają jeszcze sam pan młody z bratem Januszem (Cezary Kosiński). No i się zaczyna. Dowiadujemy się, że Alicja uciekła Kornelowi sprzed ołtarza oświadczając w mocno pretensjonalnych słowach, że go nie kocha i na odchodnym całując namiętnie Bogu ducha winnego Tretyna, któremu dostał się za to wszystko łomot. Jeśli chodzi o fabułę, to w zasadzie opisałam tutaj prawie całość. To jednak nie ma większego znaczenia, bo olbrzymia moc tej komedii to uszczypliwe i diabelnie dowcipne komentarze do stereotypów na temat wizerunku kobiet w oczach mężczyzn i vice versa oraz wizerunku stosunków panujących między kobietami i mężczyznami. Do tego barwne i cokolwiek przerysowane, ale przecież jakże dalekie od jakiejkolwiek tandety postaci (w tym całkiem peryferyjne jak np. porażający Yarek Depczak [Wojciech Mecwaldowski]). A to już jest coś, czego nie sposób opisać, to po prostu koniecznie trzeba zobaczyć na własne oczy. Teksty, które padają naprawdę bardzo gęsto w filmie są autentycznie błyskotliwe. Ale to dalece nie wszystko. Po pierwsze - jak to jest zagrane! Nie ma chyba słabszej roli w "Testosteronie". Owszem, pewne delikatne przerysowania są, ale - na litość - to jest komedia, moim zdaniem tego po komedii można i należy się spodziewać. Nie potrafiłabym jednoznacznie wskazać która rola mi się najbardziej podobała. Wszyscy zagrali naprawdę koncertowo. Obrazu całości dopełnia jednak coś, czego się już nie spodziewałam po polskim filmie."Testosteron" jest nie tylko wyśmienicie napisany, znakomicie zagrany, ale też doskonale zrealizowany - z pomysłem i z jajem. A przy tym, jak można mniemać, przy minimalnych środkach. Te umowne, i zdaje się zrealizowane w konwencji elementu z arsenału środków teatralnych, wstawki retrospekcyjne z przytomnie dowcipnymi motywami animacji, to zagospodarowanie przecież w gruncie rzeczy bardzo niewielkiej przestrzeni. Do tego jeszcze dopełniająca obrazu całości lekka i rozrywkowa, czyli doskonale wpasowująca się w klimat, muzyka. Wreszcie teksty, jakie padają z ekranu - mistrzostwo świata.
               Przeniesienie "Testosteronu" z desek teatralnych na kinowy ekran powiodło się doskonale. Owszem, można dostrzec, że oryginalnie "Testosteron" powstał jako sztuka na potrzeby teatru. Nie da się tego ukryć. Ale po co by to było ukrywać? Brak sensacyjnej akcji i koncentrację miejsca z olbrzymią nawiązką tym, którzy są do takich elementów przywiązani, zrekompensują błyskotliwe, inteligentne wypowiedzi postaci, ich uwagi, komentarze i trochę także gagi, bo i takie się pojawiają, choć w mocno ograniczonym zakresie, co ja osobiście sobie chwalę.
               Wychodziłam z kina całkowicie rozluźniona i rozbawiona do łez. Dopiero dłuższą chwilę po seansie zrobiło mi się smutno. Wolałabym, żeby było w tej prawdzie więcej zwykłego, nie znajdującego umocowania w rzeczywistości stereotypu, ale chyba nic z tego. Polecam naprawdę bardzo, bardzo gorąco.

Stella


reżyseria: Andrzej Saramonowicz, Tomasz Konecki
scenariusz: Andrzej Saramonowicz na podstawie sztuki Andrzeja Saramonowicza
zdjęcia: Tomasz Madejski
muzyka: Stanislas Syrewicz , Misza Hairulin
obsada:
Borys Szyc, Maciej Stuhr, Krzysztof Stelmaszyk, Cezary Kosiński, Tomasz Karolak, Tomasz Kot


W sieci, związane z tematem:
Strona filmu