Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach

Recenzja powieści "Tracę Ciepło" Łukasza Orbitowskiego


 


            Dlaczego "Tracę ciepło", najnowsza powieść Łukasza Orbitowskiego, w tutejszym Empiku trafiła na półkę z fantasy pozostanie dla mnie na zawsze zagadką."Tracę ciepło" to mieszanka powieści obyczajowej i chyba horroru. Fakt, że występują w niej elementy i zjawiska fantastyczne to jednak zdecydowanie za mało, żeby przypiąć do niej łatkę fantasy. Również jeśli ta mieszanina konwencji nie daje się w pełni i bez reszty podciągnąć pod jakiś jeden konkretny gatunek, to nie stanowi to wystarczającej podstawy do wpisywania jej w ramy fantasy. Raczej już w zakres właściwy dla szeroko pojętej fantastyki w ogóle, wliczając w to także horror, oczywiście. W "roku zero", czyli w 1990, poznajemy Kubę - ucznia ostatniej klasy szkoły podstawowej mieszczącej się na krakowskim Kazimierzu. Kuba jest klasowym ofermą i popychadłem. Typową "głową do wycierania". Nie dają mu o tym nawet na moment zapomnieć koledzy, w tym Konrad. Kuba wie wszystko o kiblonurkowaniu, byciu opluwanym i o byciu publicznie upokarzanym. Okazuje się jednak za sprawą śmierci szkolnego ciecia - Hadały, że na tym jego wiedza się nie kończy. Kuba odkrywa w sobie zdolność do widzenia zmarłych, ale przede wszystkim postrzegania istoty rzeczy. Widzi, że świat, który postrzegamy jako realny, przeplata się ze zjawiskowymi jeziorami - inną rzeczywistością, innym wymiarem, który wymyka się opisom. Można się z łatwością domyślić, że taka wiedza sama w sobie stanowi dla Kuby wystarczający wstrząs. Jednak autentycznego szoku doznaje, kiedy okazuje się, że jeden z jego prześladowców - Konrad dzieli z nim te zdolności. Konrad i Kuba, z inicjatywy tego pierwszego, odkrywają tajemnicę jaka kryje się za śmiercią Hadały, a potem ich losy nierozerwalnie się ze sobą splotą w dalszych przygodach aż do efektownego finału.
            Łukasz Orbitowski pisał "Tracę ciepło" na przestrzeni dwóch lat - 2004-2006 i ta okoliczność w połączeniu z konstrukcją tej powieści, dla mnie wyraźnie epizodyczną, tworzy u mnie przypuszczenie, że autor rozpoczynając dzieło nie do końca wiedział gdzie i jaką drogą go ono zawiedzie .
            Wspomniałam już o kwestii epizodów. Otóż "Tracę ciepło" podzielone jest na trzy, zogniskowane wokół różnych wydarzeń, części. W "Roku zero" poznajemy Kubę i Konrada gdy mają obaj po 14 lat i, mam wrażenie, że ta część w swoim klimacie najbardziej zbliżona jest do współczesnej, odważnej literatury młodzieżowej. Taki odważniejszy "Harry Potter". Do tego w "Roku zero" mamy odmalowaną szkołę podstawową początku przemian w Polsce, stosunki międzyludzkie i pokazany Kazimierz w Krakowie taki, jaki (jak mogę przypuszczać z tego, co obecnie można tam zobaczyć) najprawdopodobniej był w 1990 roku - obskurny, obdarty, bandycki, zapijaczony, biedny. Wrzód na dupie Krakowa.
            W następnej części "Strzępy" pojawia się historia nieprawdopodobnej miłości Mariusa Johanna i Marii Anny oraz Neojakub od Wielkiego Dzwonu - prorok, uzdrowiciel i święty owładnięty przez anioła Azaela, którego Konrad i Kuba niszczą, nie wiedząc jakie pociągnie to za sobą dla nich konsekwencje. A będą one prawdziwie ostateczne o czym przekonamy się w ostatniej części - "Królestwo powietrza", która jest najbardziej odrealniona, psychodeliczna, momentami nawet mistyczna. I dlatego też najtrudniej ją opisać.
             Łukasz Orbitowski bardzo sprawnie posługuje się językiem. Poddaje go określonej stylizacji, stosuje często zaskakujące, dowcipne porównania i wplata w tekst kąśliwe uwagi np. o "Gazecie Wyborczej": " uderzyła w subtelny ton (z właściwą sobie mieszaniną świętego oburzenia, troski o los ludzki i żądzy mordu) cztery dni później." - strona 301; albo o powadze na twarzy: "(...) wszedł do kościoła z miną tak poważną, jakby przez ostatnie dwadzieścia lat nie robił niczego innego, tylko czytał Żeromskiego." - strona 437. Czasem używa też słownictwa, które dla mnie jest obce. Dla mnie cieć w szkole to zawsze był "woźny". W "Tracę ciepło" to nadal "tercjan". Albo z innej beczki - kto wie co to jest "mela" ? Ale to także element stylizacji języka. Szczególnie ujmujący jest bezpretensjonalny ton jakim Łukasz Orbitowski posługuje się opisując historię Mariusa Johanna i Marii Anny. Nie można również żadną miarą odmówić pełnokrwistości dialogom, szczególnie rozmowom Konrada i Kuby. Wypowiedzi Konrada zresztą są w tej powieści szczególnie interesująco napisane. Wobec powyższego właściwie nie wiem dlaczego nie określiłabym Łukasza Orbitowskiego jako doskonałego gawędziarza. To po prostu nie jest narracja, którą chciałoby się czytać na głos. Nie potrafię sobie wyobrazić, że ktoś opowiada historię Kuby i Konrada przy ognisku, w knajpie czy gdziekolwiek. W tym momencie wchodzimy już w magiczną strefę de gustibus i jeśli chodzi o mój gust i moją percepcję, to stanowi to dla mnie pewien minus, choć rzecz jasna, nie dyskwalifikuje powieści. "Tracę ciepło" broni się zresztą całkiem dobrze mimo większej ilości krytycznych uwag jakie mi się nasuwają.
            Przede wszystkim trochę trudno mi uwierzyć w Konrada. Być może (najpewniej) wynika to z niedostatecznej znajomości środowiska z jakiego pochodzi zgodnie z tym, co opisuje Łukasz Orbitowski ta postać. Konrad jest typowym dzieckiem Kazimierza - drobny cwaniak, który da sobie radę w każdych warunkach, zaglądający do butelki z tanim winem, które jest dobre, bo jest dobre i tanie. Nauka Konradowi idzie jak po grudzie. Lubi i potrafi majsterkować, ale taka historia czy literatura to dla Konrada prawdziwa męczarnia. Miałam w podstawówce podobnych kolegów w klasie. Płynna i czasem nawet potoczysta wymowa jaką błyska Konrad (nawet biorąc pod uwagę klimatyczne wulgaryzmy) nijak mi do tych postaci nie pasuje. Ale może to magia Krakowa ? Natomiast już w ogóle nie potrafię zrozumieć jakim sposobem tak skonstruowana przez autora postać Konrada, który nie dość, że żadnej książki przeczytać porządnie nie potrafił, a od kościoła stronił, potrafi bez pudła zidentyfikować słowa Pana Pucha jako list do Efezjan (strona 438).
            Po drugie nie rozumiem też zabiegu polegającego na wprowadzeniu Patrycji. To znaczy rozumiem - o coś się musieli pokłócić Kuba z Konradem, ale wyszło moim zdaniem sztucznie i sztywno.
            Wreszcie czytając miałam wielokrotnie wrażenie, że spotykam się ze znanym skądinąd motywem. A to jakby reminiscencja "Szóstego zmysłu", a to trochę "Smętarza dla zwierząt", a to wreszcie (dla mnie wyraźnie) pewne zapatrzenie w kreację obrazu rzeczywistości na zasadzie Saka w "Perfekcyjnej niedoskonałości" Dukaja, czy w "Verticalu" Kosika. Oczywiście nie oznacza to żadną miarą, że "Tracę ciepło" nie stanowi żadnej nowej jakości, a jest wyłącznie wtórną kompilacją znanych elementów. Taka opinia byłaby wysoce krzywdząca. "Tracę ciepło" niesie ze sobą intrygująco podane treści zarówno obyczajowe jak i fantastyczne, czy nawet mistyczne (choć do tego określenia podchodzę z bardzo dużą ostrożnością). Choćby sam sposób przedstawienia stosunku Kuby i Konrada do ich daru (czy może przekleństwa...). Bynajmniej nie odnoszą się do niego z nabożną czcią. Widzenia traktują z pewnego rodzaju obojętnością, może stoicyzmem ?
             Z pewnością Łukaszowi Orbitowskiemu udaje się pobudzić wyobraźnię czytelnika (przynajmniej takiego jak ja) i - co ważniejsze - zamieszać w głowie. Rzecz w tym, że jeśli o mnie osobiście chodzi, to z tego zamieszania nic nie wynika. Trochę jakby autor nie za bardzo miał pomysł na to, co on naprawdę chce przez to wszystko powiedzieć, o ile w ogóle chce powiedzieć cokolwiek. Niemniej to wrażenie, jakiegoś niedopowiedzenia, zamieszania we mnie pozostaje po tej lekturze i nie potrafię się od niego uwolnić. Chcę myśleć, że właśnie o to chodzi.
            Łukasz Orbitowski bez wątpliwości stworzył interesującą i intrygującą powieść, napisaną - jeśli chodzi o narrację - sprawnie, z nerwem. Mimo wszystko jednak nie udało mu się podbić mojego serca. Może stygnę w innym rytmie.

Stella
autor: Łukasz Orbitowski
tytuł: Tracę ciepło
liczba stron: 492
miejsce wydania: Kraków
rok wydania: 2007
wydawca: Wydawnictwo Literacki


W sieci, związane z tematem:
Strona oficjalna Łukasza Orbitowskiego
O pisarzu w WIKI
Wywiad z Łukaszem Orbitowskim