Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach


Recenzja powieści "Wieki światła" Iana R. MacLeoda :


 



            Czytelnik poszukujący przede wszystkim wartkiej, trzymającej w napięciu, sensacyjnej akcji i książki typowo rozrywkowej nie będzie zachwycony "Wiekami światła" Iana R. MacLeoda. W tej powieści akcent położony jest na opisaniu końca jednej epoki i początku innej oraz rozgrywającej się na tym tle niespełnionej miłości.
Narracja "Wieków światła" utrzymana jest w klimacie, który bez wątpliwości daje się zidentyfikować jako dickensowski. Wątpliwości co do tego nie pozostawia także osnowa fabuły "Wieków światła", które w istocie są tak bardzo zbliżone do "Wielkich nadziei" Dickensa, że można chyba powiedzieć, że jest to ich retelling.
            Oto poznajemy historię życia, którą relacjonuje nam Robert Borrows. Robert żyje w alternatywnej Anglii, której bogactwo stanowi wydobywany z ziemi szczególny pierwiastek - eter. Miasto Bracebridge, gdzie urodził się i wychował Robert jest jednym z ważniejszych ośrodków wydobycia tego pierwiastka. Eter posiada całkowicie niespotykane właściwości. W zasadzie, to opis jego działania kojarzy mi się jednoznacznie z pochodzącym z literatury fantasy stereotypem źródła magii, które znajduje się w przyrodzie. W ziemi, powietrzu, wodzie, ogniu. Eter to coś w rodzaju ucieleśnienia tego źródła magicznych zdolności w postaci pierwiastka fizycznego, który można wydobywać z ziemi jak węgiel czy ropę naftową. Jego działanie wymyka się wszelkiemu opisowi. Pozostają zatem jedynie efekty tego działania. Odpowiednio ukierunkowany za pomocą określonych zaklęć eter wprawia wszelkie maszyny w ruch jak uniwersalne paliwo. Sprawia, że możliwe staje się wzniesienie wyrafinowanych, subtelnych a jednocześnie potężnych budowli, których założenia architektoniczne nie pozwalałyby im przetrwać bez eteru, pozwala na przesyłanie wiadomości na odległość, utrzymuje ruch środków transportu, wykorzystywany jest w każdej dziedzinie życia, nawet w pralniach czy przemyśle włókienniczym. Domieszka eteru sprawia, że wszystko nabiera nowego, magicznego wymiaru. Myślę, że eter można w pewnym wymiarze porównać do naszej ropy naftowej. Dlatego, że jego wartość stanowi punkt odniesienia dla wartości innych towarów, a nawet wartości samego pieniądza. Kto ma eter, ten może dyktować warunki.
            Eter jest jednak pierwiastkiem nieokiełznanym i niebezpiecznym. Stąd konieczność znajomości często skomplikowanych zaklęć pozwalających na jego efektywne wykorzystanie. A ta, z kolei konieczność, doprowadziła do wykształcenia się cechów skupiających rzemieślników, którzy takie zaklęcia znają i strzegą ich przez pozacechowymi partaczami. W każdym cechu, natomiast, jest wewnętrzne zróżnicowanie na cechowych, cechmistrzów, arcycechmistrzów, czyli cechową arystokrację. Zdaje się, że skojarzenie z korporacjami zawodowymi jest tu nie od rzeczy.
            Na takim podziale zasadza się również system społeczny tej alternatywnej Anglii. Przynależność do cechu jest wartością samą w sobie, przechodzi z ojca na syna, a strach przed wykluczeniem z cechu, co jednoczeœnie oznacza wypchnięcie poza nawias społeczeństwa, jest przemożny i wszechobecny.
            Eter może budzić także znane nam skojarzenia z efektami działania pierwiastków promieniotwórczych, ponieważ skutkiem zbyt intensywnego wystawienia człowieka na jego działanie jest napromieniowanie, które powoduje chorobę i często śmierć. Ci jednak, którzy nie umierają najczęściej doznają mutacji fizycznych, które idą w parze ze szczególnymi umiejętnościami w zakresie panowania nad eterem. Są darzeni powszechną odrazą, nazywani trollami i zamykani w specjalnych ośrodkach, gdzie przeprowadza się nad nimi pseudo-naukowe badania, albo są wykorzystywani przez wszechmocne cechy do ich własnych celów. W tym świecie nawet Bóg jest cechmistrzem.
            Ośmioletni Robert Borrows, syn cechowego pracującego w kopalni eteru, pozna ten świat może lepiej niż ktokolwiek inny. Najpierw jednak, za pośrednictwem matki, która wkrótce umrze na skutek działania eteru, pozna mieszkającą w wielkim domu na odludziu panią Summerton - trollicę i będącą mniej więcej w jego wieku, mieszkającą razem z nią Annalise. Dziewczynkę, kontakt z którą odciśnie na nim niezatarte przez całe długie życie piętno olbrzymiej fascynacji i równie wielkiej, magicznej miłości. Annalise tak, jak pani Summerton okaże się trollicą, jednak bez widocznych, fizycznych efektów działania eteru. Jednak dla Roberta, który odrzuci cechowy porządek świata i pojedzie do Londynu, by tam jako partacz wraz ze swoim przyjacielem Saulem torować drogę Nowemu Wiekowi, Annalise jest i zawsze będzie magiczna, bo ją kocha, lecz ta miłość od samego początku jest naznaczona melancholią, tęsknotą i niespełnieniem.
W Londynie Robbie, a czytelnik wraz z nim, pozna życie ulicznika, życie najwyższych sfer, ale przede wszystkim on i jemu podobni upomną się o Nowy Wiek. Wiek, w którym ziszczą się wielkie nadzieje o tym, by nie było cechów, by nie było podziału na lepszych i gorszych, ba wielki cechmistrz George będzie marzył nawet o tym, by radzić sobie bez eteru.
            Ian R. MacLeod opowiada historię, którą chyba wszyscy znamy. Opowieść o zderzeniu wielkich nadziei z rzeczywistością, która powstanie po ziszczeniu się postulatów piewców zmian. Opowieść o tym, że epoki kończą się i rodzą w chaosie i krwi, a gdy ten przebrzmi, opadnie kurz i emocje, okazuje się, że zmieniły się tylko figury na stanowiskach, uległy zmianie nazwy, ale nie sama struktura, istota. Choć może jednak, przy okazji pewne sprawy w świadomości zostaną przeorane, jest nadzieja na modyfikację myślenia. Już nie wypada używać określenia "troll". Jest większa tolerancja. Może jednak, to co powstało z popiołów Wieku Eteru, a nazywa się teraz Wiekiem Światła, będzie choć minimalnie lepsze. Chociaż nadal rządzi ludźmi eter i pieniądze, nadal dla tej pary ludzie się degenerują, a cechy zmieniły jedynie nazwy. Nadal są i będą partacze, którzy kiedyś, gdy poczują, że kończy się Wiek Światła, tak jak Robbie teraz, upomną się o następny Nowy Wiek. Nadal jest i będzie arystokracja cechowa posiadająca władzę i pieniądze, choć teraz trochę inna, bo z domieszką świeżej krwi. Tak wszelkie rewolucje pożerają swoje dzieci. Nie tylko w tym najkrwawszym wymiarze. Tak stara rzeczywistość pochłania buntowników, poddając się narzuconym jej modyfikacjom, ale w istocie kołysząc do snu ich niedorzeczne pomysły. To jest stara prawda, dobrze wszystkim znana. Jednak za każdym razem robi to samo piorunująco smutne, przygnębiające wrażenie. Dla tych ostatnich 10 stron jednak warto przeczytać "Wieki światła".
             Reasumując - ta powieść wyposażona jest we wszelkie atrybuty dzieła. Jest to powieść mądra, dopieszczona, dobrze skonstruowana, napisana pięknym językiem, nastrojowa. Jest też bardzo dobrze przetłumaczona i - nieco z innej beczki - pięknie wydana w twardej oprawie, szyta, na świetnym papierze. Jednak w moim subiektywnym odbiorze, koniec końców jest mimo wszelkich superlatyw, jakie się do niej odnoszą, zbyt nużąca by być dziełem naprawdę. Jeśli chodzi o sposób wydania, to jej cena - 35 zł - jawi się jako całkiem rozsądna i w pełni uzasadniona. Jednak gdy staram się przyłożyć tę merkantylną miarę (na tyle, na ile to jest możliwe) do mojego poziomu zadowolenia z tej lektury, to jestem skłonna stwierdzić, że cena jest jednak wygórowana.
             To druga w niedługim czasie powieść zaliczana do gatunku New Weird, jaką przeczytałam. Tuż po "Bliźnie" Ch. Mieville'a. Sądzę, że nadal pozycja Jacka Dukaja, jeśli niektóre jego dzieła (np. "Inne pieśni" czy "Perfekcyjną niedoskonałość") zaliczymy również do tego nurtu, jako najlepszego jego przedstawiciela pozostaje dla mnie niezagrożona.

Stella


autor: Ian R. MacLeod
tytuł: Wieki światła
tytuł oryginału: The Light Ages
język oryginału: angielski
liczba stron: 400
miejsce wydania: Warszawa
rok wydania: 2006
wydawca: Mag
seria: Uczta wyobraźni


W sieci, związane z tematem:
Strona oficjalna autora
"Twenty Questions with Ian R. MacLeod" - wywiad Kilian Melloy z autorem dla SF Site
Wywiad Johna Jarrolda z autorem
Wywiad dla "Korby.pl" po polsku
Wywiad z autorem Jaya Tomio dla "Fantasybookspot.com"
Wywiad dla "Portalu księgarskiego"