Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach


 
Recenzja powieści "Wilki i orły" Rafała Dębskiego



             Pozytywne zaskoczenie jakiego dostarczyła mi lektura "Gwiazdozbioru kata" Rafała Dębskiego skłoniło mnie do sięgnięcia po powieść jego autorstwa po raz kolejny. Tym razem padło na "Wilki i orły".
            Wojna w Czeczenii zdążyła już zaowocować tragicznymi wydarzeniami w Biesłanie i na Dubrowce. Aktualnie oficjalnie sytuacja polityczna w Czeczenii jest opanowana, stacjonują tam wojska Federacji Rosyjskiej, przebywające tam z misją stabilizacyjną. Rzeczywistość jednak od stabilizacji jest biegunowo odległa. W istocie rzeczy w Czeczenii trwa bowiem wyniszczająca, pełzająca wojna partyzancka. Obydwie jej strony wyróżniają się bezprzykładnym okrucieństwem i bezwzględnością. Panuje nieustanne napięcie, a do tego tak Czeczeńcy, jak i żołnierze rosyjscy, w tym wysoko postawieni, uprawiają swoją prywatę, która nie ogranicza się jedynie do handlu bronią i narkotykami, lecz coraz częściej przybiera też formę handlu żywym towarem i narządami. Życie ludzkie w Czeczenii nie ma wielkiej wartości. W takich okolicznościach najważniejsi czeczeńscy bojownicy, dodatkowo sfanatyzowani przez muzułmańskich duchownych, zawiązują tajne sprzysiężenie - Klan Wilka. Chcą dokonać czegoś, co wstrząśnie światem.
            To już kolejny raz, gdy Rafał Dębski podejmuje tematykę związaną z islamem. Poprzednio uwagę swoją skupiał na tym zagadnieniu przy okazji "Łez Nemezis", które nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia. W "Wilkach i orłach" widać wyraźny postęp, co się jak najbardziej autorowi chwali, jednak efekt jest dość wyraźnie odległy od ideału. Rafał Dębski miał ambicję stworzyć elektryzującą, a przy tym opartą na niedawnych w zasadzie wydarzeniach, powieść szpiegowsko - sensacyjną. Forma "Wilków i orłów" temu założeniu odpowiada. Wykonanie jednak cokolwiek kuleje. Czyta się "Wilki i orły" co prawda sprawnie i szybko, nie jest to jednak zasługą wciągającej fabuły, a płynnej narracji. Do sposobu opowiedzenia tej historii nie mam zastrzeżeń. Rafał Dębski pisze sprawnie, nawet jeśli nie ma w tym zachwycającego artyzmu. Być może ktoś uzna następującą moją uwagę za przykrą dla autora, ale sprawienie tu komukolwiek przykrości nie jest moją intencją. Oceniam Rafała Dębskiego, przynajmniej na podstawie tej powieści, jako sprawnego rzemieślnika, ale nie artystę słowa. Powtarzam - nie jest to przytyk pod jego adresem. W każdej dziedzinie taka właśnie jest normalna proporcja. Jest szerokie grono rzemieślników różnej maści, i kilkoro wybitnych artystów swojej materii. To właśnie ci rzemieślnicy stanowią "sól ziemi". Nie widzę powodu, aby wstydzić się takiej pozycji. Tym bardziej, że pisarstwo Rafała Dębskiego to naprawdę przyzwoita robota, w której widać wysiłek i przygotowanie, co sprawia, że - jak już wspominałam - całość czyta się naprawdę sprawnie i z niejakim zainteresowaniem.
            Doceniam również, że koniec końców Rafałowi Dębskiemu udało się z pewnym powodzeniem ominąć rafy, na które w przypadku podejmowania tego tematu bardzo łatwo wpaść. Ostatecznie bowiem autor nie optuje za którąkolwiek ze stron konfliktu. Wykazuje, że panujące na Kaukazie stosunki są na tyle skomplikowane i bierze w nich udział tyle różnych sił, że wskazywanie "dobrych" i "złych" jest bezsensowne i niemożliwe. Efektem ubocznym takiego podejścia jest jednak, ostatecznie dość męcząca, sytuacja w której czytelnik nie odnajduje w "Wilkach i orłach" bohatera, z którym mógłby się w pełni identyfikować i współodczuwać. Nawet jeśli intencja autora była tutaj inna, i polegała na tym aby sympatię czytelnika skupić wokół prostych, zwykłych ludzi, którzy wykonują rozkazy, często wbrew sobie, to przynajmniej w moim przypadku, ten zabieg się autorowi nie powiódł. Nie przeszkodziło mi to jednak na dłuższą metę przeczytać tej powieści i czerpać z tej lektury pewnego zadowolenia.
            Natomiast nie uniknął autor zderzenia z inną rafą. Jest to tym śmieszniejsze, że sam zauważa pewną sztuczność, czy nierealność wprowadzanych przez siebie sytuacji, czemu daje wyraz wprost w tekście. Nie potrafił się Rafał Dębski powstrzymać od wkładania w usta postaci występujących na kartach "Wilków i orłów" myśli i dysput niemal filozoficznych mających za przedmiot naturę ludzką, naturę wojny, religii, wybaczenia, zrozumienia itp. Naprawdę bardzo śmiesznie i nierealnie wyglądają tego typu przemyślenia i - co więcej - wypowiedzi w ustach półdzikich po tylu latach walki w ciężkich, górskich warunkach, często nieuczonych ludzi. Niemniej śmiesznie brzmią w ustach twardych żołnierzy i najemników. A do tego podane są językiem, który można chyba określić przymiotnikiem "wyrafinowany". To sprawia, że nawet jeśli w istocie rzeczy (o czym nie wiem, brak mi danych, aby to ocenić), Rafałowi Dębskiemu udało się trafnie opisać rzeczywistość walk w Czeczenii, to niweczy ten efekt wkładając w usta postaci wypowiedzi, które swoją tematyką i formą pasują tu jak kwiatek do kożucha. Nawet jeśli postaci, o których mowa nie zawsze są prostaczkami z urodzenia, a kiedyś tam przeszły różne szkoły i studia, to jednak długa służba w wojsku, a już w szczególności w takich warunkach, jakie opisuje autor, powoduje, że nie sposób uwierzyć w te rozważania i tą ugrzecznioną, inteligencką mowę.
            Wreszcie sama intryga poprowadzona jest dość topornie i bez polotu. Widać, że nie ona stanowiła dla Rafała Dębskiego "źrenicę oka". Zdecydowanie dało by się z tego materiału wydobyć dużo więcej. Więcej tajemnic, gierek wywiadów, ambicji poszczególnych person. To jednak wymagałoby od autora dużo większego wysiłku i zaangażowania (szczególnie w rzetelne budowanie portretów psychologicznych postaci, które w "Wilkach i orłach" są może i poprawne, ale co do zasady, bardzo płyciutkie i sztampowe), na które Rafała Dębskiego wyraźnie nie było stać.
            Wreszcie kilka cierpkich słów należy się redakcji (Tomasz Stawecki) i korekcie (Marcin Adamiuk i Małgorzata Zwolińska). Oni naprawdę dostali za swoje partactwo jakieś pieniądze? Ten błąd by trzeba było naprawić. Na stronie 55 straszy "żołnież". Konkretnie "żołnież Siergiej Iwanow". Ja pamiętam, że jak należy pisać poprawnie słowo "żołnierz" to uczyłam się w pierwszych klasach podstawówki. No ale to był paskudny PRL. Byłam nieludzko uciskana w ramach dyktatury komunistycznej. Stąd wiem. Prawdopodobnie z tych samych przyczyn wiem, że rzeczownik "wiatr" tak w miejscowniku jak i narzędniku przyjmuje formę "wietrze", a nie "wiatrze", jak w zdaniu "Wędrówka w deszczu i porywistym wiatrze zrobiła swoje." (s. 217). Na stronie 231 z kolei atakują nas efekty wagarowania na zajęciach z logiki zdania: "Dowie się sekretarz obrony, sekretarz stanu i paru innych wysoko postawionych osób". I twoja stara, nie zapominajcie o twojej starej. Literki redakcji i korekcie też się mylą, bo niby czemu nie? Strona 277: "W odróżnieniu ot takich typów, jak ty". OD, Daka sobie liDerówka... I dalej, strona 340 "Pozbawieni żelaznych osłony, żołnierze eskorty pryskali na boki (...)". Polska języka, trudna języka. Ale to jeszcze nic wielkiego, bowiem zaledwie dwie strony dalej, na stronie 342, dowiaduje się osłupiały czytelnik, że "(...) cały świat stanie wam". Marszałkowi Zychowi też "nie po raz pierwszy staje mi", co spotkało się z słusznym wyrazem aprobaty audytorium w obliczu faktu, iż był już składając z sejmowej mównicy powyższą deklarację, ojcem i to z wieloletnim stażem. Niektórzy nawet ponoć chcieli marszałkowi gratulować zdrowia w jego wieku. Czymże był jednak jego wyczyn wobec zapowiadanego w przytoczonym tekście! Ale idźmy dalej. Strona 350: "Mech uczynił krok w lewo, jakby chciał rzeczywiście wydać Rosjan strzał Rosjan". Ja Brzoza, ja Brzoza, jak mnie słyszysz, odbiór... Wreszcie na koniec perełka. Otóż są w trudnym języku polskim pewne trudne słowa. Dla redakcji i korekty w przypadku "Wilków i orłów" trudnymi i nie do przejścia okazały się ze względu na swoje znaczenie słowa: "dług" i "wierzytelność". Dają temu wyraz na stronie 365. Sytuacja jest tam następująca. Jeden gość oddał właśnie drugiemu przysługę. Ten, który z uprzejmości pierwszego skorzystał dziękuje mu następująco: "- Dzięki, masz u mnie dług". Co za pazerna szuja, że też ziemia takiego nosi... Nie jestem też przekonana co do trafności użycia słowa "wszcząć" w zbitkach: "wszczął się ruch" (s. 278) i "wszczęło się zamieszanie" (s. 361). Nigdy nie słyszałam, ani nie czytałam aby ktoś zrobił podobny użytek z czasownika "wszczynać", ale mogę się mylić, lub nie pamiętać. Może tak można. Poza tym redakcja z korektą nagrabili sobie wystarczająco, nawet z pominięciem tych ostatnich, niepewnych przykładów niekompetencji.
            Ogółem "Wilki i orły" można przeczytać. Jest ta powieść lepsza od "Łez Nemezis", jednak moim zdaniem zdecydowanie gorsza niż "Gwiazdozbiór kata". Lektura utwierdziła mnie w przekonaniu, że Rafał Dębski podlega pewnym ograniczeniom, którym chyba nie uda mu się już wyrwać. Jest bardzo przywiązany do roztrząsania aspektów filozoficzno - światopoglądowych nie zważając przy tym, czy czyni to we właściwym miejscu i stosownym rozmiarze. Stąd pewne dłużyzny i wrażenie sztuczności.

Stella


autor: Rafał Dębski
tytuł: Wilki i Orły
liczba stron: 376
miejsce wydania: Lublin
rok wydania: 2008
wydawca: Red Horse


W sieci, związane z tematem:
Rafał Dębski w Wikipedii