Powrót na stronę główną Powrót do działu o książkach


Recenzja powieści "Zmierzch" Stephenie Meyer.:


 



           Okazuje się, że jednak każda lektura potrafi być kształcąca. Nawet "Zmierzch" Stephenie Meyer nauczył mnie nowego pojęcia - marysuizm, a w zasadzie to "garystuizm". Otóż "Zmierzch" jest sztandarowym przykładem tego zjawiska w stanie krystalicznie czystym. Bóg mi świadkiem, że dawno się tak nie uśmiałam nad książką.
           Ania z Zielonego Wzgórza/ Jane Eyre/ Catherine Earnshaw A.D. 2005 nazywa się Bella Swan (pol.: Iza Łabędź) a jej mhrrroczny ukochany Edward Cullen (pol.: Edward Kalen). Bella przeprowadza się ze słonecznego, pustynnego Phoenix do ojca, do wiecznie zachmurzonej i wilgotnej zapyziałej mieściny Forks w stanie Waszyngton. Forks szczyci się wątpliwą sławą najbardziej deszczowego miejsca w Stanach. Bella zaś jest podłamana, ale dzielnie udaje że nic się nie stało. Jako że nasza Bella ma 17 lat musi chodzić do szkoły.
           To tam właśnie poznaje nowych kolegów a także dostrzega grupę izolujących się porażająco pięknych postaci - rodzeństwo Cullenów. Bella szybciusieńko zakochuje się w Edwardzie, który jest uosobieniem bóstwa. "Sam miał na sobie tylko obcisły szary podkoszulek z dekoltem w serek i długimi rękawami, podobnie jak golf, [poprzedniego dnia - przyp. mój] podkreślający idealną muskulaturę właściciela. Tylko dzięki wyjątkowej urodzie twarzy Edwarda byłam w stanie oderwać wzrok od jego umięśnionego ciała." (s. 163).
           Pisałam już, że dawno się tak nie śmiałam nad książką? Otóż Edward początkowo zdaje się Belli bardzo nie lubić. Dlaczegóż to? - zapyta tłum rozczarowanych nastolatek. A dlatego, żeby było o czym pisać dalej. Tak też stopniowo poznajemy mhhhhroczny sekret Edwarda i Cullenów w ogóle. Są oni wampirami, którzy ukrywają swoją tożsamość osiadłszy wśród ludzi. I tu robi się całkiem - całkiem. Wbrew pozorom piszę to nawet serio. Stephenie Meyer nie grzeszy co prawda szczególnie rewolucyjną koncepcją wampiryzmu. Jednak mimo to tradycyjne ramy zjawiska literackiego wypełnia całkiem interesująco. Owszem, wampiry pozostają śmiertelnie niebezpiecznymi drapieżnikami. Skąd się wzięły? A skąd wziął się człowiek? Wyewoluował od jakiejś małpy albo i ameby, ale sprawa nie jest jeszcze do końca i ze szczegółami wyjaśniona. Więc wampiry też.Jest ofiara, musi być i drapieżnik. I w zasadzie - w porządku. Klasycznie wampiry są nieludzko szybkie, piękne, zwinne, silne. Poza tym obdarzone szczególnie czułymi zmysłami. Wszystkie te cechy wampir oczywiście zyskuje zostając wampirem. Co ciekawe wzmocnieniu ulegają wówczas także zdolności nadprzyrodzone, którymi w szczątkowej choćby formie dysponował przed przemianą. I tak sam Edward potrafi czytać ludziom w myślach. Jego przyszywana siostra Alice miewa wizje przyszłości, a ich przyszywany brat Jasper ma zdolność wpływania na ludzkie emocje.
           W doborze ofiar nie muszą być szczególnie wybredni, ale kierują się węchem. Każdy człowiek pachnie troszkę inaczej. Bella pachnie Edwardowi tak, że ma ochotę natychmiast ją schrupać. Nie robi tego jednakowoż, bo Cullenowie różnią się od większości swoich pobratymców tym, że przeszli na wegetarianizm, który w wydaniu wampirzym polega na zaspokajaniu swojego pragnienia krwią zwierzęcą. No ale obok takiej pokusy nie sposób przejść obojętnie. Bella staje się dla Edwarda prawdziwą próbą silnej woli.
           Te rozliczne, ba stanowiące przecież trzon tego powieścidła, momenty w których Bella w nabożnym natchnieniu podziwia idealnego pod każdym względem Edwarda, a on wykazuje się ponadludzką siłą woli, cierpliwością, roztropnością, wyrozumiałością, ością/kością/srością po prostu wloką. Nie potrafiłam tego czytać spokojnie. Trzęsłam się ze śmiechu, a czasami z postępującej irytacji. Inna sprawa, że feministki wszystkich krajów powinny ceremonialnie spalić tę książkę na stosie, bo Bella jest tak bezwolna wobec Edwarda, że żadna szanująca się feministka nie powinna przejść koło tego spokojnie.
           Z drugiej strony na plus poczytuję autorce, że nawet jeśli przytrafi jej się w fabule jakiś babol logiczny, to potrafi się do tego odważnie przyznać. Tak jest np. w przypadku wyjaśniania w jaki sposób człowiek zostaje wampirem. Zgodnie z kanonem chodzi tu o ukąszenie, ale przede wszystkim jad, którym wampiry dysponują. Rzecz w tym, że i bez tego wyposażone są w tak dorodny arsenał środków wystarczających do zadania śmierci słabemu w porównaniu z nimi człowiekowi, że jad jest im całkowicie zbędny. I tą nielogiczność Meyer wyłapuje i wykazuje sama, wytrącając tym samym z ręki argument krytykom.
           Poza tym autorka stara się i nawet przyznać trzeba, że może dysponować jakimś tam potencjałem, ale niestety nie wychodzi jej to literacko tak jak powinno. Literacko "Zmierzch"robi wrażenie plonu wielu lat pisania internetowych fanfików i to nieszczególnie wysokich lotów. Poza tym jest wyraźnie zaprojektowany jako lektura dla nastoletnich dorastających dziewczynek. I to właśnie jest schizofrenicznie - z jednej strony źródłem sukcesu tego cyklu (przynajmniej w wymiarze finansowym), a z drugiej strony porażki "Zmierzchu" (tylko ten tom czytałam) jako intrygującej literatury.
           Jedyny fragment "Zmierzchu", który wskazuje na to, że gdyby Meyer skalkulowała sobie, że opłaca się jej stargetować tę powieść na czytelnika starszego niż 12 - 14 lat, pozwala przypuszczać, że mogłoby z tego wyjść powieścidło mądrzejsze, a z pewnością bardziej interesujące to rozdział pt. "Balansowanie" i wycieczka Belli i Edwarda do lasu. Tu udało się autorce wykreować interesująco niepokojący, niemal erotyczny a jednocześnie niepozbawiony lekkiego elementu grozy i ryzyka nastrój. Całkiem sprawnie Stephanie Meyer pokazuje tutaj zwierzęcy pierwiastek wampira. Te sceny kojarzą mi się z dość znanym zdjęciem Tomasza Gudzowatego, na którym dwa kocięta lamparta ze szczenięcym zainteresowaniem i skupieniem bawią się z małą gazelą.

           Szybko jednak autorka się reflektuje i powraca w klimaty przyjazne dla grzecznej amerykańskiej nastolatki. Czyli tam gdzie np. rozentuzjazmowana sytuacją Bella, spoczywając po raz pierwszy w ramionach ukochanego Edwarda na przytomne pytanie: "- Czy ja w ogóle cię pociągam, tak normalnie?" uzyskując mało enigmatyczną, a jakże treściwą odpowiedź: "Może nie jestem człowiekiem, ale wciąż jestem mężczyzną." (co swoją drogą może i słusznie sugeruje, że mężczyzna wcale nie musi być człowiekiem ;)) mimowolnie ziewa (s. 257). Z kolei kiedy obudziwszy się i zorientowawszy, że Edward nadal jest przy niej, niesiona na skrzydłach entuzjazmu opisuje targające nią sprzeczne emocje: "Korciło mnie żeby wrócić do Edwarda, ale przypomniało mi się, że nie myłam jeszcze zębów po nocy." (s. 258). Wspominałam już, że czasem po prostu nie da się nie ryknąć śmiechem?
           Nastoletnia starsza siostra chrześnicy mojego Mężczyzny cykl Stephanie Meyer uważa za szczytowe osiągnięcie literatury białego człowieka. Tłumaczy ją wiek. I ja doskonale rozumiem to, że gimnazjalistki będą szalały za tym cyklem. Zmieniają się mody, obyczaje, fryzury i wzornictwo przemysłowe. Człowiek (w tym dorastające dziewczynki) nigdy. Poza tym może się z tej lektury dowiedzieć, że "przysiąc" pisze się przez "c" na końcu (s.19). Korekta - Dorota Sideropulu.
           Da się to przeczytać, choć brać choćby w niewielkiej części na serio nie sposób.
           Na koniec jedna uwaga - filmu nakręconego na podstawie "Zmierzchu" nie oglądałam, ale coś tak czuję, że ta historyjka jest jednak lepszym materiałem na film niż na powieść. Myślę, że gdy Stephanie Meyer uzyskała wsparcie ze strony doświadczonego scenarzysty, to udało się z tego sklecić coś ciekawszego. Ale podkreślam - to tylko niczym nie poparte przypuszczenie.

07 października 2009 r.

Stella
autor: Stephenie Meyer
tytuł: Zmierzch
tytuł oryginału: Twilight
język oryginału: angielski
liczba stron: 416
miejsce wydania: Wrocław
rok wydania: 2007
oprawa: miękka
wydawca: Dolnośląskie, Wydawnictwo


W sieci, związane z tematem:
Oficjalna strona autorki
Oficjalna strona serii "Zmierzch"
Twilight Lexicon
Twilight Saga Wiki